<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-31177850</id><updated>2011-12-08T23:57:29.302+02:00</updated><category term='CCCP'/><category term='przemyślenia'/><category term='polityka'/><title type='text'>Unwritten thoughts</title><subtitle type='html'></subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><link rel='next' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default?start-index=101&amp;max-results=100'/><author><name>Agata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13092565186378982722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='29' src='http://i95.photobucket.com/albums/l150/bow4rain/Agata.jpg'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>146</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-31177850.post-6289071901336949049</id><published>2009-01-12T22:41:00.007+02:00</published><updated>2009-01-12T22:55:55.799+02:00</updated><title type='text'>The Village nie tylko na ekranie</title><content type='html'>Od The Village spodziewałam się czegoś innego, niż znalazłam. Pamiętam dobrze, że film mnie mile zaskoczył. Zaintrygował mnie pomysł.&lt;br /&gt;A dzisiaj dowiedziałam się, że taka wioska naprawdę istnieje. Jest ich nawet dużo. Tyle, że stworzona została nie sztucznie, a ewolucjonowała, z Europy przybywając do Ameryki. Ludzie, należący do tej wspólnoty, nazywają się &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Amish"&gt;Amiszami&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;Parę stuleci temu ich poglądy były naprawdę nowoczesne. Zaczęli głosic, że dzieci nie należy chrzcic tuż po narodzeniu, każdy musi sam zdecydowac, jaką wiarę będzie wyznawac. Wyboru nie może dokonac przed ukończeniem 16 lat.&lt;br /&gt;Kiedyś za takie coś prześladowano, palono na stosach i wymyślano resztę tortur, o których uczymy się teraz na historii i czytamy w książkach Margit Sandemo ;)&lt;br /&gt;Więc przenieśli się ludzie do Ameryki, wolnej ziemi. I na tym ich ewolucja się zakończyła. Teraz nadal wyglądają jak z czasów pierwszych bladych lic na Nowej Ziemi. Czepki dla kobiet, obowiązkowa broda dla mężczyzn. Prawie żadnej elektryczności (chyba że coś na bateriach), nauka tylko do 8 klasy (bo wykształcenie prowadzi do pychy). Twierdzą, że brak elektryczności zbliża rodzinę do siebie (nikt nie ogląda TV), nie pozwala uzależnic się od reszty złego świata. Guziki do tej pory symbolizują dla nich mundury żołnierskie, a że są pacyfistami, to guziki są zabronione. Z tejże militarnej przyczyny nie noszą wąsów. Nie mają samochodów. Tylko karety i konie. Dużo dzieci. Bo im więcej, tym lepiej.&lt;br /&gt;Nie zaprzeczam, że idea szczęśliwej rodziny, która spędza czas wspólnie, propaguje ekologiczny styl życia, wspiera każdego członka w trudnej chwili, nie pędzi wraz z resztą świata w wyścigu szczurów, nie jest mi obca. Tyle, że kobiety mają prawo do makijażu, mężczyźni są nie tylko stolarzami, a dzieci można bez upychania zmieścic na tylnym siedzeniu samochodu.&lt;br /&gt;Amisze nie żyją bez świadomości, że istnieje inny świat. Dlatego też na swych zaprzęgach mają odblaskowe trójkąty, żeby byli widoczni na drogach.&lt;br /&gt;Od 16 roku życia mogą spróbowac „innego życia”, a później wybrac, czy chcą zostac, czy powrócic do swej wspólnoty i byc ochrzczeni. Nikt nie mówi, kiedy masz wrócic. Nikt też nie ogranicza ciebie. Większośc upija się do nieprzytomności już na pierwszej imprezie. Z tym też ma problem policja. Dzikie imprezy Amiszów, często sięgające parę setek osób, trudno poskromic. Rodzice wiedzą o nich, ale się nie wtrącają. Bo dzieci szukają swej drogi.&lt;br /&gt;Jedna dziewczyna, która postanowiła nie wracac do wspólnoty, w filmie „The devil’s playground” (dostępny na &lt;a href="http://www.youtube.com/results?search_query=devil%27s+playground+amish&amp;amp;search_type=&amp;amp;aq=f"&gt;youtube.com&lt;/a&gt;) twierdzi, że chociaż teoretycznie masz prawo wyboru, rumspringa, czyli właśnie ten okres wolności przed chrztem, ma byc doświadczeniem tego innego świata, żebyś potem nie żałował, że czegoś nie spróbowałeś. Więc oni próbują. Dzikie imprezy, każda kończąca się bez przytomności, koncerty, papierosy (w filmie palili wszyscy), narkotyki, sex przedmałżeński. A później wracają do swej średniowiecznej wspólnoty.&lt;br /&gt;Ale żałują trochę tego życia przed chrztem. I te ich wspomnienia... są takie niewinne. Jeden żonaty (bo z brodą) mężczyzna z dzieckiem na kolanie wspomina, jak fajnie jest jeździc samochodem. Czuje zazdrośc, gdy go na karecie omija samochód. W teorii kareta jest jego wyborem spokojniejszego życia. Tak tylko pytam, ale czy to naprawdę jego wybór? Inna żałuje koncertów, muzyki. Jeszcze inny ubrań.&lt;br /&gt;Teoretycznie tylko po chrzest daje zbawienie. Wielu obawia się, że podczas rumspringi umrą i pójdą do piekła. Ale wypiją piwa i zapominają o swych obawach. Myślę, że skoro wielu używa narkotyków, powinni poważnie zastanowic się nad tym, jak tam bywa po śmierci przed chrztem...&lt;br /&gt;Dlaczego wielu wraca? Sami mówią o wartościach, o tym, że nie mogą zmienic tego, kim są.&lt;br /&gt;Jeżeli przyjmiesz chrzest i zrezygnujesz ze wspólnoty, rodzina wyrzeknie się ciebie. Nigdy więcej więcej nie zobaczysz rodziców i dziesiątki swego rodzeństwa. Ożenisz się/wyjdziesz za kogoś nie ze swego środowiska, czeka to samo. Do chrzu teoretycznie masz wybór...&lt;br /&gt;Ale gdy ukończyłeś 8 klas – czy ten inny świat czeka na ciebie? We wspólnocie masz rodzicę, konkretny cel życia, pracę. My często wśród setki nowych butów nie możemy wybrac, których chcemy, jak oni, po 16 latach w zamkniętej wspólnocie, mogą wybrac własną drogę? &lt;br /&gt;Powracają. Dlaczego śmiem twierdzic, że to nie ich wybór? Niedawno w autobusie byłam świadkiem rozmowy religijnej kobiety i mężczyzny niewierzącego. Mówił, że jego matka też była przekonana, że dziecko ma same wybrac wiarę. On, mimo starszego wieku, wciąż tego nie zrobił.&lt;br /&gt;Jeżeli naprawdę masz wolny wybór wiary, w 16 lat tego wyboru nie dokonasz. Chyba że komuś innemu na tym wyborze bardzo zależy.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/31177850-6289071901336949049?l=unfaithful-to-rats.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/feeds/6289071901336949049/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=31177850&amp;postID=6289071901336949049&amp;isPopup=true' title='3 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/6289071901336949049'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/6289071901336949049'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/2009/01/village-nie-tylko-na-ekranie.html' title='The Village nie tylko na ekranie'/><author><name>Agata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13092565186378982722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='29' src='http://i95.photobucket.com/albums/l150/bow4rain/Agata.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-31177850.post-410705048675820641</id><published>2009-01-04T00:47:00.003+02:00</published><updated>2009-01-04T01:00:53.472+02:00</updated><title type='text'>Globalizacja</title><content type='html'>Na zajęciach z filozofii omawialiśmy tekst o globalizacji, w którym autor podaje przykład rodziny, która jeździ japońskim samochodem, pracuje w niemieckiej firmie, je chińskie jedzenie, siedzi na włoskich meblach, ogląda reportaż o wojnie w Iraku i czuje się wyjątkowo brytyjsko.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednak najlepiej znaczenie globalizacji rozumiesz wtedy, gdy wysłac sms do Egiptu i zapytac o londyński adres koleżanki jest o wiele szybciej, niż wrócic do domu i przepisac ten adres z korkowej tablicy w swoim pokoju.&lt;br /&gt;&lt;p&gt;Pozdrawiam Cię, E, raz jeszcze, podejmuję szklankę Martini z dużą ilością Sprit'u, bo trzeba przecież w końcu wytrzeźwiec i zabrac się do roboty.&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/31177850-410705048675820641?l=unfaithful-to-rats.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/feeds/410705048675820641/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=31177850&amp;postID=410705048675820641&amp;isPopup=true' title='2 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/410705048675820641'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/410705048675820641'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/2009/01/globalizacja.html' title='Globalizacja'/><author><name>Agata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13092565186378982722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='29' src='http://i95.photobucket.com/albums/l150/bow4rain/Agata.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-31177850.post-2714237509871957498</id><published>2008-12-28T18:14:00.002+02:00</published><updated>2008-12-28T18:34:48.636+02:00</updated><title type='text'>Ciemna strona Mikołaja</title><content type='html'>Gdybym była małym dzieckiem, jednym z tych, które biegły na scenę w DKP, by zadeklamować wierszyk i otrzymać książeczkę, chyba zaczęłabym moczyć się w nocy, gdybym zobaczyła, co Mikołaj robi po godzinach pracy.&lt;br /&gt;Mikołaja z DKP znam z widzenia z czasów szkolnych. Tak, Mikołaj uczył się w mojej szkole. Wiedziałam, że gra w siatkówkę. Okazuje się, że dorabia także jako Mikołaj. A gdy już dzieci odjeżdżają do domów, ten całkiem nie święty wcale nie pakuje swoje puste już worki do sań, przyparkowanych na Naugarduko, ale szuka w DKP dużych dzieci, które zostały na after party. A wiadomo, u dużych dzieci alkoholu wystarcza nie tylko na żołądki, ale też i na ściany. A chociaż to nie mleko i ciasteczka, Mikołaj wybrednym nie jest i procentami nie gardzi.&lt;br /&gt;Więc na after after party Mikołaj przychodzi dobrze wstawiony. Miejsce znaczenia w tej niebajce nie ma, bo Mikołaj jego także następnego dnia nie pamięta. Bez brody ten niewiety wygląda młodziej i reszta towarzystwa nazywa go dzieckiem. Tak więc u dużych dzieci Mikołaj traci swój autorytet. A potem na chwilę i przytomość, gdy z przyczyn, zrozumiałych tylko dla osobników płci męskiej, obcuje na pięści (a może raczej nogi?) z dużym dzieckiem i ląduje na podłodze. &lt;br /&gt;Potem następuje długa i nieciekawa część o tym, jak Mikołaja prosili wracać do domu. Oczywiste, że sam sań prowadzić nie mógł, więc zamówiono mu odpowiednik z koniami – taksówkę. Świadkowie twierdzą, że Mikołaja udało się zapakować tylko do czwartej.&lt;br /&gt;Następnego dnia Mikołaj wrócił. Ponieważ nie wiedział, gdzie spędził noc, poszukiwanie było trudne. Ale przecież w XXI wieku i dla nieświętego nie ma niczego niemożliwego – droga viral jest przecież używana nie tylko w marketingu. Tak więc ktoś dał mu telefon kogoś, kto zapełnił luki w pamięci i uświadomił, gdzie mógł zapomnieć swój worek, w narodzie nazywany męską torebką.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Morał bajki:&lt;/strong&gt; gdyby w taki sposób odprawiano do domu Mikołajową, nie wątpie, że ktoś by wspomniał o jej torebce. Odprowadzając Mikołaja pamiętano tylko o jego kurtce. Męska torebka to rzecz taka nowatorska, że nikt instynktownie jeszcze nie kojarzy jej z samym facetem. Może w następnym pokoleniu.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/31177850-2714237509871957498?l=unfaithful-to-rats.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/feeds/2714237509871957498/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=31177850&amp;postID=2714237509871957498&amp;isPopup=true' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/2714237509871957498'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/2714237509871957498'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/2008/12/ciemna-strona-mikoaja.html' title='Ciemna strona Mikołaja'/><author><name>Agata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13092565186378982722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='29' src='http://i95.photobucket.com/albums/l150/bow4rain/Agata.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-31177850.post-8017895912182658433</id><published>2008-11-30T00:38:00.001+02:00</published><updated>2008-11-30T00:43:02.401+02:00</updated><title type='text'>O oku</title><content type='html'>Spałam dzisiaj 3 (niejakościowe) + 4 (we własnym łóżku, chociaż i bez pościeli) godziny, więc czegoś błyskotliwego nie spodziewajcie się. Chciałabym zrobic koktajl wpisów, gdzie jednym składnikiem byłby blog &lt;a href="http://maistasausims.blogas.lt/"&gt;User friendly bitch&lt;/a&gt;, a drugim artykuły Carrie Bradshaw. No ale nie dzisiaj, na pewno nie dzisiaj. I na pisownię przymrużcie oko.&lt;br /&gt;Skoro o oku mowa... Nie, nie będzie o grze w karty i nawet nie o tym poniżej pępka z drugiej strony. O tym w rajstopach.&lt;br /&gt;Ostatnio takie poszło w moich rajstopach jeszcze wtedy, gdy w modzie były ostronose sznurowane buty. Czyli jakie 6 lat temu. Mniejsza z tym, jeżeli akurat wracasz do domu. Gorzej, gdy idziesz na przyjęcie w małej czarnej, do której na pewno nie pasują porwane rastopy. Więc kupujesz jakieś tanie (przecież i tak ich nie potrzebowałam, w domu miałam jeszcze jedną parę) i myślisz, gdzie jest najbliższa toaleta publiczna. Wtedy przypominasz, ileż to razy w mediach wznawiano problem małych prywatnych pokoików z serduszkiem w mieście. Ale na szczęście parę kroków dalej jest McDonald’s, który jeden blogger niedawno nazwał ubikacją międzynarodową (niby, że w każdym kraju turyści wiedzą, że jak widzisz McDonald’s, nie warto szukac toalety, nie biorąc pod uwagę nawet narodowości turysty).&lt;br /&gt;No i w tym miejscu przeżyłam swój pierwszy ubikacyjny de javu. Otwieram pierwszy biały pokoik (przypominam, że akcja wciąż się dzieje w toalecie, nie w innej instytucji z białymi miękkimi ścianami) i wyciąguję wnioski, że fast-food naprawdę nie służy przewodu pokarmowemu. Otwieram drugi, a tam, przedstawcie sobie, to samo. Prawdziwy ubikacyjny copy – paste.&lt;br /&gt;No więc papytka ni pytka numer trzy. Tym razem biały pokoik jak i należy – biały. Tego wieczoru więcej żadnych przygód z oczkami. Chyba że macie na myśli rosyjskie tłumaczenie słowa „punkt”, takich parę było w pokerze, który był główną atrakcją retro wieczoru, na który i podążałam. Ale o pokerze, winie, obcasach, szelkach, muszkach, koralach z pereł może kiedyś innym razem.&lt;br /&gt;Dobranoc.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/31177850-8017895912182658433?l=unfaithful-to-rats.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/feeds/8017895912182658433/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=31177850&amp;postID=8017895912182658433&amp;isPopup=true' title='1 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/8017895912182658433'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/8017895912182658433'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/2008/11/o-oku.html' title='O oku'/><author><name>Agata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13092565186378982722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='29' src='http://i95.photobucket.com/albums/l150/bow4rain/Agata.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-31177850.post-5027107583613216220</id><published>2008-09-21T19:43:00.000+03:00</published><updated>2008-09-21T19:45:13.755+03:00</updated><title type='text'>Wszystko albo nic</title><content type='html'>Pewien rosyjski piosenkarz śpiewa, że wie, jak strasznie jest padać bez zabiezpieczenia. Można wziąć to za zwyczajną metaforę, ciągle używaną w tekstach piosenek, ale ten facet akurat uczestniczył w projekcie „Gwiazdy w cyrku”, latał na szalonej wysokości na jednej ręce, wykonując różne figury. Nie upadł, wygrał i dalej śpiewa. Ale element świadomości, że wie, o czym śpiewa, pozostawił nam.&lt;br /&gt;A czy my wiemy, jak to jest padać bez zabezpieczenia? Oczywiście, gdybym stała na mostku wieży telewizyjnej, chciałabym mieć przy nogach przywiązaną gumę bungee. Chodzi o coś innego, słowami innej piosenki „I never stray too far from the sidewalk”. Czy umiemy pójść na całość? Uparcie dążyć do celu, nie zdradzając go, mając na boku plan B?&lt;br /&gt;Życie, niby mój instruktor jazdy, nie przyznaje ślubów wierności i mówi, że przecież nie spędzisz  całego życia z jednym celem (w wypadku instruktora było „nie spędzisz całego życia z jednym mężczyzną”). Przecież życie może bardzo pokrzyżować plany.&lt;br /&gt;Dlatego też nawet bardzo dobrym uczniom, którzy na podaniu na studia chcą wpisać tylko jeden kierunek, gorąco zaleca się dopisać jeszcze parę. Tak na wszelki wypadek.&lt;br /&gt;Gdzie jest granica między zdrowym rozsądkiem, a nieuzasadnionym lękiem przed życiem?&lt;br /&gt;W ekonomice cała moja powyższa pisanina jest określona pojęciem intuicji przedsiębiorcy – to element, którego nie można obliczyć, logicznie uzasadnić takie a nie inne działania. To jak gra va bank – wszystko albo nic.&lt;br /&gt;Właśnie taka szalona intuicja kiedyś niektórym inwestować w grupę ludzi na zdjęciu poniżej.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_1y6lGrpdUzo/SNZ55tuk5SI/AAAAAAAAADk/WOWcbwP_ezQ/s1600-h/microsoft_1978.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://3.bp.blogspot.com/_1y6lGrpdUzo/SNZ55tuk5SI/AAAAAAAAADk/WOWcbwP_ezQ/s320/microsoft_1978.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5248516448181347618" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Założyciele Microsoft. 1978 r.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/31177850-5027107583613216220?l=unfaithful-to-rats.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/feeds/5027107583613216220/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=31177850&amp;postID=5027107583613216220&amp;isPopup=true' title='1 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/5027107583613216220'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/5027107583613216220'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/2008/09/wszystko-albo-nic.html' title='Wszystko albo nic'/><author><name>Agata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13092565186378982722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='29' src='http://i95.photobucket.com/albums/l150/bow4rain/Agata.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_1y6lGrpdUzo/SNZ55tuk5SI/AAAAAAAAADk/WOWcbwP_ezQ/s72-c/microsoft_1978.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-31177850.post-137501098508562594</id><published>2008-09-14T21:06:00.000+03:00</published><updated>2008-09-14T21:07:07.336+03:00</updated><title type='text'>Dzieci, kwiaty naszej przyszłości...</title><content type='html'>Niektórzy są przekonani, że o dzieciach, prawie jak o nieboszczykach, można mówić tylko dobrze albo nic. Kwiaty naszego życia, święta niewinność, itede, itepe.&lt;br /&gt;Dzieci, od czasu, kiedy ludzie mego pokolenia raczkowali i wymawiali pierwsze słowa, dorobiły się o wiele więcej praw. Czy ktoś głowił się, że przeciekająca bawełniana pieluszka ogranicza moje ruchy? Czy ktoś sprawdzał, czy wielki pluszowy zając spod lady w pół-pustym sklepie nie ma toksycznych składników? Czy ktoś zamartwiał się, że nie mam odpowiedniego krzesełka samochodowego? Z drugiej strony, byliśmy bardziej ekologiczni – pomyślcie tylko, ileż to zużytych jednorazowych pieluszek każdego dnia wędruje na śmietniska...&lt;br /&gt;Możemy je kochać, możemy być obojętni albo nawet nienawidzić dzieci – musimy jednak przyznać fakt, że wszystko, co robimy, jest przecież skierowane dla nich. One będą kontynuuwać naszą pracę, naszą egzystencję. Jeżeli nawet twierdzimy, że wibratory są stworzone dla dorosłych, to przecież jeżeli nie wyrośnie nowe pokolenie, skończy się popyt na nie, gdyż starszym osobom raczej nie będą potrzebne...&lt;br /&gt;Świat bez dzieci próbowali wyobrazić twórcy filmu „Children of Men”. Świat szary, bez cienia nadziei, ale wciąż spolityzowany. Gdy jedyna dziewczyna na Ziemi okazuje się w ciąży, musi się ukrywać, gdyż jest czarnoskórą emigrantką, a w Brytanii akurat trwa masowa deportacja.&lt;br /&gt;Więc czym są dzieci? Cudem, który odwiedził ich rodziców? Wieloletnim planem rządu? Narzędziem władzy? To szczególnie dobrze odzwierciedla życie monarchów, najjaskrawszym przykładem jest król Anglii Henryk VIII, który dla potencjalnego dziedzica zerwał z Kościołem katolickim, jedną swą żonę pozbawił honoru, drugą skazał na ścięcie. Ze wszystkich swych 6 żon przyznał tylko tę, która urodziła mu syna. Syn króla zapewniłby dostatnie życie i tytuł nie tylko jego kochance, ale też i całej jej rodzinie&lt;br /&gt;Może więc niemal na ołtarze wyniesione macierzyństwo i ojcostwo to tylko złuda? Może dzieci tak naprawdę są narzędziem władzy? W książce Kazuo Ishiguro „Nie opuszczaj mnie” bohaterowie, klony na części zastępcze dla prawdziwych ludzi, nie mają właściwości rozrodczych. Jeszcze w szkole nauczyciele wyjaśnili im, że współżycie to rozładowanie emocji – tylko w świecie ludzi, którzy mogą doczekać się potomków, seks jest czymś więcej. Właśnie możliwość reprodukcyjna wzbudza najwięcej emocji i potępia niewierność.&lt;br /&gt;Trudno nie zgodzić się z tym stwierdzeniem. Po wynalezieniu jednego z cudów współczesnej medycyny – tabletki antykoncepcyjnej – pojęcie współżycia tylko po ślubie stało się mniej aktualne. Bo przecież dopóki nie ma widocznych skutków przygody jednej nocy, czyli dzieci, o wiele łatwiej rozpocząć nowe życie z innym człowiekiem.&lt;br /&gt;Te małe szkraby, które teraz, słowami pana Freuda, przechodzą fascynację własnym odbytem, będą naszymi klientami, obejmą stanowiska w parlamencie, w koniec końców będą zarabiać na nasze utrzymanie (biedactwa – ze starzejących się społeczeństwem na plecy każdego nowego podatnika spadnie odpowiedzialność za paru emerytów). Miejmy nadzieję, że wśród nas nie rośnie zamiana na Hitlera, Stalina czy innego słynnego dyktatora bądź terrorysty. Przecież, jak głosi pewna anegdota, wielki wódz nienawiść do Żydów nabrał w piaskownicy, gdy mała Żydóweczka odebrała mu foremkę...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/31177850-137501098508562594?l=unfaithful-to-rats.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/feeds/137501098508562594/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=31177850&amp;postID=137501098508562594&amp;isPopup=true' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/137501098508562594'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/137501098508562594'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/2008/09/dzieci-kwiaty-naszej-przyszoci.html' title='Dzieci, kwiaty naszej przyszłości...'/><author><name>Agata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13092565186378982722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='29' src='http://i95.photobucket.com/albums/l150/bow4rain/Agata.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-31177850.post-1910781582930631700</id><published>2008-09-03T12:52:00.000+03:00</published><updated>2008-09-03T12:53:42.690+03:00</updated><title type='text'>Przepis na prostytutkę</title><content type='html'>Na wykładach o instytucjach państwowych, w tym sądach i tych, którzy sądzą, czyli sędziach, dowiedzieliśmy się o niezbędnym warunku w osiągnięciu tej kariery – nieskazitelna reputacja. W to pojęcie wchodzi w ustawach określona definicja tej reputacji i zasady niepisane, domniemane wartości moralne. Dotyczy to nie tylko sędzi, ale wszystkich w urzędach państwowych. W USA, gdzie wybory prezydenckie to wielki show, politycy reputacją wręcz manipulują – żona Barack’a Obamy musiała nawet zmienić styl życia i publicznych przemówień, żeby podnieść ranking swego męża.&lt;br /&gt;U nas, gdzie mieszkańców jest mniej niż na Manhattan’ie w Nowym Jorku, a urząd prezydenta jest bardziej reprezentacyjny niż ma realną władzę, cyrk polityczny jest o wiele mniejsze, chociaż akurat znajdujemy się w samym centrum rozgrywek polityków, ubiegających się o każdy głos sceptycznie do wyborów nastawionych mieszkańców. Niemniej każdy dba o swój wygląd na plakatach w budkach na przystankach i w przeszłości zepsutą reputację próbuje zagładzić przynajmniej efektowną reklamą, jak np. ta 3D Paksasa w Akropolu. Wygląda naprawdę hipnotyzująco.&lt;br /&gt;Ale miało być nie o reputacji politycznej, ale o tej innej, bardziej ludzkiej, a dokładniej – kobiecej. Wydawałoby się, kobiety dawno otrzymały prawo nie tylko wybierać władzę, ale i być wybierane, prawo studiować, prawo pracować. Ale jakaś magiczna siła wciąż je nęka od środka. Siła ta szepcze, że jeżeli nie będą miały porządnej reputacji, będą do niczego. &lt;br /&gt;Z tego właśnie powodu tak dużo dziewczyn w czasopismach i w internecie ciągle pyta, czy można stracić dziewictwo przy użyciu tampona. Chodzi im o możliwość przerwania błony, gdyż później nie będą mogły swemu chłopakowi udowodnić, że był on pierwszy. Szkoda, że nie pytają, czy warto zadawać się z kimś, który będzie, niczym w starożytności, chciał po nocy wywiesić na balkonie zakrwawione prześcieradło na znak, że znalazł porządną, a nie „używaną” dziewczynę.&lt;br /&gt;Porządna dziewczyna nigdy nie dopuści, żeby z jej płaszcza wylazła nitka. Porządna dziewczyna nie ma bałaganu w pokoju. Porządna dziewczyna nie nocuje u chłopców. Bo noc jest nieporządna – nawet jeżeli powszechnie znany jest fakt, że nieporządnymi sprawami równie dobrze można zajmować się w dzień. Z tej właśnie racji porządna dziewczyna przed północą ma być w domu (chyba że jej porządny chłopak odprowadzi ją do domu godzinę później i odda w ręce rodziców). Właśnie w tym kontekście jakiś czas temu usłyszałam, że „jeżeli zaliczam siebie do porządnych dziewczyn...”. Nie pozwoliłam dokończyć. „To wtedy jestem prostytutką”, odpowiedziałam.&lt;br /&gt;Nie zamierzam wpadać w dyskusję, że każdy ma własną granicę, za którą trzyma niedopuszczalną amoralność. Taką miała nawet Samantha z „Sex &amp; the city”, która miała mało tabu. Czasami spotykają się ludzie, których granice leżą w różnych odległościach. Co można z tym zrobić w czasach, gdy granica ta prawie zanikła? Tolerować. Oczywiście dopóki ktoś nie przekroczy twej własnej granicy prywatności. Mówią, że ta najbardziej intymna wynosi pół metra dookoła osoby. I w nią wpuszczamy tylko tych, którzy według nas na to zasługują. Chyba że jedziemy w zatłoczonym autobusie, w którym nasze prywatne strefy często przecinają się ze strefami różnych zboczeńców. Wtedy nie bójmy się powiedzieć, że „twoje prawa kończą się tam, gdzie zaczynają się moje”.&lt;br /&gt;Niezatłoczonych autobusów wam życzę! ;)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/31177850-1910781582930631700?l=unfaithful-to-rats.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/feeds/1910781582930631700/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=31177850&amp;postID=1910781582930631700&amp;isPopup=true' title='2 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/1910781582930631700'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/1910781582930631700'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/2008/09/przepis-na-prostytutk.html' title='Przepis na prostytutkę'/><author><name>Agata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13092565186378982722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='29' src='http://i95.photobucket.com/albums/l150/bow4rain/Agata.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-31177850.post-8717546804081496145</id><published>2008-07-22T23:39:00.000+03:00</published><updated>2008-07-22T23:40:18.410+03:00</updated><title type='text'>2 prawdy o facetach</title><content type='html'>Słowami jednej z moich ulubionych książek, it is a truth universally acknowledged, że jeżeli facet nie wie, co kupić dziewczynie, to kupi pluszowego misia.&lt;br /&gt;Na mojej posagowej skrzyni siedzą 3 pluszaki: Jędruś, czekoladowy i bezimienny. Czekoladowy był od mamy, ale jak niektórzy niedawno byli świadkami, pachnące misie też nadają się na prezent dziewczynie, kiedy 3 chłopców nie wie, co jej kupić. Jędrusia otrzymałam na Wigilię od A, kiedy ciągnęliśmy losy, kto komu daruje prezent. Bezimienny, najmłodszy z rodziny pluszowatych, miejsce na skrzyni zajął od mych urodzin, kiedy to otrzymałam sms „zejdź na dół, mam coś dla ciebie”. Aby tak bardzo nie pachniał białym Volvo, poperfumował go ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Druga prawda jest taka, że faceci nie znoszą, gdy ich wyprzedzają na drodze.&lt;br /&gt;Nie mam wprawy w wyprzedzaniu samochodem (bo i na czym miałam wyprzedzać? Na samochodzie z wielką M na dachu, czy może na niebieskiej Astrze Regitry?), ale rowerem to jak najbardziej.&lt;br /&gt;Droga rowerowa, jedzie sobie facet ze ślimaczą prędkością, wciąż miotając się to w lewo, to w prawo. Ja ze swą stabilną prędkością wyprzedzam go i dalej sobie jadę. Dla mnie to „objeżdżanie przeszkody”, dla niego chyba zamach na jego męskość, więc szybko przełancza biegi i z całych sił mnie opędza. I myśli, że już żadna baba mu nie grozi. A ja dalej stabilnie pedałuję i znowu go objeżdżam. Tak tak, on znowu mnie dogania. Cały mokry i czerwony.&lt;br /&gt;I to tylko jedna taka historyjka. Kiedyś jednego opędzałam 3 razy na niedużej odległości :)&lt;br /&gt;Jeszcze żaden facet mi nie dorównał podczas pedałowania na górę – to niektórych wkurza szczególnie. Bo widzicie, zjeżdża on ze stromej góry bez hamowania, a ja, nie jadąc na złamanie karku, wyprzedzam go na górze!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/31177850-8717546804081496145?l=unfaithful-to-rats.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/feeds/8717546804081496145/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=31177850&amp;postID=8717546804081496145&amp;isPopup=true' title='1 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/8717546804081496145'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/8717546804081496145'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/2008/07/2-prawdy-o-facetach.html' title='2 prawdy o facetach'/><author><name>Agata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13092565186378982722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='29' src='http://i95.photobucket.com/albums/l150/bow4rain/Agata.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-31177850.post-4468330564230474876</id><published>2008-07-16T03:35:00.000+03:00</published><updated>2008-07-16T03:38:02.067+03:00</updated><title type='text'>Dla W.</title><content type='html'>Ostatni komentarz W. przekonał mnie, że kolega, z którym spędziłam, jak myślałam, 4 lata w szkole i poza nią, całkiem mnie nie zna. Oj Wik, czego jest wtedy wart status w one.lt – tikras draugas? ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A więc tak, żebyś wiedział – co A. lubi i pije:&lt;br /&gt;tekila – nie tylko smaczna, ma także ładną tradycję picia (sól+cytryna/cynamon+pomarańcza + przyjaciel);&lt;br /&gt;zielone 999 z „gardła”, bo pewien kolega ją uświadomił, że to jest jedyny sposób pić to „lekarstwo”;&lt;br /&gt;zimne piwo z kielicha, bo ciepłe kojarzy się jej z brakiem innego napoju pod wieżą Eiffla;&lt;br /&gt;koktajle z wódką Sobieski (w ubiegłym roku przecież sam widziałeś, jak my wszystkie ich lubimy – to wam wódki w nich było zbyt dużo, nie nam);&lt;br /&gt;koktajle z innym alkoholem – Pinacolada M., Martini ze Sprite i Campari z sokiem pomarańczowym, który w tym zestawie przypomina smak grejpfruta;&lt;br /&gt;Wódkę piję, jeżeli jest drętwo, np. na takiej imprezie z okazji wieczoru absolwentów. Albo gdy nie mogę patrzeć, jak takiemu T. nalewają kolejny kieliszek – uwierz, lepiej wypić bez emocji samej niż patrzeć, jak on nienawidzi wódki (ale pije).&lt;br /&gt;Fakt, nigdy nie upiłam się tak bardzo, że nie pamiętam, jak spałam pod stołem, dlaczego obudziłam się w obcym mieszkaniu bez bielizny czy która koleżanka wczoraj trzymała mi włosy. Domyślam się, że nie ma tym żadnej romantyki, ale gdybym chciała szczegółów, to podzielisz się nimi ze mną, prawda? ;)&lt;br /&gt;Kochany W, nie żartuj sobie z dorosłych, dwudziestoletnich ludzi, mając na karku marne – naście lat. Lepiej znajdź czasu oblać z nami tę 7 na końcu numeru mego prawa jazdy i trochę dłużej pogadać niż wtedy w Mambo :)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/31177850-4468330564230474876?l=unfaithful-to-rats.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/feeds/4468330564230474876/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=31177850&amp;postID=4468330564230474876&amp;isPopup=true' title='5 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/4468330564230474876'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/4468330564230474876'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/2008/07/dla-w.html' title='Dla W.'/><author><name>Agata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13092565186378982722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='29' src='http://i95.photobucket.com/albums/l150/bow4rain/Agata.jpg'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-31177850.post-6165553544400045098</id><published>2008-07-14T15:59:00.000+03:00</published><updated>2008-07-14T16:03:01.087+03:00</updated><title type='text'>Letnio</title><content type='html'>Chociaż i nie przepadam za potem, przy temperaturze +30 spływającym po czole ani we wszystkie strony zakręcającymi się włosami, którym gorąco szkodzi tak samo jak zbędna wilgoć, kocham lato.&lt;br /&gt;Tym bardziej, że tym latem tak i nie znalazłam żadnego konkretnego zajęcia, więc śpię do południa, czytam książki, w nocy oglądam filmy, jeżdżę na rowerze, kopię się w stertach ubrań a la second handy w poszukiwaniu idealnych dżinsów i nowych kąpielówek* (bo, jak wiadomo, jedne zapomniałam na haczyku w przeubieralni w basenie, a drugie zaczęły wydzielać jakąś kleistą substancję i wstrętnie przyklejają się do karku).&lt;br /&gt;Także dostałam więcej pracy do gazety dla pierwszaków (tych uniwersyteckich), więc gdy w końcu wypędzam z siebie lenia i zabieram się do pracy, przeprowadzam interwiu z nieistniejącą osobą, opisuję wszelkie studenckie święta i szukam informacji o wszelkich istniejących organizacjach studenckich.&lt;br /&gt;Do niedawna też próbowałam zdać na prawo jazdy. Gdy w końcu wszyscy dowiedzieli się, że uczę się jeździć i będę zdawać egzaminy, zrozumiałam, dlaczego na początku nauki zamierzałam trzymać to w tajemnicy. Po prostu ludzie mają jakieś oczekiwania, piszą sms’y ‘nu i jak?’, a ja z drżącym sercem nie chcę zawalić, żeby nie przyznawać się do porażki. Gdy w dniu urodzin, kiedy po raz drugi podchodziłam do egzaminu z praktyki, mając 1,5 h dojechać do końca świata, czyli regitry, z powodu rozkładu, spóźnionej &lt;span style="font-style:italic;"&gt;marszrutki&lt;/span&gt; i korków spóźniłam się na 5 minut i nie pozwolili mi zdawać, zdenerwowałam się jak nigdy. Zarezerwowałam miejsce 8 sierpnia i wszystkim powiedziałam, że zdam wtedy. I nikt nie wiedział, że następnego dnia ktoś zrezygnował z rezerwacji i zabrałam jego miejsce. „Zdałam”, napisałam dla najbardziej zainteresowanych moimi postępami. „Jak to?”, nie rozumieli. A wo tak :)&lt;br /&gt;A tak ogólnie to odpoczywam. Gdy E., kiedy przechodziliśmy obok zamkniętej Sarmy na ulicy Niemieckiej, powiedziała, że to jej ostatnie swobodne lato i już nie wróci na dłużej niż parę tygodni, bo będzie pracować, mimo słonecznej pogody poczułam ogromny smutek. Nie wiem nawet, czy za E, z którą już raczej nigdy nie spędzę więcej czasu, czy za przemijającą młodością. Nagle zrozumiałam, że tak dużo znajomych pracuje, tak dużo ma coraz mniej czasu (co wyjaśnilismy, próbując zebrać wszystkich starych kolegów w kawiarni na parę godzin), tak dużo rozproszyło się po świecie...&lt;br /&gt;Mimo tego, że lenistwo jest słodkie, nie sądzę, że następnym latem będę je dalej kontynuować. Nagle uświadomiłam sobie, że to po prostu dla mnie za mało. A więc, kochani, to też moje ostatnie swobodne lato. Co całkowicie nie oznacza, że będzie gorzej. Po prostu inaczej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*słownik sugeruje, że kąpielówki – krótkie, obcisłe spodenki zakładane do kąpania się. Nie wiem, jak tam z nieoficjalnym językiem polskim, ale u nas kąpielówki – strój jak najbardziej dwuczęściowy. To tak dla gości z Polski, żeby nie pomyśleli o mnie nie wiadomo co ;)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/31177850-6165553544400045098?l=unfaithful-to-rats.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/feeds/6165553544400045098/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=31177850&amp;postID=6165553544400045098&amp;isPopup=true' title='4 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/6165553544400045098'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/6165553544400045098'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/2008/07/letnio.html' title='Letnio'/><author><name>Agata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13092565186378982722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='29' src='http://i95.photobucket.com/albums/l150/bow4rain/Agata.jpg'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-31177850.post-3588202327227722282</id><published>2008-06-28T00:20:00.001+03:00</published><updated>2008-06-28T00:20:47.414+03:00</updated><title type='text'>Wartości</title><content type='html'>Mówią, że główne wartości nie zmieniają się. To jak temat z ubiegłorocznej matury z jęz. litewskiego „Wartości wśród młodzieży zmieniają się – pragnienie dobra, miłości pozostaje na zawsze”, który i wybrałam.&lt;br /&gt;Ale jednak mimo tego, że ludzie od lat pragną dobra, pojęcie tej wartości zmieniło się.&lt;br /&gt;Nigdy nie dobrnęłam przynajmniej do środka drugiego tomu „Ogniem i mieczem”, ale zapamiętałam moment, kiedy po porwaniu ukochanej Skrzetuski twierdzi, że lepiej, aby Kozak zabił ją, niż poplamił jej honor (wiadomo, co zakochany Kozak chciałby zrobić z dziewczyną :).&lt;br /&gt;Niedawno czytałam artykuł, w którym napisano, że pewien biznesmen szukał swej zaginionej dziewczyny, podejrzewając, że ta została sprzedana zagranicą do domu publicznego. Niestety, prawda okazała się o wiele gorsza – znaleziono trup dziewczyny.&lt;br /&gt;Pamiętając przykład z Heleną Skrzetuskiego, nie mogłam nie zauważyć słów „o wiele gorsza prawda”. Więc życie jest o wiele ważniejsze: facet XXI w. ucieszyłby się na widok swej żywej dziewczyny, nawet zgwałconej.&lt;br /&gt;Często cieszę się, że żyję teraz, a nie w przeszłości, gdyż wielu dawnych wartości po prostu nie mogę zrozumieć.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/31177850-3588202327227722282?l=unfaithful-to-rats.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/feeds/3588202327227722282/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=31177850&amp;postID=3588202327227722282&amp;isPopup=true' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/3588202327227722282'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/3588202327227722282'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/2008/06/wartoci.html' title='Wartości'/><author><name>Agata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13092565186378982722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='29' src='http://i95.photobucket.com/albums/l150/bow4rain/Agata.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-31177850.post-2508304090791829497</id><published>2008-06-14T16:00:00.001+03:00</published><updated>2008-06-15T00:42:58.441+03:00</updated><title type='text'>Wileńszczyzny drogi kraj...</title><content type='html'>Poproszę więcej nie kwestionować mojej znajomości dialektu wileńskiego -  korzenie drzewa rodzinnego, głęboko wrośnięte w ziemię wileńską, robią swoje.&lt;br /&gt;O czym ja?&lt;br /&gt;O słowie „zołko”, które od lat krąży w mojej rodzinie, ale którego znaczenia nie wiedział nikt ze znajomych. Zapytałam google, czy też sądzi, że to słowo ktoś z nas po prostu wymyślił.&lt;br /&gt;Okazuje się, że nie, znajduje się nawet w „Słowniku polszczyzny gwarowej na Litwie”.&lt;br /&gt;A w artykule Magazynu Wileńskiego widzę: „Kaziuk'2007 w Wilnie. Szaro, słotno, jak się u nas mówi – zołko.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;P.S.: tak jakoś zołko dzisiaj :)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/31177850-2508304090791829497?l=unfaithful-to-rats.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/feeds/2508304090791829497/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=31177850&amp;postID=2508304090791829497&amp;isPopup=true' title='1 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/2508304090791829497'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/2508304090791829497'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/2008/06/wieszczyzny-drogi-kraj.html' title='Wileńszczyzny drogi kraj...'/><author><name>Agata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13092565186378982722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='29' src='http://i95.photobucket.com/albums/l150/bow4rain/Agata.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-31177850.post-1864602970917407198</id><published>2008-06-11T01:03:00.000+03:00</published><updated>2008-06-11T01:41:43.497+03:00</updated><title type='text'>Agata w latach 90'</title><content type='html'>Mam w domu taką &lt;span style="font-style:italic;"&gt;papkę&lt;/span&gt;, w której leżą różne dyplomy, moje artykuły, publikowane w gazetach i inne różności, które w taki czy inny sposób mocno zakorzeniły w pamięci.&lt;br /&gt;Za świadectwem ukończenia szkoły początkowej (narysowany przez wychowawczynię) włożyłam kiedyś kartkę, którą wychowawczyni wręczyła uczniom, zastrzegając, że to tylko dla rodziców. Było to coś w rodzaju charakterystyki. Chyba nie warto wspominać, że przeczytałam kartkę jeszcze w szkole. Nie byłam taka jedyna.&lt;br /&gt;Pamiętam, że przeczytałam i pomyślałam, że to duże kłamstwo. Wizja bardziej idealnej Agaty. Gdzieś głęboko tkwiła nadzieja, że to prawda, bo taką osobą chciałam być, ale nigdy nie miałam o sobie zbyt dobrej opinii, więc miałam wrażenie, że to jakiś kiepski żart.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„(...)Bardzo pomaga wykonując w domu gazetki”.&lt;br /&gt;To akurat przypominam bardzo miło. „Szpargałka pod ławką”, moja pierwsza „poważna” gazeta. Duży plakat, który wisiał na klasowym stendzie. Sama wpadłam na pomysł gazetki, do pracy wciągnęłam koleżankę, nawet kampania reklamowa była, z którą nas zaproszono do innej klasy. Później była skrzynka dla czytelników. Nie pamiętam tylko, czy czytelnicy sami wrzucali listy, czy kazała im wychowawczyni. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„(...)Bardzo ładnie czyta, opowiada, pięknie deklamuje wierszy, śpiewa”&lt;br /&gt;„wierszy” najpierw było „wiersze”, wyraźnie to widać. Boję się podważać autorytet nauczycielki, ale czy nie miało być jednak „wiersze”?&lt;br /&gt;Śpiewa? Zawsze lubiłam śpiewać, ale do chóru mnie nie przyjęli. Przyjęli wszystkich, oprócz mnie i takiego A. Serce mi prawie pękło. Ale później przez przypadek jednak zostałam do chóru przyjęta, a nerwowa nauczycielka, która wsuwała dzieciom do gardła linijkę, w celu wydobycia poprawnej „la”, poskromiła mój głos.&lt;br /&gt;Czytałam zawsze ładnie, ale opowiadałam kiepsko. Tak naprawdę podręcznik z języka polskiego czytałam na początku roku szkolnego, a później nigdy nie szykowałam się do opowiadania tekstów. Odpowiadałam chyba raz do roku, jako że nauczycielka była przekonana, że porządna uczennica porządnie szykuje się do każdej lekcji.&lt;br /&gt;Chociaż w pierwszej klasie czytałam bardzo dobrze, egzaminująca pierwszaków nauczycielka postanowiła, że czytać nie umiem (te głupie testy) i chciała mnie odesłać do klasy C-n (nie pamiętam już, ile tych klas pierwszych było. Ale uczniów było dużo, jakieś odrodzenie patriotyzmu względem macierzy w latach 90 nastąpiło). Ale klasy C-n uczyły się w przedszkolu, a ja zrozumiałam, że to oznacza, iż nie idą do pierwszej klasy i ze łzami w oczach wyjaśniłam mamie, że chcę do szkoły. W końcu miejsce w szkole dla takiej żądnej nauki dzieciny jak ja się znalazło i tam już wszystkich dokazałam, &lt;span style="font-style:italic;"&gt;że co a co&lt;/span&gt;, ale czytać to ja naprawdę umiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„(...) Jest lubiana wśród większości dzieci i zdobywa sympatię wśród chłopców”&lt;br /&gt;No tutaj to już &lt;span style="font-style:italic;"&gt;wypraszam&lt;/span&gt;! Nie wiem, gdzie ta nauczycielka miała oczy. Dziewczyny jak to dziewczyny: wspólne skakanie w gumkę, lalki, różne dziewczęce gry. Ale chłopcy? Toż to przecież trauma mego dzieciństwa: jak mi się oni podobali, ich świat, taki inny niż nasz, ich poczucie solidarności. Ale oni mieli mnie zawsze gdzieś... powiedzmy, daleko. Nie mogłam zdecydować się, kim chciałam dla nich być – taką koleżanką, z którą można łazić po drzewach czy obiektem westchnień. Nie byłam żadną z nich.&lt;br /&gt;Niedawno złapałam się na myśli, że w tym roku chyba coś się zmieniło. Wystarcza zerknąć na to, z kim rozmawiam w skype, z kim spędzam wolny czas i z kim się witam na uniwersyteckich korytarzach. Ale to chyba krąży w rodzinie, bo kuzynka niedawno narzekała, że do jej miłego męskiego kolektywu ma dołączyć więcej kobiet.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Takie ot sprostowanie po latach ;)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/31177850-1864602970917407198?l=unfaithful-to-rats.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/feeds/1864602970917407198/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=31177850&amp;postID=1864602970917407198&amp;isPopup=true' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/1864602970917407198'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/1864602970917407198'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/2008/06/agata-w-latach-90.html' title='Agata w latach 90&apos;'/><author><name>Agata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13092565186378982722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='29' src='http://i95.photobucket.com/albums/l150/bow4rain/Agata.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-31177850.post-5720324394933549105</id><published>2008-05-18T20:41:00.000+03:00</published><updated>2008-05-18T21:38:42.930+03:00</updated><title type='text'>Niedzielnie</title><content type='html'>Może o tej porze roku wszystkie miasta wyglądają pięknie, ale chcę wierzyć, że Wilno jest wyjątkowe i nikt, kto teraz przyjedzie odwiedzić naszą stolicę, nie będzie rozczarowany.&lt;br /&gt;Wstrętne zimno zamienił letni żar, który wraz ze słodkim zapachem kwitnących bzów spadł na miasto i zachęca wciąż nienagrzane domy wymienić na spacer po okolicach.&lt;br /&gt;I burzę mieliśmy taką prawdziwie letnią, podczas której wydaje się, że niebo zaraz spadnie na ziemię, ale później zza chmur wygląda słońce i przyjemnie łaskocze promieni stęsknione ciało. Gdyby E. była tutaj, chyba byśmy znowu spacerowały kręgami od Białego mostu do Lietuv’y, tak jak rok czy dwa temu.&lt;br /&gt;Z przyjemnością udawałabym turystkę z Warszawy, która w poniedziałkowe popołudnie nie musi nigdzie śpieszyć i może pić kawę w kawiarni pod parasolem i obserwować stare miasto. Robiłabym zdjęcia na tle katedry, przy pomniku Mickiewicza i obok fontann.&lt;br /&gt;Albo byłabym uczennicą jedenastej klasy, która maturę ma dopiero przed sobą, a teraz wraz z kolegami cieszy się z wolnych od szkoły dni, bo dwunastacy zdają zaliczki i matury. Siedziałabym na trawie przy Wileńce, z białymi nogami wyciągniętymi przed siebie i marudziłabym, że chcę już zakończenia roku szkolnego i lata.&lt;br /&gt;Ale jestem tym, kim jestem i wbrew pozorom nie zamieniłabym tego jestestwa na żadne inne. Czyżby zgoda z samym sobą było pierwszym krokiem do dorosłego życia?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/31177850-5720324394933549105?l=unfaithful-to-rats.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/feeds/5720324394933549105/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=31177850&amp;postID=5720324394933549105&amp;isPopup=true' title='1 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/5720324394933549105'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/5720324394933549105'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/2008/05/niedzielnie.html' title='Niedzielnie'/><author><name>Agata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13092565186378982722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='29' src='http://i95.photobucket.com/albums/l150/bow4rain/Agata.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-31177850.post-1812388182802959057</id><published>2008-05-11T00:55:00.000+03:00</published><updated>2008-05-11T00:56:07.910+03:00</updated><title type='text'>A w głowie maj...</title><content type='html'>Siedząc w klasie komputerowej w Regitrze pomyślałam, że oto znowu jest maj i znowu zdaję egzaminy. Do domu jechałam tą samą drogą, którą rok temu szliśmy na egzamin z litewskiego. No proszę, to już rok.&lt;br /&gt;Jadę w starym autobusie, przez brudną szybę uśmiecham się do lip i krzaków bzu i cieszę się, że ten rok nie okazał się taki całkiem beznadziejny, jakim wydawał się w listopadzie, kiedy w nocy ściskałam mocniej poduszkę, żeby nie popaść w dół beznadziejności i żalu do siebie. Chyba jednak jakaś magia w tym życiu studenckim jest – nie znalazłam jej w swoim fakultecie, ale wśród innych ludzi. I nie żałuję.&lt;br /&gt;Do pełnej idylli majowej brakuje chyba tylko zakochać się. Trzeba kiedyś wyjść na spacer z własnym ego. Może gdzieś tam na ścieżce w lasku będzie czekać na mnie przeznaczenie, które miłym basem nas zaczepi:&lt;br /&gt;- O, jakie miłe ego. Mam na imię Twoje Przeznaczenie. A ty?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/31177850-1812388182802959057?l=unfaithful-to-rats.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/feeds/1812388182802959057/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=31177850&amp;postID=1812388182802959057&amp;isPopup=true' title='2 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/1812388182802959057'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/1812388182802959057'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/2008/05/w-gowie-maj.html' title='A w głowie maj...'/><author><name>Agata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13092565186378982722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='29' src='http://i95.photobucket.com/albums/l150/bow4rain/Agata.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-31177850.post-1430517553278376196</id><published>2008-05-06T23:06:00.001+03:00</published><updated>2008-05-06T23:10:01.176+03:00</updated><title type='text'>Codzienny ból głowy</title><content type='html'>Kiedyś korki były przed 8 i wieczorem. W międzyczasie może czasami gdzieś jakieś spowolnienie ruchu, ale nie więcej. A teraz co? Jeden wielki korek. I nie ważne, o której godzinie i gdzie jedziesz.&lt;br /&gt;Kiedyś mówiono, że ludzi równa grób – wiadomo, czy pan, czy chłop – umrze każdy. Teraz bym powiedziała, że równa nas korek na drogach. Stoją w nim wszyscy – stare brudne Audi i nowiutkie Mercedesy. A autobusy są puściutkie – każdy ma wolne krzesło, chyba do spania.&lt;br /&gt;Kiedyś było łatwiej: masz pieniądze, kupujesz lepszego konia, dajesz mu lepsze siano, czasami trochę cukru z dłoni i masz najszybszy środek transportu w okolicy.&lt;br /&gt;A dzisiaj ilość koni pod &lt;span style="font-style:italic;"&gt;kapotem&lt;/span&gt; w mieście znaczy coraz mniej – autobusy po wydzielonym im pasie poruszają się o wiele szybciej.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/31177850-1430517553278376196?l=unfaithful-to-rats.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/feeds/1430517553278376196/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=31177850&amp;postID=1430517553278376196&amp;isPopup=true' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/1430517553278376196'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/1430517553278376196'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/2008/05/codzienny-bl-gowy.html' title='Codzienny ból głowy'/><author><name>Agata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13092565186378982722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='29' src='http://i95.photobucket.com/albums/l150/bow4rain/Agata.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-31177850.post-6387349859192996973</id><published>2008-05-05T16:44:00.000+03:00</published><updated>2008-05-05T16:45:26.822+03:00</updated><title type='text'>Sąsiad</title><content type='html'>Co robi sąsiad, gdy rodzice na długi weekend wyjeżdżają z domu? Sprowadza panienkę! :)&lt;br /&gt;Oczywiście nie wiedziałabym o tym, gdybym nie musiała siedzieć pod drzwiami, gdy chciałam wyjść z domu, bo sąsiad z panienką musiał długo witać się na korytarzu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dla tych, którzy mieszkają w blokach: witajcie się ze swymi ukochanymi za własnymi drzwiami, bo sąsiedzi mogą nie być wystarczająco śmiali, żeby wam przeszkadzać, a być może się śpieszą :)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/31177850-6387349859192996973?l=unfaithful-to-rats.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/feeds/6387349859192996973/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=31177850&amp;postID=6387349859192996973&amp;isPopup=true' title='1 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/6387349859192996973'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/6387349859192996973'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/2008/05/ssiad.html' title='Sąsiad'/><author><name>Agata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13092565186378982722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='29' src='http://i95.photobucket.com/albums/l150/bow4rain/Agata.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-31177850.post-5199286420287907333</id><published>2008-05-03T13:23:00.000+03:00</published><updated>2008-05-03T13:24:04.857+03:00</updated><title type='text'>Pytanie dnia</title><content type='html'>Dlaczego Polka, siedząc w kawiarni w parku podczas trwających Dni Polonii, kiedy wszyscy obok rozmawiają po polsku, a ze sceny słychać polskie piosenki, chcąc upomnieć palącego, że przeszkadza jej dym, zwraca się do niego po angielsku? I używa tego języka nawet wtedy, gdy widzi, że palący nie zna angielskiego, a reszta towarzystwa po polsku wyjaśnia mu, czego ona chce.&lt;br /&gt;Mama kiedyś, z imion i nazwisk oraz języka, jakim klienci porozumiewali się między sobą, zrozumiała, że są Polakami i powitała ich polskim „Dzień dobry”. Klienci zaś jej „Hello”.&lt;br /&gt;Czy naprawdę niektórych Polaków tak bardzo podnieca myśl, że są dla nas gośćmi z zachodu? Czy tak przyjemnie demonstrować znajomość angielskiego nawet wśród tych, którzy znają 3 inne obce języki, ale nie umieją tego jednego?&lt;br /&gt;Zachowanie Ugly Americans, którzy oburzają się, jeżeli np. kelner we Włoszech nie zna angielskiego, przynajmniej można usprawiedliwić przejawem patriotyzmu. Ale czym można usprawiedliwić Ugly Polish?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/31177850-5199286420287907333?l=unfaithful-to-rats.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/feeds/5199286420287907333/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=31177850&amp;postID=5199286420287907333&amp;isPopup=true' title='2 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/5199286420287907333'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/5199286420287907333'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/2008/05/pytanie-dnia.html' title='Pytanie dnia'/><author><name>Agata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13092565186378982722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='29' src='http://i95.photobucket.com/albums/l150/bow4rain/Agata.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-31177850.post-5568976953741937730</id><published>2008-04-27T17:35:00.000+03:00</published><updated>2008-04-27T17:38:47.690+03:00</updated><title type='text'>Juozukas</title><content type='html'>- Juozukas, chodź tutaj – powiedziała matka do swego, coś okoła 3 letniego syna w dżinsowym ubraniu.&lt;br /&gt;- Nie! – odpowiedział Juozukas i dalej dziarsko maszeruje.&lt;br /&gt;- Juozukas, chodź do mamusi.&lt;br /&gt;- Nie!&lt;br /&gt;- Juozukas, chodź popatrz, jakie mam nowe okulary – kobieta dalej cierpliwie, bez krzyku nawołuje Juozukasa.&lt;br /&gt;- Nie! – w tym momencie dziecko z całą wewnętrzną agresją pchnęło stojące przy samochodach wózki, aż nie byłam pewna, czy nie zostaną wgięcia.&lt;br /&gt;Podziwiam cierpliwość tej kobiety. Przecież ten Juozukas ma głęboko gdzieś okulary, matkę i całą resztę dookoła siebie. Jeżeli istnieje rodzaj wstrętnych dzieci (ponoć wszystkie są aniołkami), to Juozukas może ubiegać się o miano ich lidera.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/31177850-5568976953741937730?l=unfaithful-to-rats.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/feeds/5568976953741937730/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=31177850&amp;postID=5568976953741937730&amp;isPopup=true' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/5568976953741937730'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/5568976953741937730'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/2008/04/juozukas.html' title='Juozukas'/><author><name>Agata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13092565186378982722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='29' src='http://i95.photobucket.com/albums/l150/bow4rain/Agata.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-31177850.post-7577422133364854324</id><published>2008-04-14T00:17:00.000+03:00</published><updated>2008-04-14T00:18:53.460+03:00</updated><title type='text'>O grzecznych dziewczynkach</title><content type='html'>Gdy czasami bardzo konserwatywna matka pozwalała swej grzecznej córce pójść na imprezę, zapinała jej na spodniach gruby skórzany pas z dużą sprzączką i zakazywała jej go zdjąć, chyba że w toalecie.&lt;br /&gt;Grzeczna dziewczynka przestrzegała nakazów matki. Pas zdejmowała tylko w toalecie. Nigdy sama.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/31177850-7577422133364854324?l=unfaithful-to-rats.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/feeds/7577422133364854324/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=31177850&amp;postID=7577422133364854324&amp;isPopup=true' title='2 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/7577422133364854324'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/7577422133364854324'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/2008/04/o-grzecznych-dziewczynkach.html' title='O grzecznych dziewczynkach'/><author><name>Agata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13092565186378982722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='29' src='http://i95.photobucket.com/albums/l150/bow4rain/Agata.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-31177850.post-3823662238398062882</id><published>2008-04-12T23:45:00.000+03:00</published><updated>2008-04-12T23:46:22.584+03:00</updated><title type='text'>Zapalić</title><content type='html'>Do ukończenia szkoły nikt wśród znajomych, z którymi spędzałam najwięcej czasu, nie palił nałogowo. W uniwersytecie wielu po wykładach zostaje pod drzwiami uczelni, żeby pogadać przy papierosie. Ja i szare ośmiopiętrowce działamy na siebie jak magnesy z przeciwnymi ładunkami, więc po zajęciach szybciutko biegnę do domu/centrum/gdziekolwiek, oby dalej. Ci, z którymi wymieniam coś więcej niż ‘cześć’, też nie zatrzymują się przy wejściu.&lt;br /&gt;Jednak ludzie w redakcji, przy placu z jajkiem palą nałogowo. Na dymka wychodzą pojedynczo lub grupami. No i tak często myślę, że ja też chcę.&lt;br /&gt;Niedawno nawet śniłam, że palę. Lekko wciągnęłam dym w płuca i zrozumiałam, że to mój pierwszy raz. Nie kaszlałam, było przyjemnie i tak, jak to zawsze wyobrażałam.&lt;br /&gt;Wiem, że przynajmniej E. zrozumie ;)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/31177850-3823662238398062882?l=unfaithful-to-rats.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/feeds/3823662238398062882/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=31177850&amp;postID=3823662238398062882&amp;isPopup=true' title='3 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/3823662238398062882'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/3823662238398062882'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/2008/04/zapali.html' title='Zapalić'/><author><name>Agata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13092565186378982722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='29' src='http://i95.photobucket.com/albums/l150/bow4rain/Agata.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-31177850.post-866922181634118818</id><published>2008-04-11T23:24:00.000+03:00</published><updated>2008-04-11T23:26:09.198+03:00</updated><title type='text'>Kiedy czujesz się staro</title><content type='html'>Rozmowa przy stole. Ja, daleka krewna, lat 13, moja mama.&lt;br /&gt;Trzynastolatka: masz chłopaka?&lt;br /&gt;Ja: eeem... nie.&lt;br /&gt;Mama: a ty masz?&lt;br /&gt;Trzynastolatka: mam.&lt;br /&gt;Ja (sama do siebie): bl...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/31177850-866922181634118818?l=unfaithful-to-rats.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/feeds/866922181634118818/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=31177850&amp;postID=866922181634118818&amp;isPopup=true' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/866922181634118818'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/866922181634118818'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/2008/04/kiedy-czujesz-si-staro.html' title='Kiedy czujesz się staro'/><author><name>Agata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13092565186378982722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='29' src='http://i95.photobucket.com/albums/l150/bow4rain/Agata.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-31177850.post-847357970865366588</id><published>2008-04-08T18:58:00.000+03:00</published><updated>2008-04-08T19:00:54.663+03:00</updated><title type='text'>Nie bierzcie ze mnie przykładu</title><content type='html'>W niedzielę miałam ładny plan. Pójść spać o 24, wstać o 8, uczyć się do 10, pojechać do uniwersytetu. Plan A, czyli iść spać, zrealizowałam bardzo sprawnie – wystarczyło przyłożyć głowę do poduszki.&lt;br /&gt;Gorzej poszło z planem B. Gdy świadomie otworzyłam oczy, była godzina 10, telefon (budzik), leżał na poduszce. Czyli o 8 wstałam, wyłączyłam budzik parę razy (dzwoni co 9 minut przez godzinę) i dalej słodko spałam. Możecie mnie przywiązać do krzesła i karmić marcepanem, ale przysięgam, nie pamiętam tego.&lt;br /&gt;Co lepsze, głowę miałam ciężką i chciałam pić, jak gdyby cały weekend poświęcony był piciu wszystkich napojów z procentami, jakie tylko znam. A przecież była tylko kawa i sok. Alkohol, zmieszany z niedoborem snu chyba by mnie odesłał na sygnale.&lt;br /&gt;Co jeszcze lepsze, to sny, które zawsze śnię w takich okolicznościach. To więcej niż moja dzienna fantazja może znieść.&lt;br /&gt;Ale nie żałuję, że tego weekendu nie spędziłam przy komputerze, oszukując sama siebie, że już już zacznę się uczyć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W tym tygodniu już tylko spokojne urodziny bez zrywania nocy w piątek i TeDi we czwartek, na który jeszcze nie wiem, czy pójdę. Oczywiście, wszystko zawsze może zmienić jeden sms o treści ‘my tu a tu, przyjeżdżaj’.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/31177850-847357970865366588?l=unfaithful-to-rats.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/feeds/847357970865366588/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=31177850&amp;postID=847357970865366588&amp;isPopup=true' title='1 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/847357970865366588'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/847357970865366588'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/2008/04/nie-bierzcie-ze-mnie-przykadu.html' title='Nie bierzcie ze mnie przykładu'/><author><name>Agata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13092565186378982722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='29' src='http://i95.photobucket.com/albums/l150/bow4rain/Agata.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-31177850.post-1287734241673351113</id><published>2008-03-31T20:50:00.000+03:00</published><updated>2008-03-31T21:28:17.358+03:00</updated><title type='text'>Słonecznie</title><content type='html'>Wyjazd za miasto w piątek – sobotę.&lt;br /&gt;Wyjazd z redakcją w sobotę – niedzielę.&lt;br /&gt;FiDi (dnie fizyków) – od jutra i kulminacja w sobotę.&lt;br /&gt;Czuję się jak ta żaba z kawału – przecież się nie rozerwę...&lt;br /&gt;A jeszcze tyle prawniczej lektury, że już bym lepiej przeczytała Trylogię.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przez ostatnie tygodnie tak bardzo oderwałam się od swoich studiów, że aż miło :) Odnalazłam się poza uniwersytetem i znowu czuję, że żyję. W komórkowej książce telefonicznej pojawiło się dużo nowych numerów, godziny snu spadły do minimum, termometr nowych wrażeń pnie się w górę, a ja coraz więcej się uśmiecham.&lt;br /&gt;Po raz pierwszy naprawdę uwierzyłam, że &lt;span style="font-style:italic;"&gt;gdy Bóg zamyka drzwi, to otwiera okno&lt;/span&gt;.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/31177850-1287734241673351113?l=unfaithful-to-rats.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/feeds/1287734241673351113/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=31177850&amp;postID=1287734241673351113&amp;isPopup=true' title='3 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/1287734241673351113'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/1287734241673351113'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/2008/03/sonecznie.html' title='Słonecznie'/><author><name>Agata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13092565186378982722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='29' src='http://i95.photobucket.com/albums/l150/bow4rain/Agata.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-31177850.post-5545523181686296108</id><published>2008-03-28T15:05:00.001+02:00</published><updated>2008-03-28T15:09:04.283+02:00</updated><title type='text'>Uroki makietowania</title><content type='html'>Po północy w piwnicy redakcyjnej. Wszyscy cicho pracują. Nagle redaktorka zaczyna dziko śmiać się.&lt;br /&gt;Ktoś: co śmiesznego?&lt;br /&gt;R: wstałam dzisiaj o 5...&lt;br /&gt;Wszyscy ze zrozumieniem pokiwali głowami.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/31177850-5545523181686296108?l=unfaithful-to-rats.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/feeds/5545523181686296108/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=31177850&amp;postID=5545523181686296108&amp;isPopup=true' title='1 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/5545523181686296108'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/5545523181686296108'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/2008/03/uroki-makietowania.html' title='Uroki makietowania'/><author><name>Agata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13092565186378982722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='29' src='http://i95.photobucket.com/albums/l150/bow4rain/Agata.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-31177850.post-3083614500054160636</id><published>2008-03-25T15:21:00.001+02:00</published><updated>2008-03-25T15:21:53.904+02:00</updated><title type='text'>Here it comes again</title><content type='html'>Czego najbardziej nie lubię po imprezach trwających całą noc, oprócz senności następnego dnia, to uczucia niepewności, czy wydarzyło się naprawdę to wszystko, co wydaje się, że wydarzyło. Być może to tylko moja pokręcona wyobraźnia? Już chyba lepiej, aby bolała głowa i suszyło w gardle.&lt;br /&gt;No i są sytuacje, których nie lubię, które psują cały idealny porządek. Pytania, na które sama nie znam odpowiedzi i ratuję się odpowiadając oberwanymi zdaniami. Podstawówka. A ja chciałam etap szkolny zamknąć w miłych wspomnieniach.&lt;br /&gt;No ale ogólnie to było fajnie :) Nie od razu, impreza powoli się rozkręcała, najpierw na parkiecie kręciły się pojedyncze pary „komu za 50”, później dołączyli się młodsi, aż w końcu tańczyli wszyscy. Było i wody, jak na lany poniedziałek przystało – byłam nawet zakładnikiem w wojnie na strzykawki.&lt;br /&gt;Tak więc i znowu dużo się piło, mało się spało i dużo tańczyło. O spaniu w tym tygodniu mogłabym w ogóle zapomnieć. Ale nawet mi się to podoba. Taki big city life: ciągle w ruchu, dużo pracy, dużo różnych ludzi. Wycisnąć z siebie maksymalnie, a potem na krótko odpocznąć. I znowu do przodu.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/31177850-3083614500054160636?l=unfaithful-to-rats.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/feeds/3083614500054160636/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=31177850&amp;postID=3083614500054160636&amp;isPopup=true' title='1 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/3083614500054160636'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/3083614500054160636'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/2008/03/here-it-comes-again.html' title='Here it comes again'/><author><name>Agata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13092565186378982722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='29' src='http://i95.photobucket.com/albums/l150/bow4rain/Agata.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-31177850.post-5510893286666515939</id><published>2008-03-13T20:45:00.000+02:00</published><updated>2008-03-13T20:47:33.184+02:00</updated><title type='text'>Gdyby</title><content type='html'>Co by zostało po mnie, gdybym dzisiaj rano wyszła z domu i już nigdy nie wróciła?&lt;br /&gt;Otwarty zeszyt z ekonomiki, ten ze śmiesznymi zającami, który miałam od 9 klasy, w którym jest dużo rysunków, wykresów i wzorów.&lt;br /&gt;Nieprzeczytane gazety, które zamierzałam przejrzeć wieczorem, kiedy już będę miała więcej czasu.&lt;br /&gt;Nieoddany dla M DVD ze zdjęciami.&lt;br /&gt;Sterta książek na parapecie, których nie zdążyłam przeczytać.&lt;br /&gt;Brytyjski adres E na tablicy, na który tak i nie wysłałam żadnej pocztówki ani listu.&lt;br /&gt;Akt Niepodległości Litwy, przypięty do trąby kaloryferu magnesami Nefertari i miniaturowym pantoflem.&lt;br /&gt;Spinkę do zbyt długiej grzywki z jednookim kotem.&lt;br /&gt;Żółty post-it na monitorze ze spisem filmów, które chcę obejrzeć.&lt;br /&gt;Przeźroczysty lak do paznokci, którego nie wystarczyło na dwa ostatnie paznokcie.&lt;br /&gt;Krem do rąk o zapachu czekolady, który lubię wcierać nocą w dłonie.&lt;br /&gt;Balzam do ust za 80 ct z Maximy, który zauroczył mnie zapachem winogrona.&lt;br /&gt;Dwa woreczki z solą do kąpieli, której chyba nigdy nie użyję, bo korzystam tylko z prysznicu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co by było, gdybym nigdy nie wróciła? Kto zaopiekowałby się jednookim różowym kotem, kto przeczytałby wszystkie książki? Kto obejrzałby te filmy, których ja nie zdążyłam obejrzeć?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/31177850-5510893286666515939?l=unfaithful-to-rats.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/feeds/5510893286666515939/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=31177850&amp;postID=5510893286666515939&amp;isPopup=true' title='2 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/5510893286666515939'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/5510893286666515939'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/2008/03/gdyby.html' title='Gdyby'/><author><name>Agata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13092565186378982722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='29' src='http://i95.photobucket.com/albums/l150/bow4rain/Agata.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-31177850.post-4762135215744822271</id><published>2008-03-11T19:48:00.002+02:00</published><updated>2008-03-11T22:32:48.215+02:00</updated><title type='text'>Weekend</title><content type='html'>Wydaje mi się, że ten długi weekend trwał nie 4, ale jeszcze więcej dni. Było dużo kwiatów, dużo uśmiechów, dużo zdjęć, dużo nowych ludzi (w tym sąsiedzi ;), dużo grzechów (alkohol, tańce, post), pierwsze pedałowanie od grudnia miesiąca ubiegłego roku...&lt;br /&gt;Wczoraj, gdy położyłam wszystkie rzeczy na miejsce, wykąpałam się i pospałam dodatkową godzinę zrozumiałam, że czuję się bardzo dobrze wypoczęta, zadowolona, oderwana od rutyny. Dziwnie, że impreza, która na początku wydawała się złym pomysłem, w końcu okazała się taką, ktorej nie chcesz opuszczać po północy, rano nie odliczasz minut do odjazdu i nawet nie denerwuje cię sprzątanie po 50 osobach, bo przecież można tańczyć z miotłą i szufelkiem i robić z nimi zdjęcia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podsumowując (słowami piosenki wieczoru (nocy i poranka ;), pod którą skakało się do sufitu i biło lampy i rozlewało piwo): dużo wina się piło i mało się spało. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;P.S.: wsie dilfiny w uragan :)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/31177850-4762135215744822271?l=unfaithful-to-rats.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/feeds/4762135215744822271/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=31177850&amp;postID=4762135215744822271&amp;isPopup=true' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/4762135215744822271'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/4762135215744822271'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/2008/03/weekend.html' title='Weekend'/><author><name>Agata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13092565186378982722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='29' src='http://i95.photobucket.com/albums/l150/bow4rain/Agata.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-31177850.post-5813947126321218020</id><published>2008-03-08T18:18:00.000+02:00</published><updated>2008-03-08T19:01:22.501+02:00</updated><title type='text'>Twarze</title><content type='html'>Czasami widzę czyjąś twarz i próbuję przypomnieć, gdzie ja tego człowieka widziałam. Szukam podobieństw wśród znajomych, aktorów, piosenkarzy i innych znanych ludzi, ale czasami tak i nie udaje się skojarzyć tej drugiej twarzy, która jest tak bardzo podobna do tej, którą akurat mam przed sobą.&lt;br /&gt;Tak na przykład było z łybiącym się człowiekiem – mogłam założyć się o gumę do żucia z Hello Kitty w kształcie puzzli, że kogoś mi przypominał. Podobieństwa szukałam w jednym ze studentów Akademii Wojskowej, do której chodziłyśmy jesienią, ale dzisiaj, kiedy to w różnych filmach szukałam natchnienia na kostium na niedzielny wojaż gdzieś tam na wiosce, przejrzałam Amelię z Montmartru i doszłam do wniosku, że jego rysy twarzy po raz pierwszy zobaczyłam akurat w tym filmie. Tak, mój łybiący się człowiek przypomina faceta Amelie, który zbierał porwane zdjęcia i pracował w sex-shopie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/31177850-5813947126321218020?l=unfaithful-to-rats.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/feeds/5813947126321218020/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=31177850&amp;postID=5813947126321218020&amp;isPopup=true' title='1 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/5813947126321218020'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/5813947126321218020'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/2008/03/twarze.html' title='Twarze'/><author><name>Agata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13092565186378982722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='29' src='http://i95.photobucket.com/albums/l150/bow4rain/Agata.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-31177850.post-2355747210807513083</id><published>2008-03-02T22:12:00.000+02:00</published><updated>2008-03-02T22:21:52.577+02:00</updated><title type='text'>Spring time is all right for breaking down</title><content type='html'>Nie pytajcie, dlaczego muzykę, którą mam całą w odtwrzaczu, trzymałam na dysku D, a zdjęcia, których tylko część zapisałam na DVD – na C. Sama nie wiem. To chyba jak z gotówką w szufladzie: nie martwisz się o nią, dopóki nie wracasz wieczorem do domu i widzisz wyrwane zamki na drzwiach i te cenne szuflady na podłodze. Tak bardzo chciałbyś cofnąć czas i włożyć wszystkie pieniądze do banku, gdzie byłyby one bezpieczne i nawet niosły korzyść.&lt;br /&gt;Tak właśnie jest z tymi moimi zdjęciami. Teraz zapisuję na kartce, komu które wysłałam i jest nadzieja na ich odzyskanie.&lt;br /&gt;Nie mam też wszystkich linków w Operze. Żadnych śladów przeszłości, znowu muszę wszystkiego szukać od nowa. I chyba będę musiała po raz trzeci zmienić numer GG, bo nie pamiętam ani starego hasła, ani numeru.&lt;br /&gt;Równo rok temu (chyba komputer ma depresję po targach książek: już po raz drugi psuje się akurat w tym czasie) siedziałam przy komuterze w Rimi i opisywałam dźwięki dookoła mnie. Tym razem miałam wizytówkę człowieka-od-komputera w kieszonce na drukarce, a mama przypomniała, że w ogłoszeniu było „pracuję bez dni wolnych”. Odbyło się bez zamiany części i cena była odpowiednio 6 razy mniejsza.&lt;br /&gt;Patrzę na tradycyjne zielone łąki, które na desktop’ie mam tylko po przeinstalowaniu i czuję dreszczyk: trochę z zimna i trochę z powodu emocji. Pierwszy dlatego, że próbuję wywietrzyć zapach przesiąkniętego papierosami człowieka-od-komputera, drugi dlatego, że mogę wszystko zaczynać od nowa, na szczęście z tymi samymi ludźmi w skype.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;C-O-K: Co zrobiłaś z komputerem, że tak się zaciął?&lt;br /&gt;Ja: nie wiem... wyłączyłam w sobotę, a dzisiaj już się nie włączył (nie wpadając w szczegóły, jak to ja ostatnio wyłanczałam komputer...)&lt;br /&gt;C-O-K: Wszystkie one łatwo się wyłączają, ale trudniej włączają...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/31177850-2355747210807513083?l=unfaithful-to-rats.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/feeds/2355747210807513083/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=31177850&amp;postID=2355747210807513083&amp;isPopup=true' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/2355747210807513083'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/2355747210807513083'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/2008/03/spring-time-is-all-right-for-breaking.html' title='Spring time is all right for breaking down'/><author><name>Agata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13092565186378982722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='29' src='http://i95.photobucket.com/albums/l150/bow4rain/Agata.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-31177850.post-4925629729825610338</id><published>2008-02-07T23:23:00.001+02:00</published><updated>2008-03-17T22:12:41.405+02:00</updated><title type='text'>Tak o wszystkim</title><content type='html'>Mówią, że cisza może być wymowniejsza od rozmowy. Nie wiem, nigdy nie próbowałam. Otaczałam się ludźmi i muzyką, teraz słowami z Samotności z sieci mogłabym powiedzieć, że nagle tak cicho stało się w moim świecie. Tylko nie ma kogoś jednego, z czyjego powodu świat ten ucichł.&lt;br /&gt;A gdy za dnia układam w głowie nowy tekst, po powrocie do domu chcę tylko spać albo siedzieć przy komputerze bez ruchu, żeby nie czuć swego fizycznego ciała, które ostatnio zaniedbałam, w rozum upychając ponoć niezbędną wiedzę o ius civile starożytnych Rzymian.&lt;br /&gt;Znowu żyłam tylko na kawie i napojach energetycznych, zaparzanie herbaty w szklanym imbryku traktując jak marnotrawstwo czasu. Sprawdzone – na takiej diecie żaden spacer nie jest wskazany, po paru godzinach myślałam, że nerki wyskoczą, nogi się oderwą, a ręce stracę sięgając po kolejny kubek w celu zapełnienia go po brzegi czarnym napojem.&lt;br /&gt;I chyba tylko ja w takim stanie mogę odczuć nieludzką potrzebę chodzenia na wysokich obcasach. Chodzę i nawet czerpię z tego przyjemność.&lt;br /&gt;Dobrze jest nie liczyć minut na wykładzie, śmiać się szczerze i z uśmiechem opuszczać gabinet. I czekać, aż wydadzą podręcznik, żeby się uczyć. Ekonomika zapowiada się przyjemnie.&lt;br /&gt;I zmienili nauczycielkę od angielskiego. Zrozumiałam, że bardzo tęsknię za testami z listening’u i reading’u.&lt;br /&gt;Czuję wiosnę. A wiosną można jeździć na rowerze i nosić kolorowy szalik. Albo czytać pod rozłożystą rośliną na balkonie i na zawsze pokochać piosenkę, którą będziesz słuchać kończąc książkę.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/31177850-4925629729825610338?l=unfaithful-to-rats.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/feeds/4925629729825610338/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=31177850&amp;postID=4925629729825610338&amp;isPopup=true' title='1 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/4925629729825610338'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/4925629729825610338'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/2008/02/tak-o-wszystkim.html' title='Tak o wszystkim'/><author><name>Agata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13092565186378982722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='29' src='http://i95.photobucket.com/albums/l150/bow4rain/Agata.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-31177850.post-5949646367520158438</id><published>2008-01-23T20:36:00.000+02:00</published><updated>2008-01-23T20:37:29.145+02:00</updated><title type='text'>Zaliczenie</title><content type='html'>Nie spałam do trzeciej w nocy, aby na pewno wiedzieć wszystko, czego uczyliśmy się na angielskim.&lt;br /&gt;Rano skradłam u mamy dwie łyżki czarnej kawy i kupiłam XL energy, żeby nie zasnąć.&lt;br /&gt;Szanowna pani docent wyraziła nadzieję, że dobrze zdaliśmy sesję i sprawdziła obecność. Nieobecna była tylko jedna dziewczyna.&lt;br /&gt;Później powiedziała, że w zaliczenia nie wierzy, więc wszyscy obecni zaliczyli.&lt;br /&gt;‘Enjoy your life.’&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/31177850-5949646367520158438?l=unfaithful-to-rats.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/feeds/5949646367520158438/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=31177850&amp;postID=5949646367520158438&amp;isPopup=true' title='1 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/5949646367520158438'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/5949646367520158438'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/2008/01/zaliczenie.html' title='Zaliczenie'/><author><name>Agata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13092565186378982722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='29' src='http://i95.photobucket.com/albums/l150/bow4rain/Agata.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-31177850.post-4646382332021712406</id><published>2008-01-12T22:25:00.000+02:00</published><updated>2008-01-13T00:00:52.356+02:00</updated><title type='text'>Patetycznie</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_1y6lGrpdUzo/R4kloHs9btI/AAAAAAAAACM/CD6ydHj81uw/s1600-h/2007+Sausio+13+on+stage+circle+2.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://1.bp.blogspot.com/_1y6lGrpdUzo/R4kloHs9btI/AAAAAAAAACM/CD6ydHj81uw/s400/2007+Sausio+13+on+stage+circle+2.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5154692619694862034" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Każdy kraj ma swą „świętą krowę”. Dla Rosji jest to dzień zwycięstwa w II wojnie światowej (na 60-lecie nad Moskwą rozpędzono chmury, żeby natura nie przeszkadzała w obchodzeniu tego wielkiego święta), w USA 4 lipca wszyscy rozmachują flagami na patykach i mają łzy w oczach, a u nas, mimo tego, że 13 stycznia nie jest nawet dniem wolnym od pracy, Dzień Obrońców Ojczyzny od dawna jest intensywny politycznie i emocjonalnie.&lt;br /&gt;Parę dni przed nim zaczynają się spory, ile to Rosja jest dłużna dla nas za okres okupacji i czy wogóle okupacja istniała.&lt;br /&gt;Później zaczynają się dyskusje o tym, jak bardzo zmieniło się społeczeństwo i ubolewanie, że dla dzisiejszej młodzieży 13 stycznia nie jest niczym szczególnym. Jakiś reportażyk o świadomej młodzieży od czasu do czasu.&lt;br /&gt;Podziwiam ludzi, którzy zebrali się przed Sejmem, budynkiem radia i telewizji, którzy bronili wieży telewizyjnej. Właśnie tym ostatnim powiodło się najmniej. Śpiewali piosenki, modlili się, a w nich zaczęli strzelać. Było ciemno, nikt nie miał telefonu komórkowego, żeby zadzwonić do domu i powiedzieć „nic mi nie jest, ale czołg przejechał dziewczynę, która stała obok mnie”.&lt;br /&gt;Oczywiście, że byłoby lepiej, gdyby w ustawie o ulgach transportowych nie było punktu „dla osób, które ucierpiały od władz okupanckich 13 stycznia i rodzin poległych”.&lt;br /&gt;Ale jednocześnie cieszę się, że ludziom nie było wszystko jedno, że odważyli się wyjść na ulice, odważyli się protestować. Ci ludzie udowodnili, że nawet marne 3,5 mln mieszkańców może dużo, jeżeli czują jedność.&lt;br /&gt;Gdyby teraz czołgi celowały w ludzi, jak wielu wyszłoby na ulice? Zaschłysnęliśmy się indywidualnością i narzekamy, że nikt nie chce ruszyć palcem, gdy chodzi o coś, co się znajduje za progiem jego domu. Gdy godzisz się odbierać płacę w kopercie, czy masz prawo domagać się od rządu większych emerytur czy porządnego finansowania opieki medycznej?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdybym wtedy miała tyle lat, ile mam teraz - gdzie tej nocy byłabym ja? Gdzie ty?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="355"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/YLTmOfTR6Bc&amp;rel=1"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="wmode" value="transparent"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/YLTmOfTR6Bc&amp;rel=1" type="application/x-shockwave-flash" wmode="transparent" width="425" height="355"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/31177850-4646382332021712406?l=unfaithful-to-rats.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/feeds/4646382332021712406/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=31177850&amp;postID=4646382332021712406&amp;isPopup=true' title='2 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/4646382332021712406'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/4646382332021712406'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/2008/01/patetycznie.html' title='Patetycznie'/><author><name>Agata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13092565186378982722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='29' src='http://i95.photobucket.com/albums/l150/bow4rain/Agata.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_1y6lGrpdUzo/R4kloHs9btI/AAAAAAAAACM/CD6ydHj81uw/s72-c/2007+Sausio+13+on+stage+circle+2.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-31177850.post-6779323290907812257</id><published>2008-01-08T20:18:00.000+02:00</published><updated>2008-01-08T20:19:22.689+02:00</updated><title type='text'>Rok 2008</title><content type='html'>2008 u nas jest rokiem trzeźwości. W Rosji – rodziny. Światowo – ziemniaków. Może ktoś podpowie, jak tam z Polską, bo w google nie znalazłam jednoznacznej odpowiedzi.&lt;br /&gt;Więc jakie zasady wyznawać nam, wychowanym w kraju wielonarodowym? Rok trzeźwej rodziny, która je tylko ziemniaki? Smutna wizja.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/31177850-6779323290907812257?l=unfaithful-to-rats.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/feeds/6779323290907812257/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=31177850&amp;postID=6779323290907812257&amp;isPopup=true' title='1 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/6779323290907812257'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/6779323290907812257'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/2008/01/rok-2008.html' title='Rok 2008'/><author><name>Agata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13092565186378982722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='29' src='http://i95.photobucket.com/albums/l150/bow4rain/Agata.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-31177850.post-8957297477787359790</id><published>2008-01-08T03:57:00.000+02:00</published><updated>2008-01-08T04:04:04.320+02:00</updated><title type='text'>Fobiczna potrzeba władzy</title><content type='html'>W katastrofach lotniczysz każdego roku ginie o wiele mniej ludzi niż w wypadkach samochodowych, ale ludzie każdego dnia wsiadają do nich, a sposobów, jak przezwyciężyć fobię latania samolotem, pełno jest w prasie, telewizji, internecie.&lt;br /&gt;Moglibyśmy stwierdzić, że dla człowieka lot nie jest stanem naturalnym, ale powiedzcie mi proszę, czy samozakonserwowanie w kawałku żelaza zwanym samochodem jest bardziej naturalne?&lt;br /&gt;Problem tkwi w tym, że ludzie lubią czuć, że panują nad sytuacją. Dlaczego nie  „lubią panować nad sytuacją”? Bo chociaż często wydaje się, że za kierownicą możesz dużo, o wiele więcej zależy od odpowiedniej powierzchni drogi, pieszych, którzy przechodzą drogę tam, gdzie im wygodnie, a nie tam, gdzie ktoś narysował na ulicy śmieszne białe pasy, a także słupów, które stoją w takiej odległości, aby zmiażdżyć  samochód i pasażera obok kierowcy (według statystyk najmniej bezpieczne miejsce – kto ze mną chociaż raz jechał samochoem, wie na pewno), gdy  ten nagle wpadnie w poślizg.&lt;br /&gt;Ale wciąż wielu odczuwa ulgę, gdy po wyjściu z lotniska wsiądzie do bezpiecznej (na pozór) taksówki.&lt;br /&gt;Pamiętacie, jacy ważni czuliśmy się wtedy, gdy po raz pierwszy otrzymaliśmy plakietki dyżurnych i mogliśmy zatrzymywać innych na korytarzach i kazać robić dziesięć przysiadów? Ponieważ starsi mieli takich jak my głęboko gdzieś, dyżury na terytorium najmłodszych były najpopularniejsze, bo tam zawsze były dzieci, które bawiły się w „sifa” (dziwnie, że dopiero teraz nazwę tej gry skojarzyłam z pewną chorobą – no, kto teraz odważy się zagrać?). Później tzw. kary fizyczne (czyli tych dziesięć przysiadów), jako przejaw agresji nad nieletnimi zabroniono i chyba od tej pory dyżurowanie na korytarzach z przywileju stało się niemiłym obowiązkiem. W 12 klasie plakietka na ubraniu była czymś w rodzaju rozpiętego rozporka – nikt nie chciał być bohaterem tego wydarzenia.&lt;br /&gt;Gdy nie panujemy nad sytuacją, traci ona dla nas urok i nawet sens. Co tam jakieś chmury tuż za oknem, jeżeli nie trzymamy w rękach steru samolotu?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/31177850-8957297477787359790?l=unfaithful-to-rats.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/feeds/8957297477787359790/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=31177850&amp;postID=8957297477787359790&amp;isPopup=true' title='1 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/8957297477787359790'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/8957297477787359790'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/2008/01/fobiczna-potrzeba-wadzy.html' title='Fobiczna potrzeba władzy'/><author><name>Agata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13092565186378982722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='29' src='http://i95.photobucket.com/albums/l150/bow4rain/Agata.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-31177850.post-8989647113317045669</id><published>2008-01-06T20:42:00.000+02:00</published><updated>2008-01-06T20:45:29.878+02:00</updated><title type='text'>Russia (heart) Paris</title><content type='html'>Kiedyś słowo &lt;i&gt;celebrity&lt;/i&gt; nie było nam potrzebne. Ktoś był słynny, bo ładnie śpiewał, tańczył czy grał w filmach. Albo był politykiem czy działaczem społecznym. Ale odkąd pojawiła się Paris Hilton, słowo to wydaje się niezastąpione. Bo jakże inaczej nazwać takie zjawisko jak Paris? Ok, od niedawna z lekko skrzywioną twarzą możemy powiedzieć: piosenkarka. A jak było do tej pory? Aktorka? Chyba że ktoś podziwiał jej talenty w filmie (dokumentalnym?) &lt;i&gt;One night in Paris&lt;/i&gt;.&lt;br /&gt;Niedawno gazety obiegła wiadomość, że dziadek Hilton postanowił dać wnuczce nauczkę i jej część spadku oddać organizacji charytatywnej. Ale Paris głodować nie będzie. Przynajmniej dopóki dla ludzi jest ikoną stylu życia.&lt;br /&gt;Oglądałam dzisiaj reportaż o Rosjance, która swe córki postanowiła wyhodować na zamianę dla Paris. Ubolewała, że nie dostała się na pokaz mody w Moskwie, na który przyjechała i jej bogini. Dziewczynki dzisiaj mają po 6 lat, ale już uczą się robić makijaż (chociaż kreska na dole oka wychodzi krzywo i raczej zaznacza siniaki pod oczami), malować paznokcie, mają najmodniejsze uczesania i wiedzą, że kobieta nie powinna oszczędzać na ubraniach. Ponieważ mają dziecięco białe włosy, utleniać ich nie muszą, ale kto wie, co będzie w przyszłości.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/31177850-8989647113317045669?l=unfaithful-to-rats.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/feeds/8989647113317045669/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=31177850&amp;postID=8989647113317045669&amp;isPopup=true' title='1 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/8989647113317045669'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/8989647113317045669'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/2008/01/russia-heart-paris.html' title='Russia (heart) Paris'/><author><name>Agata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13092565186378982722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='29' src='http://i95.photobucket.com/albums/l150/bow4rain/Agata.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-31177850.post-281247067319299904</id><published>2008-01-06T01:14:00.000+02:00</published><updated>2008-01-06T01:17:17.089+02:00</updated><title type='text'>Natchnienie z ekranu</title><content type='html'>Lubię parę razy oglądać momenty z filmów, które najbardziej mi się spodobały. Powtórnie podziwiam geniusz scenarzysty, urodę aktorów lub ładne kostiumy.&lt;br /&gt;Właśnie, kostiumy.&lt;br /&gt;Gdy w lipcu ubiegłego roku w &lt;i&gt;Mistrzu i Małgorzacie&lt;/i&gt; zobaczyłam długą czarną suknię z początku XX wieku, postanowiłam, że właśnie takiego czegoś będę szukała w sklepach. Ale skoro w Madmuazelė i jej podobnych znajdują się sukienki we wszystkich kolorach tęczy, ze wszelkimi możliwymi rodzajami koralików i koronek, ale nie ma niczego mniej skomplikowanego, złożyłam wizytę krawcowej i wręczyłam jej DVD z serialem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mimo tego, że sukienkę wciąż lubię, a nawet od czasu do czasu ubieram ją i przyglądam się w lustrze, gdybym była tegoroczną maturzystką, najprawdopodobniej miałabym suknię koloru zielonego. I niedawno oglądany &lt;i&gt;Gone with the wind&lt;/i&gt; nie ma z tym nic wspólnego. Ale &lt;i&gt;Atonement&lt;/i&gt; ma jak najbardziej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://whatson.delfi.lt/news/film/article.php?id=15501684&amp;pictureID=15501759"&gt;Zielona sukienka&lt;/a&gt; z tego filmu wygrała bitwę z takimi wiekowymi ubiorami jak biała sukienka Marilyn Monroe ze &lt;i&gt;Słomianego wdowca&lt;/i&gt; i słynną małą czarną Audrey Hepburn ze &lt;i&gt;Śniadania u Tiffany’ego.&lt;/i&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/31177850-281247067319299904?l=unfaithful-to-rats.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/feeds/281247067319299904/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=31177850&amp;postID=281247067319299904&amp;isPopup=true' title='1 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/281247067319299904'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/281247067319299904'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/2008/01/natchnienie-z-ekranu.html' title='Natchnienie z ekranu'/><author><name>Agata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13092565186378982722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='29' src='http://i95.photobucket.com/albums/l150/bow4rain/Agata.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-31177850.post-3131756070281500642</id><published>2008-01-03T21:06:00.000+02:00</published><updated>2008-01-03T21:11:13.297+02:00</updated><title type='text'>Norfa i zima</title><content type='html'>Idzie kobieta z paroma pudełkami czekoladek i mówi do faceta na drabinie, widocznie znajomego:&lt;br /&gt;- Będziemy dorabiać się cukrzycy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oprócz tego, że w Norfie często czegoś nie ma, tego sklepu nie lubię także dlatego, że zbyt mocno uświadamia mnie o biedzie, która istnieje za granicami naszych ładnych i urządzonych domów. To sklep, w którym jest najwięcej osób, które nie mogą pozwolić sobie na masło, droższe o 20 ct. Tutaj najbardziej śmierdzi butelkami po piwie i ludźmi, którzy ich przynoszą. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cieszę się, że w końcu mamy prawdziwą zimę, ze śniegiem i mrozem, ale dlaczego akurat teraz wszystkie autobusy i trolejbusy, którymi jeżdżę, postanowiły wyłączyć ogrzewanie? Przez te wszystkie zimy, od kiedy zaczęłam być antyprzykładem dla małych dziewczynek (‘Widzisz tę z gołą głową? Zachoruje i będzie płakać, że nie chciała założyć czapeczki i szaliczka’), nie odmroziłam kończyn opanowując technikę skakania z autobusu do autobusu (składam hołd biletu miesięcznemu), sprawdzania rozkładu jazdy, zachodzenia bez celu nabycia do sklepu. Wiem nawet, gdzie w różnych autobusach i trolejbusach znajdują się grzejniki.&lt;br /&gt;Ale co z tego, jeżeli na przystanku nie czekałam ani minuty, ale w autobusie jest tak zimno, że para z ust leci?&lt;br /&gt;Jednak czymże niedogrzany autobus jest w porównaniu z tym, co się stało w Jakutii, gdzie ludzie zostali bez ogrzewania, kiedy na dworze -58˚C?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/31177850-3131756070281500642?l=unfaithful-to-rats.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/feeds/3131756070281500642/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=31177850&amp;postID=3131756070281500642&amp;isPopup=true' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/3131756070281500642'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/3131756070281500642'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/2008/01/norfa-i-zima.html' title='Norfa i zima'/><author><name>Agata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13092565186378982722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='29' src='http://i95.photobucket.com/albums/l150/bow4rain/Agata.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-31177850.post-7046587684040042040</id><published>2007-12-30T14:00:00.000+02:00</published><updated>2007-12-31T01:06:44.644+02:00</updated><title type='text'>Na koniec i początek roku</title><content type='html'>Jedne stoją zamknięte w ciemnym pokoiku bez okien. Wdychają zapach opon rowerowych, starych płaszczy i innych braci niedoli.&lt;br /&gt;A inne leżą w szafie, w oddzielnym kartonowym mieszkaniu, pachnące skórą i wypchane papierem.&lt;br /&gt;Tak, zgadliście, mówię o swoich butach.&lt;br /&gt;Są ubrania i rzeczy powszechnego używania, których minimalnymi środkami utrzymujemy w czystości i zachowujemy przyzwoity wygląd.&lt;br /&gt;Są też takie, których wkładanie bądź używanie celebrujemy, które zmieniają naszą postawę i nadają dla ciała, które towarzyszy nam od lat, niecodzienny wygląd. Zazwyczaj ich nabycie oznacza niemały wydatek, więc staramy się, aby służyły jak najdłużej. Ich wyjściu w świat towarzyszą bukiety kwiatów, wizyta u fryzjera i wymyty samochód bądź taksówka.&lt;br /&gt;A na codzień są zamknięte w szafach, szufladach i czekają na swoje 5 minut.&lt;br /&gt;Ale niektórych czeka gorszy los. Pamiętam brązowe wstążki do włosów, które mama kupiła jeszcze wtedy, gdy w szkołach obowiązywał brązowy mundurek i biały kołnierzyk. Miałam ich nie zakładać aż do pierwszego września w pierwszej klasie. Ale w końcu XX wieku wszystko zmieniało się w tak szalonym tempie, że wstążki nigdy nie miały okazji spłowieć na słońcu.&lt;br /&gt;Nie pamiętam już od kogo, ale otrzymałam kiedyś &lt;a href="http://wiersze.doktorzy.pl/zona.htm"&gt;historię o mężu&lt;/a&gt;, który znachodzi luksusową bieliznę swej zmarłej żony i żałuje, że zawsze zwlekała ją założyć i w końcu nigdy tego nie zrobiła. Twierdzi, że nie trzeba niczego odkładać na potem.&lt;br /&gt;Nie oczekuję, że tak jak ten mężczyzna zaczniecie codziennie używać najlepszych kieliszków, spod materaców wyciągniecie wiekowe kolczyki babć i sygnety dziadków i będziecie nimi przykuwać wzrok w transporcie publicznym.&lt;br /&gt;W Nowym Roku chcę życzyć wszystkim Wam, niezależnie od tego, czy w noworoczną noc będziecie w sąsiedniej dzielnicy czy zagranicą, jak najwięcej wyjątkowych chwil, które chcielibyście ozdobić najpiękniejszymi rzeczami, abyście jak najczęściej czuli się szczęśliwi, piękni i spełnieni.&lt;br /&gt;Szanujcie także smutne chwile, bo one, tak samo jak wieczorowe ubrania wyglądają odświętnie w tle codziennych spranych dżinsów, pozwolą nam należycie docenić chwile radości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szczęśliwego Nowego Roku!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/31177850-7046587684040042040?l=unfaithful-to-rats.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/feeds/7046587684040042040/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=31177850&amp;postID=7046587684040042040&amp;isPopup=true' title='1 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/7046587684040042040'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/7046587684040042040'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/2007/12/na-koniec-i-pocztek-roku.html' title='Na koniec i początek roku'/><author><name>Agata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13092565186378982722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='29' src='http://i95.photobucket.com/albums/l150/bow4rain/Agata.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-31177850.post-7508749058424724929</id><published>2007-12-23T01:30:00.000+02:00</published><updated>2007-12-23T01:36:04.347+02:00</updated><title type='text'>Z Magazynu wileńskiego</title><content type='html'>Święta mego dzieciństwa&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chociaż obecny grudniowy pejzaż tylko niesamowicie krótkimi dniami przypomina, że mamy zimę, a nie wiosnę, na całkowity brak śniegu tej zimy nie możemy narzekać – przecież parę tygodni temu było i biało, i mroźno, i ślisko – wszystko tak, jak zimą być powinno. Ale jednak zbyt krótko. Mimo tego dzieci, które o tej porze roku o prawdziwych zimowych zabawach czytają zapewne w szkolnych podręcznikach, pośpieszyły wyciągnąć saneczki, kolorowe deski z uchwytami do zjeżdżania i udać się na najbliższą górkę. Jedna taka, pokaźnych rozmiarów, jak na prawdziwą górkę przystało, znajduje się tuż przy moim domu. Pewnego dnia, gdy śnieg już powoli topniał, przechodziłam obok i zauważyłam dzieci, które lepiły bałwana i zjeżdżały z górki, chociaż wystające kępki trawy skutecznie im przeszkadzały. Pomyślałam, że za moich czasów było inaczej.&lt;br /&gt;Ale chwileczkę, co to znaczy „za moich czasów”? Przecież ta fraza jest zarezerwowana dla osób, którzy dzieciństwo spędzili jeszcze w innym ustroju państwowym i ciągle narzekają na teraźniejszą młodzież, a ja mam dopiero 19 lat - to ja muszę wysłuchiwać, jak to było kiedyś, a nie wspominać „stare dobre czasy”. Jednak nie mogę nie zauwazyć zasadniczej różnicy między ówczesnymi świętami i bieżącymi – moje zawsze były śnieżnobiałe.&lt;br /&gt;Żadna znana mi baśń wigilijna nie jest bez śniegu. Kiedyś chyba nawet przedstawiałam, że Betlejem też był zaśnieżony – tak nieodzowną częścią świąt były białe śnieżynki padające na szaliki i duże kołnierze futer. Czekaliśmy ferii, aby całe dnie spędzać na zjeżdżaniu, rzucaniu się śnieżkami i lepieniu bałwanów. Pamiętam, że musiałam parę razy dziennie zmieniać rękawiczki. A po takich wyczerpujących zabawach dobrze było wrócić do ciepłego domu, gdzie już pachniało świętami. Pojawiały się pierwsze bożonarodzeniowe ozdoby i czekało się na choinkę: prawdziwą, wciąż jeszcze pachnącą lasem. Mamy i babcie zaczynały rozglądać się za najładniejszymi karpiami, a w szkole wszyscy coraz płynniej wykonywali swoje role w jasełkach.&lt;br /&gt;Pamiętam tę ogromną choinkę na szkolnym korytarzu, której czubka można było dosięgnąć z balkonu na drugim piętrze – nic dziwnego, że ciągle był obskubany. Na lekcjach plastyki wycinaliśmy śnieżynki z białego, a łańcuchy na choinkę z kolorowego papieru. Na matematyce liczyliśmy choinki, a na lekcjach języków czytaliśmy opowiadania bożonarodzeniowe. Na przerwach częstowaliśmy jeden drugiego śliżykami i mandarynkami, które tylko o tej porze roku są naprawdę smaczne.&lt;br /&gt;A potem były jasełka, trema przed wyjściem na scenę i dumni rodzice z kamerami wideo, uwieczniający momenty, które oglądając parę lat później będziemy pokładać się ze śmiechu, chociaż dorośli wtedy zachowali całkowitą powagę. Jeszcze tylko tradycyjne łamanie się opłatkiem, prezenty z rąk nauczycielki, za które trzeba było podziękować deklamując wierszyk i „wesołych świąt” dla kolegów i koleżanek, których zobaczymy dopiero po Nowym Roku.&lt;br /&gt;Przedświąteczne przygotowania na dobre rozpoczynały się w domu: zakupy w jeszcze wtedy jedynym supermarkecie „Pas Juozapą”, gdzie oczekiwanie w ogromnyvh kolejkach umilali Mikołajowie, którzy rozdawali kalendarze lub czekoladki, później wielkie krzątanie się w kuchni, układanie prezentów pod pięknie upiększoną i kolorowymi światełkami migocącą choinką i z magnetofonu płynące dzwięki kolęd.&lt;br /&gt;A gdy już na białym obrusie na sianie leżały opłatki, talerze stały na właściwych miejscach, a chrupiący karp i wciąż gorący kisiel i inne potrawy czekały na skonsumowanie, wszyscy zbierali się przy stole, odmawiali modlitwę i łamiąc się opłatkiem składali życzenia. Czy znajdzie się chociaż jedno dziecko, które nie lubi opłatka: kruchego, ładnego i bardzo smacznego? Który kryje w sobie coś sakralnego, ale jest bardziej przystępny niż komunia święta, której smak poznaje się o wiele później.&lt;br /&gt;Ale czy aż tak dużo zmieniło się? Przecież i teraz mamy choinkę, zbieramy się razem przy stole, nawet kolędy puszczamy z kasety, nigdy z płyty cd czy bardziej zaawansowanego formatu mp3. Opłatek wciąż ma niesamowity smak, karpia popijam domowym kisielem i do tej pory nie lubię śledzia. Po kolacji wszyscy szukamy pod choinką prezentów, a ponieważ nigdy nie wysyłałam bożonarodzeniowych kartek, nie mogę twierdzić, że w moim wypadku zastąpiły je bezduszne sms’y. Tylko ten śnieg, którego przynajmniej odrobinę próbuję dopatrzeć się przez okno, uparcie nie chce prószyć.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/31177850-7508749058424724929?l=unfaithful-to-rats.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/feeds/7508749058424724929/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=31177850&amp;postID=7508749058424724929&amp;isPopup=true' title='2 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/7508749058424724929'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/7508749058424724929'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/2007/12/z-magazynu-wileskiego.html' title='Z Magazynu wileńskiego'/><author><name>Agata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13092565186378982722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='29' src='http://i95.photobucket.com/albums/l150/bow4rain/Agata.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-31177850.post-7289310554722345787</id><published>2007-12-20T22:29:00.000+02:00</published><updated>2007-12-20T22:37:38.579+02:00</updated><title type='text'>Wizyta w szkole</title><content type='html'>pp (pani z polskiego): chyba już sesja szybko zacznie się?&lt;br /&gt;ja: o tak, u mnie już w ubiegłą niedzielę był pierwszy egzamin.&lt;br /&gt;pp: miałaś na myśli w ubiegłym tygodniu...&lt;br /&gt;ja: o nie, proszę pani, w  świętą niedzielę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Spostrzeżenie dnia: jak masz wszystko gdzieś (px), a niektórych jeszcze głębiej (nx), to i czwartek można przeżyć z uśmiechem na twarzy.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/31177850-7289310554722345787?l=unfaithful-to-rats.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/feeds/7289310554722345787/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=31177850&amp;postID=7289310554722345787&amp;isPopup=true' title='1 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/7289310554722345787'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/7289310554722345787'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/2007/12/wizyta-w-szkole.html' title='Wizyta w szkole'/><author><name>Agata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13092565186378982722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='29' src='http://i95.photobucket.com/albums/l150/bow4rain/Agata.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-31177850.post-3160331209135883363</id><published>2007-12-14T16:48:00.000+02:00</published><updated>2007-12-14T17:40:31.629+02:00</updated><title type='text'>Z jadłospisu studenta</title><content type='html'>- Chcę jeść. 24h nie miałem niczego w ustach oprócz gumy do żucia i papierosa.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/31177850-3160331209135883363?l=unfaithful-to-rats.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/feeds/3160331209135883363/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=31177850&amp;postID=3160331209135883363&amp;isPopup=true' title='1 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/3160331209135883363'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/3160331209135883363'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/2007/12/z-jadospisu-studenta.html' title='Z jadłospisu studenta'/><author><name>Agata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13092565186378982722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='29' src='http://i95.photobucket.com/albums/l150/bow4rain/Agata.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-31177850.post-1722501771411498411</id><published>2007-12-07T09:38:00.000+02:00</published><updated>2007-12-07T09:49:35.010+02:00</updated><title type='text'>Biblioteki vs. IT</title><content type='html'>W uniwersyteckiej sali komputerowej była inwentoryzacja, sprawdzali numery komputerów. Jedna dziewczyna na procesorze położyła zeszyt. Sprawdzająca kobieta:&lt;br /&gt;- Proszę wszystko zdjąć, komputer musi wietrzyć się.&lt;br /&gt;To może zdejmijcie z nich i te kartki informacyjne, jeżeli komputery wietrzą się z góry ;)&lt;br /&gt;Połączenie starszych kobiet z wyższymi technologiami w bibliotekach zawsze mnie intryguje.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/31177850-1722501771411498411?l=unfaithful-to-rats.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/feeds/1722501771411498411/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=31177850&amp;postID=1722501771411498411&amp;isPopup=true' title='2 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/1722501771411498411'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/1722501771411498411'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/2007/12/biblioteki-vs-it.html' title='Biblioteki vs. IT'/><author><name>Agata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13092565186378982722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='29' src='http://i95.photobucket.com/albums/l150/bow4rain/Agata.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-31177850.post-2528724701920725763</id><published>2007-12-06T23:52:00.000+02:00</published><updated>2007-12-06T23:58:53.402+02:00</updated><title type='text'>Zasłyszane i widziane</title><content type='html'>Wiadomo, że tzw. okna są potrzebne po to, aby studenci mogli wlać w siebie odpowiednią ilość kawy, aby później oczy otworzyły się tak szeroko, że aż &lt;i&gt;linzy&lt;/i&gt; mogą z nich wypaść. No więc po ogromnym wysiłku na angielskim (czytałam essay!), swoje niewyspane ciało skierowałam na pierwsze piętro do stołówki. Jako że lodówka rano zawartością nie grzeszyła, przyglądałam się temu, co by tu małego jeszcze położyć na trzonowe i siekacze. Wybór w jadłospisie brzmi nieźle, ale te 4 przeźroczyste plasterki języka z kroplą majonezu albo liście sałaty z kawałkiem popieprzonego pomidora (sałatka) wcale nie zachęcały „zjedz mnie”, więc pozostałam przy kawie z kawałeczkiem dziwnego ciasta, po zjedzeniu którego stwierdziła, że już nigdy żadnych wypieków w uniwersyteckiej stołówce (keks też nie dorasta do pięt nawet szkolnym bułeczkom). Ale wróćmy do tego momentu, kiedy stoję w kolejce i daję ostatnią szansę potrawom zza szkła zachęcić mnie do ich skonsumowania. Kolejka składa się aż z 2 osób, czyli mnie i jednego faceta przede mną.&lt;br /&gt;- Poproszę gumę do żucia – mówi facet.&lt;br /&gt;- Jaką? – pyta dziewczyna po drugiej stronie barykady, czyli lady z dobrami spożywczymi.&lt;br /&gt;- Jakąkolwiek... byle zapach zabić.&lt;br /&gt;Gdyby ta pseudo-sałatka była mniej markotna, już dawno roześmiałabym się na cały głos. Ale zachowałam powagę – tak, oczywiście, świeży zapach o tak wczesnej porze to klucz do sukcesu!&lt;br /&gt;- To chyba harbuzowa – zaproponowała dziewczyna.&lt;br /&gt;- Dobrze.&lt;br /&gt;Chyba teraz zawsze będę uśmiechać się, gdy poczuję zapach harbuzowej gumy do żucia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Skoro jesteśmy przy temacie o jedzeniu. Nie wiem, co myślą ci, którzy wymyślają nazwy produktów. Jakoś strawiłam „tepus riebalų mišinys“ (smarowana mieszanka tłuszczów), wiadomo – ochrona konsumentów, masłem nazywa się tylko wartościowy produkt, no ale „najlepszej jakości pasztet sterylizowany“? Smakował odpowiednio – jak pasztet sterylizowany.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/31177850-2528724701920725763?l=unfaithful-to-rats.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/feeds/2528724701920725763/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=31177850&amp;postID=2528724701920725763&amp;isPopup=true' title='1 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/2528724701920725763'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/2528724701920725763'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/2007/12/zasyszane-i-widziane.html' title='Zasłyszane i widziane'/><author><name>Agata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13092565186378982722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='29' src='http://i95.photobucket.com/albums/l150/bow4rain/Agata.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-31177850.post-2792177119811084255</id><published>2007-12-05T22:16:00.000+02:00</published><updated>2007-12-05T22:45:48.845+02:00</updated><title type='text'>e-jubilej</title><content type='html'>Mam coś dla tych wszystkich, którzy czytają to, co mi palce na klawiaturze wystukają, mają mój adres w favourites/bookmarks, włożyli do linków na własnym blogu,  znają go na pamięć (!), czasami pozostawiają komentarz albo jedynie ślad w google analytics, dzielą się wrażeniami po przeczytaniu w skype/gg.&lt;br /&gt;Nie powiem, że 1,5 roku minęło jak jeden dzień, bo działo się bardzo dużo. Nawet ostatnie miesiące były pełne nowych wrażeń, więc trzeba ćwiczyć sztukę szybkiego i wyraźnego mówienia, żeby to wszystko zmieścić między 14 a 27 grudnia, prawda? ;)&lt;br /&gt;Smacznego.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_1y6lGrpdUzo/R1cLvYt-N0I/AAAAAAAAABE/SuAFcShc9UY/s1600-h/untitled.JPG"&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://1.bp.blogspot.com/_1y6lGrpdUzo/R1cLvYt-N0I/AAAAAAAAABE/SuAFcShc9UY/s400/untitled.JPG" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5140590408383739714" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/31177850-2792177119811084255?l=unfaithful-to-rats.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/feeds/2792177119811084255/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=31177850&amp;postID=2792177119811084255&amp;isPopup=true' title='1 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/2792177119811084255'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/2792177119811084255'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/2007/12/e-jubilej.html' title='e-jubilej'/><author><name>Agata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13092565186378982722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='29' src='http://i95.photobucket.com/albums/l150/bow4rain/Agata.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_1y6lGrpdUzo/R1cLvYt-N0I/AAAAAAAAABE/SuAFcShc9UY/s72-c/untitled.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-31177850.post-4746600333793529212</id><published>2007-12-04T16:50:00.000+02:00</published><updated>2007-12-04T16:59:48.528+02:00</updated><title type='text'>Sentymentalnie przedświątecznie</title><content type='html'>Wczoraj, w celu znalezienia pewnego faktu w pewnej książce byłam w bibliotece. Ta książka – to duży rudy podręcznik z historii, który w ubiegłym roku gościł u mnie przez 6 miesięcy. Na półce leżały 2 egzemplarze, wzięłam pierwszy z lewa, otwieram i okazuje się, że to ten sam. Z licznymi dopiskami na marginesach, które tak mnie denerwowały, ale żadna gumka nie wytrzymałaby takiej ilości kasowania. Na miejscu była też moją ręką poprawiona data wydania litów w 1922 roku :)&lt;br /&gt;Parę lat temu, gdyby ktoś powiedział, że będę czuć sentyment do podręcznika z historii (pamiętam, że kiedyś z E. pod koniec roku szkolnego oddawałyśmy podręczniki z historii, z których miałyśmy przeczytane chyba z 3 rozdziały. Ale przynajmniej dowiedziałyśmy się czegoś nowego w 12 klasie ;), to odpowiedziałabym, że chyba prędzej przed maturą wyjdę za mąż. No proszę, jak to w życiu bywa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak już chyba kiedyś pisałam, spamu otrzymuję dużo. Zazwyczaj nic ciekawego. Adresowane do dear mr. lambis czy jakoś podobnie, ciągle proponują to samo. Ale święta działają motywująco nawet na spammer’ów, więc nie mogę nie podzielić się z wami, jaki to oryginalny spamik otrzymałam dzisiaj.&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_1y6lGrpdUzo/R1VrJYt-NzI/AAAAAAAAAA8/upW1QOALqIo/s1600-h/untitled.bmp"&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://3.bp.blogspot.com/_1y6lGrpdUzo/R1VrJYt-NzI/AAAAAAAAAA8/upW1QOALqIo/s400/untitled.bmp" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5140132358711555890" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/31177850-4746600333793529212?l=unfaithful-to-rats.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/feeds/4746600333793529212/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=31177850&amp;postID=4746600333793529212&amp;isPopup=true' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/4746600333793529212'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/4746600333793529212'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/2007/12/sentymentalnie-przedwitecznie.html' title='Sentymentalnie przedświątecznie'/><author><name>Agata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13092565186378982722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='29' src='http://i95.photobucket.com/albums/l150/bow4rain/Agata.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_1y6lGrpdUzo/R1VrJYt-NzI/AAAAAAAAAA8/upW1QOALqIo/s72-c/untitled.bmp' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-31177850.post-6160263247660134127</id><published>2007-12-03T22:33:00.000+02:00</published><updated>2007-12-03T22:38:28.792+02:00</updated><title type='text'>Одробина росыйскего</title><content type='html'>Не вем, як то бендзе з вами, але я мусялам пшечытаць текст два разы, жебы в коньцу чытаць по литевску, а не прубоваць уложыць росыйске выразы :) для вас пропонуен текст польский. Но и як?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Зауважылисьце, иле ест ружных склепув з выпеками, свежыми булечками и инным добрем нибы родем з домовего пекарника? Еднак естесьмы традыцьялистами - МцДональдс'ови на венкшон скален так и не позволилисьмы загосьциць в нашых жолондках (але не дотычы то вшыстких обцокраёвцув: Влоси з их пиззами и спагхетти сон венцей ниж популярни, а Хиньчыцы (Асянс ;) навет мажон отвожыць Хина Товн. Яко же на улицах скосьнооких вцёнж ест мало, внёскуен, же венкшосць ест замкнента на кухнях личных в Вильне хиньских рестаурацьи).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Гдыбы когось цекавило, сконд так нагле до перфекцьи опановалам енз. росыйскего, запрашам &lt;a href="http://web.artlebedev.ru/tools/transcriptor/"&gt;тутай&lt;/a&gt;.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/31177850-6160263247660134127?l=unfaithful-to-rats.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/feeds/6160263247660134127/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=31177850&amp;postID=6160263247660134127&amp;isPopup=true' title='1 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/6160263247660134127'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/6160263247660134127'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/2007/12/blog-post.html' title='Одробина росыйскего'/><author><name>Agata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13092565186378982722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='29' src='http://i95.photobucket.com/albums/l150/bow4rain/Agata.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-31177850.post-2805585899499650094</id><published>2007-12-03T00:12:00.001+02:00</published><updated>2007-12-03T00:12:37.236+02:00</updated><title type='text'>Spowiedź</title><content type='html'>Powiało alkoholem i tylko wtedy zwróciłam uwagę na mężczyznę w długim czarnym płaszczu z workiem z zakupami, który pochylał się nad kobietą i coś jej dokładnie opowiadał. Wsunęłam rękę do kieszeni, w której leżał odtwarzacz mp3 i wcisnęłam guzik z dwiema pionowymi kreskami.&lt;br /&gt;- ... mam mieszkanie, o, o tam – wskazał ręką na któryś z wielu domów po drugiej stronie ulicy. - ... gdyby sprzedać, można kupić inne. I co ona ode mnie chce? – zamilkł na chwilę. Autobus wjechał na przystanek.&lt;br /&gt;- Przepraszam – powiedział mężczyzna i wysiadł.&lt;br /&gt;Żal mi jego, który nie rozumie, czego ona od niego chce i jej, że chce czegoś, czego on nie rozumie. Okropny to musi być rodzaj samotności, gdy spowiadasz się ze swego życia dla całkowicie obcych ludzi.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/31177850-2805585899499650094?l=unfaithful-to-rats.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/feeds/2805585899499650094/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=31177850&amp;postID=2805585899499650094&amp;isPopup=true' title='1 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/2805585899499650094'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/2805585899499650094'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/2007/12/spowied.html' title='Spowiedź'/><author><name>Agata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13092565186378982722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='29' src='http://i95.photobucket.com/albums/l150/bow4rain/Agata.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-31177850.post-5366615909257737751</id><published>2007-12-02T01:41:00.000+02:00</published><updated>2007-12-02T01:49:05.208+02:00</updated><title type='text'>Krytycznie</title><content type='html'>Tym razem zapomnę o zazwyczaj przeze mnie wyznawanej zasadzie, że każdy ma coś wartościowego, każdy jest przynajmniej jednym nefronem nerki dobry, itd.&lt;br /&gt;Tym razem będę krytykować. Kogo? Prawników.&lt;br /&gt;Jak i na każdym bardziej popularnym, a zatem i wymagającym lepszych wyników z matury kierunku, tutaj też dominują dziewczyny. Nie tak bardzo, aby po wejściu do pełnej sali ze zdumieniem otworzyć usta, wytrzeszczyć oczy i z rozglądać się z pytaniem „Czy ja jestem w haremie?”. Ale jednak dziewczyny dominują. Rzuca się to w oczy wtedy, gdy na przerwie jeden chłopiec zabawia parę dziewczyn (np. A.), albo dziewczyny kooperują w jednopłociowej grupie. Bo chłopców, przynajmniej u nas, można podzielić na tych, którzy chętnie wlewają się w grono dziewczyn, tych, którzy jak koty chodzą własnymi drogami i tych, którzy, chodząc w grupach przynajmniej pięcioosobowych, sieliby postrach na nocnych ulicach miasta. Ci najszybciej upijają się na imprezach i później demonstrują swe zalety np. w wybijaniu drzwi. Tacy także przyczynili się do tego, że tzw. cementowka kosztowała każdego o 15 lt więcej. Warto dodać, że odwaga znika wraz z wydalanymi z organizmu procentami – nikt do winy nie przyznał się.&lt;br /&gt;Prawo, mimo corocznego zwiększania się liczby dziewczyn na studiach, to instytucja jak najbardziej patrialchalna. Warto spojrzeć przynajmniej na proporcję wykładowca – mężczyzna i wykładowca – kobieta, a także obserwować, kto jest bardziej lubiany wśród studentów. Kiedyś w komentarzach na delfi.lt przeczytana opinia pewnego faceta, że dla niego kobieta prawnik, ekonomista (o fizyce i budownictwie to już chyba wspominać nawet nie warto), to już nie kobieta, atmosfera w pałacu numer jeden w dzielnicy wschodzącego słońca jak najbardziej potwierdza hipotezę, że nie jest to opinia pojedyncza. I jeżeli tylko wykładowca – kobieta nie jest fajna, oznacza to, że nikt nie chce wziąć ją za żonę (końcówka –aitė, -ytė), mąż rozwiódł się z nią, ale ona nie zmieniła nazwiska, aby wyglądać solidniej (-ienė). Czy muszę mówić, jaka padła propozycja, która zrobiłaby z niej milszą osobę? Puśćcie wodze fantazji :)&lt;br /&gt;Na angielskim rozmawialiśmy o feminizmie. Jedna dziewczyna stwierdziła, że „We are not feminists”. Ponieważ zazwyczaj staram się na lekcjach angielskiego nie odzywać się (w celu zachowania godności i zdrowej psychiki), tym razem także nie podzieliłam się opinią, że każda dziewczyna, która wstąpiła na prawo, jest chociaż odrobinę feministką. Przynajmniej w tym pierwotnym, niewykrzywionym znaczeniu, kiedy równość jeszcze oznaczało równość, a nie przywileje. Chyba że wstąpiły tutaj tylko ze względu na większą liczbę chłopców niż np. na filologii. Wiadomo, średniemu statystycznemu prawnikowi łatwiej jest utrzymać rodzinę niż nauczycielowi litewskiego w szkole. Chociaż może w czasach, gdy prawników jest w nadmiarze („gdzie ni pluń, tam kontora notarialna czy kancelaria adwokacka”), a nauczyciel jest gatunkiem wymierającym, ale ostatnio niezwykle zacięcie walczącym o swoje prawa (czyżby bierzemy przykład z Francuzów i ich sportu narodowego - strajków?), filologia stanie się atrakcyjnym kierunkiem dla studentów, a nie tylko studentek?&lt;br /&gt;Hipotezę zazwyczaj podtwierdza się badaniami, wywodami i przykładami. Niech za badania wystarczą moje obserwacje, wywody – powyższy tekst, a jako przykład służy pytanie kolegi z kursu „Ty, jak kobieta, może wiesz, czy te spodnie nadają się jeszcze do prania?”. Może jeszcze miał nadzieję, że niby te przykładne matki i żony z reklam, które wszędzie noszą ze sobą środki do prania (nawet do teatru!), wyciagnę mu z torby odpowiedni proszek?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Być może niektórych denerwuje to, że skracam imiona do jednej litery. Pierwotnie było to czymś w rodzaju mody, ale gdy niedawno zobaczyłam, że ktoś mój blog znalazł wpisując nazwisko naszej nauczycielki z polskiego, serce zabiło mocniej. Nie dlatego, żebym obawiała się, że napisałam coś nieodpowiedniego, a tym bardziej obrażającego, ale tak samo, jak nie lubię, gdy ktoś nieznajomy wchodzi ze mną do windy (wpływ historii rodem z najlepszych horrorów), tak samo nie lubię myśleć, że ktoś znajomy wchodzi tutaj, a ja o tym nawet nie wiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jakby ktoś chciał poczytać o tych strajkach w Paryżu, polecam książkę &lt;a href="http://merlin.pl/frontend/browse/product/1,480292.html#fullinfo"&gt;S. Clarke „Merde! Rok w Paryżu”&lt;/a&gt;. Nawet dla tych, którzy nie lubią książek, bo napisana jest tak, jakby jej autorem jest ten, który sam nie lubi czytać. Gdy czytałam ją w korku w drodze z uniwersytetu, byłam chyba jedynym uśmiechniętym człowiekiem w autobusie. Nic ambitnego, ale pasuje w przerwie w zakuwaniu do sesji.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/31177850-5366615909257737751?l=unfaithful-to-rats.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/feeds/5366615909257737751/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=31177850&amp;postID=5366615909257737751&amp;isPopup=true' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/5366615909257737751'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/5366615909257737751'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/2007/12/krytycznie.html' title='Krytycznie'/><author><name>Agata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13092565186378982722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='29' src='http://i95.photobucket.com/albums/l150/bow4rain/Agata.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-31177850.post-4809984406406030001</id><published>2007-11-29T23:57:00.000+02:00</published><updated>2007-11-30T00:31:41.881+02:00</updated><title type='text'>I skąd ja jemu skaner wezmę?</title><content type='html'>W delfi.lt przeczytałam artykuł o tym, że w szkołach już od 6 klasy każą dzieciom pisać referaty koniecznie na komputerze, czcionka Times New Roman 12, odstępy między liniami 1,5. Rodzice retorycznie pytają, czy czasami nie rośnie pokolenie analfabetów.&lt;br /&gt;Sama już dawno nie przedstawiam życia bez komputera. Może i przedstawiam, ale bez niego, szczególnie w roku szkolnym, bardzo trudno. Tutaj przesyłamy jeden drugiemu informację o studiach, wymieniamy się materiałami, ostatnio w internecie spotykam się także z tymi, którzy przez wiele lat byli na wyciągnięcie ręki, a teraz są albo bardzo daleko, albo ciągle zabiegani i z innego powodu niedostępni.&lt;br /&gt;Ale bardzo dobrze pamiętam moje oburzenie, kiedy pan Ł. chyba w 6 czy 7 klasie kazał napisać referat na komputerze i odskanować zdjęcie. „I skąd ja jemu skaner wezmę?! Będę musiała iść do mamy na pracę i pisać referat! Albo szukać kogoś, kto pozwoli skorzystać z komputera. Jak tak można!”. To były czasy, kiedy laptopy kosztowały więcej niż nowy samochód, Paint był dla mnie szczytem możliwości graficznych, a godzina korzystania z internetu kosztowała 6 lt.&lt;br /&gt;Śmiem twierdzić, że w moich czasach było inaczej. „The grass was greener, the light was brighter”. Ale przecież być może kiedyś ci, którym 18 lat w najbliższym czasie nie grozi, z sentymentem będą wspominać dzieciństwo, kiedy to telefony miały aparaty z marnymi 2 mpx. A Nokia 3310 będzie czymś tak bardzo odległym jak lot J. Gagarina w kosmos.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/31177850-4809984406406030001?l=unfaithful-to-rats.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/feeds/4809984406406030001/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=31177850&amp;postID=4809984406406030001&amp;isPopup=true' title='1 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/4809984406406030001'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/4809984406406030001'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/2007/11/i-skd-ja-jemu-skaner-wezm.html' title='I skąd ja jemu skaner wezmę?'/><author><name>Agata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13092565186378982722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='29' src='http://i95.photobucket.com/albums/l150/bow4rain/Agata.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-31177850.post-3194684425771969234</id><published>2007-11-18T20:07:00.000+02:00</published><updated>2007-11-18T20:08:21.868+02:00</updated><title type='text'>I see you &amp; other freakish stuff</title><content type='html'>Bać się nie musicie, nie widzę, jak przeubieracie się, kąpiecie się, myjecie zęby czy oddajecie się swoim little dirty pleasures. Ale widzę, czy zachodzicie tutaj jeszcze, ile czasu zajmuje wam przeczytanie nowych postów.&lt;br /&gt;Tak, postanowiłam sprawdzić, jak działa google analitics. Naprawdę ciekawa rzecz. Ten blog odwiedza o wiele więcej ludzi, niż myślałam, chociaż chyba większość po prostu wpadła tutaj przez google i nie spędziła więcej czasu, niż zajmuje naciśnięcie krzyżyka w prawym górnym rogu. Ale przecież mogę to zinterpretować jak rozczarowanie wiernych fanów, którzy po prostu nie znaleźli niczego nowego, prawda? ;)&lt;br /&gt;Ktoś z Oświęcimia spędził tutaj prawie pół godziny, za co mu/jej serdecznie dziękuję i mam nadzieję, że jeszcze wróci.&lt;br /&gt;Tyle samo osób, odwiedzających ten blog korzysta z IE i Opery, parę z Firefox. Myślałam, że użytkowników Opery jest o wiele mniej, a tutaj taka miła niespodzianka (Operę polubiłam jeszcze wtedy, gdy nie miałam w domu internetu, używałam jej wtedy, gdy nie otwierała jedną trzecią stron i teraz, gdy mimo różnych nowych graficznych dodatków nie zacina mego komputera tak bardzo, jak IE).&lt;br /&gt;Najczęściej zachodzą do mnie ci, którzy szukają gołych kobiet (‘jak wygląda goła kobieta’ i ‘gołe kobiety w okularach’) oraz ci, którym jest potrzebna informacja o paleniu (‘palenie na nie’ i ‘nikotyna historia’). Także ci, którzy szukają różowej choinki (‘różowa choinka’). Ktoś szukał bloga ‘nasze spojrzenia się spotkały’, a trafił do mnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W one.lt chyba już każdy jest kolegą kolegów kolegi. W liście kolegów kolegi z grupy szukałam znajomych, których mogłabym dodać do swojej listy kolegów i zobaczyłam zdjęcie dziewczyny, która jest podobna do mojej autobusowej koleżanki (często jedziemy razem do/z uniwersytetu, a ja do tej pory nie mogę przypomnieć, jak ma na imię. A już jest trochę za późno, żeby zapytać ‘A jak ty masz na imię?’). Weszłam na jej stronę i widzę, oprócz tego, że jednak to nie ona, mamy jednego wspólnego kolegę – W.&lt;br /&gt;To mi przypomina teorię 6 osób (każdy z każdym na tym świecie dzieli najwięcej 6 znajomych) i teorię przynajmniej 2 wspólnych znajomych z nieznajomym sąsiadem w samolocie, o której czytalismy kiedyś na angielskim. A także to, że mój znajomy z uniwersytetu szedł razem z J. znajomym z uniwersytetu ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;E. mówi, że ponikąd to moje słowo. W słowniku jego nie ma, ale google wyrzuca dużo stron, gdzie ktoś używa tego słowa. Błąd powszechny&lt;i&gt; sztoli&lt;/i&gt;?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I dlaczego pisownia i/j w jęz. polskim tak bardzo różni się od pisowni i/j w jęz. litewkim, a cały prawniczy język jest nafarszerowany terminami z i/j? Obiekt – objektas, subiekt – subjektas, nacjonalizm – nacionalizmas, itd?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/31177850-3194684425771969234?l=unfaithful-to-rats.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/feeds/3194684425771969234/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=31177850&amp;postID=3194684425771969234&amp;isPopup=true' title='1 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/3194684425771969234'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/3194684425771969234'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/2007/11/i-see-you-other-freakish-stuff.html' title='I see you &amp; other freakish stuff'/><author><name>Agata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13092565186378982722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='29' src='http://i95.photobucket.com/albums/l150/bow4rain/Agata.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-31177850.post-5414900823780044823</id><published>2007-11-12T22:37:00.000+02:00</published><updated>2007-11-12T22:51:04.289+02:00</updated><title type='text'>Merde</title><content type='html'>Tyle książek uniwersyteckich leży i domaga się mojej reakcji. A ja obchodzę je obojętnie. Mogę przynajmniej to, bo w głowie są ciągle obecne. Chociaż matematyki nie miałam już bardzo długo, liczyć wciąż jeszcze umiem. Tak więc liczę strony, które każdego dnia dodają się do wielkiego spisu ‘do przeczytania przed sesją’. Na razie mam ich gdzieś, ale czuję, że w styczniu moje ambicje mocno ucierpią po upadku z ciepłego bezpłatnego miejsca na dół, kiedy trzeba będzie nauczyć się, jaki jest porządek płacenia za studia. Powstaje pytanie, czy chcę płacić za to, co każdego poranku powoduje bolesny skurcz wszystkich mięśni. Nie chcę. Ale jeszcze bardziej nie mam chęci i sił coś czytać, opracowywać i zakuwać.&lt;br /&gt;No, to tylko część prawdy. Coś czytać chcę, ale tylko nie to, co oferuje nasza kochana biblioteka, w której o każdą książkę trzeba walczyć. Teoretycznie niekoniecznie tego czytać. Wystarczą notatki z wykładów. Ale wszyscy z mojej grupy czytają. W ogóle to jakaś fenomenalna grupa. Wygląda, że wszyscy odnaleźli się na tym całym prawie i wiodą stabilny żywot przyszłych prawników.&lt;br /&gt;I ten angielski... Niech no tylko nie wyrzucisz z siebie dokładnego określenia common law. Nauczycielka od razu zapomina, że na lekcjach rozmawia tylko po angielsku i machając na ciebie ręką mówi po litewsku ‘eik tu sau!’, ‘nie ma z tobą o czym rozmawiać’.&lt;br /&gt;Niby to w uniwersytecie pracujesz na siebie. Czyli jeżeli opuszczasz lekcje, nikt nie musi ciebie pytać, dlaczego, bo przecież sam na tym tracisz. Ale ta kobieta pyta. I czeka na odpowiedź. I żadna jej nie odpowiada. Co z tego, że źle się czułam w ubiegły czwartek? This is not an excuse. Ale proszę pani, ja ten angielski, po nieprzespanej z bólu nocy, na którym i tak czeka mnie tylko poniżanie i wysłuchiwanie pani opinii, miałam głęboko gdzieś. Szkoda, że tego nigdy jej nie powiem.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/31177850-5414900823780044823?l=unfaithful-to-rats.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/feeds/5414900823780044823/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=31177850&amp;postID=5414900823780044823&amp;isPopup=true' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/5414900823780044823'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/5414900823780044823'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/2007/11/merde.html' title='Merde'/><author><name>Agata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13092565186378982722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='29' src='http://i95.photobucket.com/albums/l150/bow4rain/Agata.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-31177850.post-739363468290049377</id><published>2007-11-04T22:04:00.000+02:00</published><updated>2007-11-04T22:19:00.177+02:00</updated><title type='text'>Miski i inne piękności</title><content type='html'>Mis Świata i innych konkursów o tejże tematyce nie oglądam już od bardzo dawna. Mieszkam w kraju, gdzie telewizje wcale nie konkurują o to, która będzie miała prawo translować Mis Świata i tego dnia zdobędzie najwięcej widzów przed ekranem, bo takie konkursy po prostu nie cieszą się u nas dużym zainteresowaniem. Parę lat nie mieliśmy nawet przedstawicielki z naszego kraju, w tym LNK postanowiła, że spróbuje z tego zrobić reality show, wygrała Jurgita Jurkutė, rzuciła studia, otrzymała dużo sukienek, które z wielkim trudem upchała w walizki nie przekraczając dozwolonego limitu wagi i odleciała sobie tam, gdzie to całe vanity fair będzie się odbywać. Przepraszam, ale zapomniałam, gdzie i nie mam ochoty otworzyć google, aby to sprawdzić.&lt;br /&gt;Ale dzisiaj nie o Miś Świata, a o konkursie mniejszej ważności. Nawet nie o wspomnianej powyżej Mis Litwy, a o najpiękniejszej Polce  Litwy.&lt;br /&gt;Nie pamiętam, kiedy po raz pierwszy dowiedziałam się o takim konkursie. Może przed wycieczką latem do Gdańska w 2003 roku, kiedy zbieraliśmy się w Domu Polskim i oglądałam zdjęcia na ścianach -  na jednej z nich była akurat Polka Litwy, może wcześniej. W ubiegłym roku nawet oddałam swój głos na K. – w imię solidarności szkolnej. Ale po przejrzeniu zdjęć wszystkich kandydatek od razu pomyślałam, że jestem za dziewczynę pod numer 1: bo zdjęcie normalne, bo opis przedstawiał coś więcej niż ‘jestem koleżeńska, lubię śpiewać i tańczyć’ i studiuje dziennikarstwo, więc jeżeli wygra, stać ją będzie na coś więcej niż nerwowy płacz i dziękowanie wszystkim za wszystko.&lt;br /&gt;No i wygrała. Ale oto od koleżanki słyszę, że jury było podkupione (zwyciężczyni miała kolorową sukienkę, inne – jednokolorowe, nie płakała, gdy dowiedziała się, że zwyciężyła), nie ma sprawiedliwości na tym świecie, itd.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do 11 listopada można zgłaszać się do cyrku PP (piękna i polskości) na rok następny. Kandydatek możecie obejrzeć &lt;a href="http://www.kurierwilenski.lt/index-dkw.php"&gt;tutaj&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;Czy w dobie przepełnionych sklepów kosmetycznych i aparatów cyfrowych nie można zrobić sobie ładnego makijażu, porządnie ułożyć włosy i poprosić kogoś, żeby zrobił ładne zdjęcie? Nie uwierzę, jeżeli ktoś powie, że nie ma znajomego bez aparatu cyfrowego. Kurier proponuje nawet usługi swego fotografa (chyba że to i są zdjęcia tego fotografa, wtedy wybaczcie, dziewczynki).&lt;br /&gt;Tym razem nie dostrzegam bardziej wyróżniających się opisów, chyba że tej pierwszej dziewczyny, ale dla mnie jest zbyt patetyczny.&lt;br /&gt;Oceniając tylko zdjęcia śmiem twierdzić, że wygra dziewczyna numer 14. Wygląda na ten typ, który w takich konkursach ma szanse wygrać.&lt;br /&gt;A zdjęcie numer 29 podałabym jako przykład, jakie zdjęcia należy wysyłać do &lt;i&gt;wszelkiego włosa&lt;/i&gt; konkursów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*įvairaus plauko ;)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/31177850-739363468290049377?l=unfaithful-to-rats.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/feeds/739363468290049377/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=31177850&amp;postID=739363468290049377&amp;isPopup=true' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/739363468290049377'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/739363468290049377'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/2007/11/mis-wiata-i-innych-konkursw-o-teje.html' title='Miski i inne piękności'/><author><name>Agata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13092565186378982722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='29' src='http://i95.photobucket.com/albums/l150/bow4rain/Agata.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-31177850.post-1534014563659023077</id><published>2007-11-03T16:53:00.000+02:00</published><updated>2007-11-03T19:53:27.897+02:00</updated><title type='text'>American dream vs ašarų pakalnė*</title><content type='html'>Jest jedna taka piosenka. Z tych, co umieją mnie poruszyć tak samo, jak przejeżdżająca obok karetka pogotowia czy też straż pożarna na sygnale. Od zawsze wzbudzają we mnie respekt – oto ktoś jedzie na ratunek do chorego bądź zmagającego się z okropnym żywiołem. I mam gdzieś, że gdy dzwonisz na 112 (bądź 01, 02, 03 – przecież trudno wykorzenić z umysłu ludzkiego te 3 numery, które zakuwaliśmy jeszcze w szkole: 01 do straży pożarnej, 02 do policji (pamiętacie jeszcze te 2 różne wydania podręczników, w których starszym wydaniu było ‘milicja’, a w nowszym ‘policja?’), 03 na pogotowie) i z trwogą w głosie wołasz, że ktoś tutaj cierpi okropne bóle albo jest nawet bliski śmierci, zapytają ciebie, ile ten osobnik ma lat. I stworzą listę priorytetową, czyli do kogoś jechać natychmiast (osobnik młody i potrzebny), a do kogo później (osobnik starszy i spójrzmy prawdzie w oczy: dla państwa mniej potrzebny). Nie wiem, jak to jest z osobami zasłużonymi (ale którzy, jak wiadomo, w naszym kraju nigdy majątkiem nie grzeszyli), ale ze średnim statystycznym jest właśnie tak.&lt;br /&gt;No ale cóż, jak wiadomo, wszyscy teraz uczą się zarządzania, ekonomiki, prawa i innych wspaniałomyślnie nazwanych dziedzin. Tylko wymierający idealiści za minimalną opłatę idą pracować w państwowej służbie zdrowia. Gdy chłopiec, który zdał wszystkie egzaminy na same setki i planuje podjąć studia medyczne na litewskiej uczelni, komentatorzy na delfi.lt bez żadnych wymyślnych epitetów powiedzą, że chyba zdurniał od zakuwania, w dzieciństwie wypadł z łóżeczka, itd.&lt;br /&gt;Jakiś czas temu Wilno otrzymało kilkanaście nowoczesnych karetek pogotowia rodem z filmów zagranicznych, ale powstał pewien problem – kto będzi nimi jeździł?&lt;br /&gt;Mimo wszystko każdy raz, gdy widzę niebieskie światła, mknące po ulicy, myślę, że dobrze, że pozostaje nadzieja, że chociaż i po długim oczekiwaniu, ale ktoś w końcu do ciebie w trudnej chwili przyjedzie.&lt;br /&gt;Po takim długim i rozbudowanym wstępie (no ale cóż, przecież jestem ofiarą litewskiego systemu nauczania, jak to mawia nasza nauczycielka angielskiego, więc chyba mogę sobie na ten grzech strykturalny pozwolić) wracam do tej piosenki, o której wspomniałam w pierwszym zdaniu. Nie mogę oparć się wrażeniu, że piosenkarka z kraju, który od dawna jest dla nas symbolem dobrobytu, śpiewa właśnie o naszym &lt;i&gt;pagórku łez*&lt;/i&gt;. Mówię o ‘Dear Mr. President’ Pink.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;How do you sleep while the rest of us cry?&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;Wiadomo, co większość myśli o prezydencie, parlamentarzystach i ich pensjach, rentach, przywilejach, itd. Skandale i skandaliki wciąż jeszcze utrzymują takie gazety jak L.T. No a reszta wolnego ludu, który wybrał swoich przedstawicieli w nadziei, że tym razem coś się zmieni, cierpi z powodu wzrastających cen i małych pensji.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Let me tell you 'bout hard work&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;Niech ten, kto naprawdę myśli, że ludzie w sejmie i na innych ważnych stanowiskach ciężko pracują, podejmie rękę.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Minimum wage with a baby on the way&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;O tym, że państwo nie dba o rodziny, nie stwarza dobrych warunków do wychowywania dzieci i ciągle wzrastącym niżu demograficznym mówią wszystkie gazety, czasopisma i wiadomości.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;What do you feel when you see all the homeless on the street?&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;Czyli ci, których powszechnie nazywamy bomżami. Teoretycznie nikt nie musiałby ich widzieć na ulicach, bo żebranie jest zabronione, szczególnie tego przestrzegają policjanci na starówce. Ale przecież wiemy, jak to jest naprawdę.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Building a bed out of a cardboard box&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;Wystarczy obejrzeć reportaż o ludziach żyjących na śmietniskach albo nie bać się zajść do opuszczonego domu, żeby wiedzieć, że i u nas taki rodzaj mebli istnieje nie tylko w dziecięcych zabawach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na podsumowanie:&lt;br /&gt;Syn owsik pyta tatę owsika:&lt;br /&gt;- Tato, tam świeci słońce, zielona trawka, czyste powietrze, a tutaj gówno, śmierdzi i ciemno. Dlaczego nie żyjemy tam?&lt;br /&gt;- Bo tutaj, synu, jest nasza ojczyzna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bardzo wielu siedzi w swoim własnym gównie na jednym czy drugim kontynencie i z dumą twierdzi, że to jego miejsce na Ziemi.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/31177850-1534014563659023077?l=unfaithful-to-rats.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/feeds/1534014563659023077/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=31177850&amp;postID=1534014563659023077&amp;isPopup=true' title='1 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/1534014563659023077'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/1534014563659023077'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/2007/11/american-dream-vs-aar-pakaln.html' title='American dream vs ašarų pakalnė*'/><author><name>Agata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13092565186378982722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='29' src='http://i95.photobucket.com/albums/l150/bow4rain/Agata.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-31177850.post-3602217350303647502</id><published>2007-10-20T00:30:00.000+03:00</published><updated>2007-10-20T01:27:49.119+03:00</updated><title type='text'>Habent sua fata libelli*</title><content type='html'>Od jakiegoś czasu żyję niby w Alterlandzie, świecie tak bardzo innym od tego dotychczasowego. Inne jest pojęcie czasu, inni ludzie, inne zwyczaje.&lt;br /&gt;Czasami warto płynąć z prądem, robić tylko to, co od ciebie wymaga się, nic więcej. Ukryć się w morzu ludzi i nie wyróżniać się. Być ciszą, a później stać się burzą.&lt;br /&gt;Nie wiem, ile z tego planu uda się. Nawet nie planu, a tylko jego szkicu, szkieletu. Bo czy ktoś, kto nie może nawet zaplanować 45 min z rana i zdążyć na autobus, może układać jakieś konkretne plany?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czytam. Dużo. I piszę długie listy do E. O tym, co było i może stać się. Może właśnie te listy pochłaniają część tego, co miało być na blogu? Chyba tak, ale nie żałuję tego. Tymczasowo do pisania bardziej odpowiada mi język litewski, w listach natomiast używam ‘wileńskiego powszechnego’, przez optymistów zwanego dialektem języka polskiego. Z błędami gramatycznymi, bez czego treść już nie byłaby taka otwarta.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*Każdej książce własny los. Lubię, gdy książki same znachodzą drogę do mnie: przypadkowo przeczytam streszczenie z tyłu i zrozumiem, że muszę wiedzieć całą historię, zaintryguje mnie tytuł, przeczytam recenzję na blogach. Zobaczę jej grzbiet w bibliotece czy na półce w księgarni. Tak było z &lt;a href="http://czytelnia.onet.pl/0,3327,0,1,nowosci.html"&gt;&lt;a href="http://czytelnia.onet.pl/0,3327,0,1,nowosci.html"&gt;'Alterlandem' M. Wolskiego&lt;/a&gt; i &lt;a href="http://wysylkowa.pl/ks766758.html"&gt;'Opowiadaniami wileńskimi' A. Karpinowicza&lt;/a&gt;. Jeżeli już planuję obejrzeć &lt;a href="http://www.ldm.lt/VPG/Bulhakas.htm"&gt;wystawę zdjęć J. Bułhaka&lt;/a&gt;, dlaczego nie przeczytać o czasach, kiedy o Zakręcie mówiono ‘za miastem’ i jeszcze nie dzieliliśmy złota z Polską w wymordowaniu Żydów?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Świat w &lt;a href="http://www.patogupirkti.lt/book/book.asp?ISBN=9785415019694"&gt;‘Meilės ir mirties menas‘ P.Venclov‘y&lt;/a&gt;  nie jest łatwy. Czasy Wojny i tego, co było po niej, pełen zdrad, niepewności, świat współczesny, też przygnębiający, z własnymi nowymi problemami i w końcu starożytność, do której dopiero zabieram się.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W Pravda znalazłam coś w rodzaju hołdu, złożonego &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Czesław_Miłosz"&gt;C. Miłoszowi&lt;/a&gt;. O tym, że dla kogoś był więcej niż przykładem, uczył spojrzeć na świat inaczej. Te 2 strony stały się dla mnie o wiele większym świadectwem talentu, wręcz geniuszu tego pisarza niż wszystkie lata w szkole, kiedy to zakuwaliśmy na pamięć, co wielkiego jest w ‘Dolinie Issy‘ i kiedy to poeta otrzymał Nagrode Nobla...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Skoro o Noblu mowa – J, czy ja nie zauważyłam, czy Arnas wciąż jeszcze nie cieszy się głośno na blogu ze zwycięstwa &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Al_Gore"&gt;Al Gore&lt;/a&gt;?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/31177850-3602217350303647502?l=unfaithful-to-rats.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/feeds/3602217350303647502/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=31177850&amp;postID=3602217350303647502&amp;isPopup=true' title='1 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/3602217350303647502'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/3602217350303647502'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/2007/10/habent-sua-fata-libelli.html' title='Habent sua fata libelli*'/><author><name>Agata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13092565186378982722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='29' src='http://i95.photobucket.com/albums/l150/bow4rain/Agata.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-31177850.post-2521483034399046853</id><published>2007-09-12T16:16:00.000+03:00</published><updated>2007-09-12T16:18:49.486+03:00</updated><title type='text'>W drodze po wiedzę...</title><content type='html'>Już o tym kiedyś pisałam, że książki od zawsze były moimi przyjaciółkami, współtowarzyszkami podróży, co noc strzegą mego snu przy łóżku, itd, itp. No ale wypraszam sobie, żeby mnie do siebie tak bardzo zniechęcać? To coś nowego.&lt;br /&gt;Wiadomo, studenci prawa, prawie jak ich towarzysze niedoli z medycyny, przecierają dziury w spodniach w licznych bibliotekach. Tylko to przesiadywanie zaczyna się trochę później i nie od razu tak ostro (zasłyszałam, że tym z medycyny już w pierwszym tygodniu zadali zakuć nieludzką ilość łacińskich nazw kości, kosteczek, membran i im podobnych). Dzisiaj, aby przyszykować się na seminarium tej, która mówi nieludzko cicho, udałam się do największej, najlepszej, ogólnie znanej jako ta, gdzie jeżeli czegoś nie ma, nie będzie już nigdzie (chyba że w internecie i po angielsku), bibliotece. Testowanie umiejętności czytania poszczególnych indywidów, w tym miejscu zwanych czytelnikami, zaczyna się już  szatni. Wisi tam oczywiście mój ulubiony tekst ‘palta, torby, parasolki, itd. należy zostawić w szatni’. Najczęściej go ignoruję, ale tym razem pani z ochrody (nie wiem dlaczego, ale kobiety z ochrony przerażają mnie o wiele bardzije niż mężczyźni), przechadzająca się tuż przy wejściu skutecznie zmusiła mnie wygrzebać z torby wszystko, co może być potrzebne, oddać wszystkie zabronione rzeczy do szatni i wyruszyć do wielkiej przechowalni źródeł wiedzy.&lt;br /&gt;W drodze powrotnej okazało się, że w przeciwieństwie do biblioteki Mickiewicza, gdzie można przemycić chyba wszystko, tutaj wszystkich podejrzanych osobników jeszcze przed schodami wyproszą z powrotem. Tak było z tym chłopem z ‘papeczką’ klasyczną. Zasady jak na lotnisku po atakach terrorystycznych.&lt;br /&gt;W księgarniach panuje zawsze miła atmosfera, zawsze jest ktoś z plakietką, skory do niesienia pomocy, gdyby ktoś zgubił się między regałami. A tu nic. Długie korytarze, starsze panie w wielkich okularach, w młodzieży widzące zagrożenie dla biblioteki tradycyjnej, wielkie szare schody, po których wspinasz się jak do jakiegoś obiektu kultu. W czytelni martwa cisza, którą aż strasznie zakłócić np. siadaniem na skrzypiące krzesło. Przyjazny i znajomy wydaje się tylko dzwięk ksera i cichy szum komputerów.&lt;br /&gt;Do tej pory kolorowe grzbiety książek wsprost uśmiechały się do mnie i kusiły: weź mnie, przeczytaj przynajmniej streszczenie z tyłu. A tutaj (czyt.: czytelni prawniczej) wszystkie książki są przeraźliwie jednakowe, czarne (chyba kodeksy karne), ciemno zielone (wersje nowe i chyba jakieś optymistyczne, np. Prawo europejskie), bordowe (nowe wydania czegoś neutralnego), szare (tak jakieś mało komu potrzebne wydania).&lt;br /&gt;I czy zawsze musi być tak, że jeżeli już znajdziesz stos czasopism pt. Prawo (ktoś bardzo długo szukał odpowiedniego tytułu), z którego potrzebujesz tego z numerem 30 (pani docent  kazała przeczytać na jutro z niego artykuł 11letniej starości, własnego pióra oczywiście), akurat jego nie będzie?&lt;br /&gt;Bibliotekę uniwersytecką oswoiłam  przez jeden dzień. Może większe okna z odpowiednio większą przepustowością światła słonecznego, może brak całkowitej ciszy sprawia, że miejsce to jest o wiele bardziej przyjemne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Aha, byłam i w poliklinice. Dosłownie obcasy mi zmiękły, gdy po wejściu do mego ulubionego gabinetu, tego od ubezpieczenia, zobaczyłam tę samą babę, która w ubiegłym roku prawie doprowadziła mnie do załamania nerwowego. Ale nie do wiary – wczoraj była uprzejma, koleżeńska, miła, wesoła i w ogóle nie kobieta, ale cud. Niby te same 5 min, a jaki rezultat – w tym roku wyszłam z szerokim uśmiechem na twarzy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A. czerpie ogromną przyjemność z napływu popularności i poważnego stanowiska starosty i zapomniał, że przed uniwersytetem jeszcze coś istaniało. Ale przecież nie domagam się wyjątkowego traktowania, wystarczy status koleżanki z roku, czyli np. odpowiedź na ‘labas’ w czytelni. Mam nadzieję, że nikt inny nie planuje palić mostów.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/31177850-2521483034399046853?l=unfaithful-to-rats.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/feeds/2521483034399046853/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=31177850&amp;postID=2521483034399046853&amp;isPopup=true' title='3 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/2521483034399046853'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/2521483034399046853'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/2007/09/w-drodze-po-wiedz.html' title='W drodze po wiedzę...'/><author><name>Agata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13092565186378982722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='29' src='http://i95.photobucket.com/albums/l150/bow4rain/Agata.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-31177850.post-7390070755462326220</id><published>2007-09-10T18:26:00.000+03:00</published><updated>2007-09-10T18:33:03.712+03:00</updated><title type='text'>O wylizaniu się</title><content type='html'>Chociaż studentką jestem od niedawna, wciąż jeszcze nie mam wielu seminariów (bo i co mamy na nich mówić, jeżeli był tylko jeden wstępny wykład?), legitymację otrzymałam dopiero w piątek i nie mam żadnej potrzebnej książki ani podręcznika. Ale już, tak powoli powoli, wjeżdżam w tempo życia studenckiego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do tej pory nigdy nie miałam okna, trwającego 2 godziny i możliwości w tym czasie podjechać do biblioteki na starówce i stołowania się w McDonaldzie (a i w rodzimej Alma Mater mam parę stołówek do wyboru – dawno już nie widziałam, żeby w tym miejscu, świadczącym usługi gastronomiczne raczej o niższym poziomie niż np. kawiarnia, można było uformować zgrabną kolejkę. Muszę jeszcze sprawdzić, czy istnieją tutaj noże, w szkolnej stołówce ten prosty wynalazek człowieczeństwa stanowił przywilej nomeklatury, czyli nauczycieli).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie wiedziałam, że można pokazać legitymację inwalidzką i otwarcie o tym żartować. I nie powstaje niezręczna cisza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie wiedziałam, że korki mogą powstawać nie tylko na poszczególnych kawałkach drogi, ale dosłownie od początku do końca. Jedyny ratunek – naładowany player, ciekawa książka i minimum godzina w zapasie. Ogólnie w drodze do i z uniwersytetu spędzam więcej czasu niż do tej pory przeznaczałam na pracę domową.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie myślałam, żeby moje imię dla wielu było bardzo ładne, a nazwisko ciekawe.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie sądziłam, że znać mnie będzie ktoś spoza grupy. Ale najwięcej szczerych uśmiechów, wymawiających ‘cześć, Agata’, odbieram akurat od tych nie z mojej grupy. A tak na marginesie, to po pewnym incydencie z 3 września kojarzy mnie każdy ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z 11 możliwych grup z angielskiego znalazłam się w 2. Ten test i później rozdzielania wydaje mi się okrutne, bo przecież teraz każdy z łatwością może dowiedzieć się, jaki jest twój poziom angielskiego. Osobiście zdenerwowałabym się, gdybym dostała się do jeszcze niższej grupy (ta cholerna ambicja, wiem). Dla mnie celem było dostać się do jak najlepszej grupy, dlatego zdziwiłam się, że wielu osób serdecznie mi współczuje. Nie wiem dlaczego, pani docent wydaje mi się całkiem sympatyczną starszą panią z arystokratycznym brytyjskim akcentem. Myślę, że taką akurat za kilkadziesiąt lat będzie nasza pani z angielskiego ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie myślałam, że będę chciała umieć nie dyszeć. Bo akurat to jest wielce porządane na seminariach u pewnej pani docent. Mało tego, że sieje postrach, to jeszcze i mówi tak cicho, że następnym razem siadam bliżej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Może to zabrzmi trywialnie, ale czuję, że szkoła należycie przyszykowała mnie do przyszłych studiów. Miałam naprawdę dobrych nauczycieli, których niektóre cechy widzę i w teraźniejszych wykładowcach. Nie wiem jakich Polaków wydała nasza placówka na Druskio 11, ale ludzi i uczniów to na pewno porządnych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W poniedziałki śpię do godziny 13 i mam tylko jeden wykład, ale w czwartki mam 3 z 4 seminariów – tradycji stało się zadość, ten dzień od niepamiętnych już czasów jest nieludzki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na podstawie opinii różnych ludzi śmiem twierdzić, że &lt;i&gt;wylizałam się&lt;/i&gt;. Od siebie dodaję: wszyscy &lt;i&gt;się wylizaliśmy&lt;/i&gt; ;)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/31177850-7390070755462326220?l=unfaithful-to-rats.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/feeds/7390070755462326220/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=31177850&amp;postID=7390070755462326220&amp;isPopup=true' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/7390070755462326220'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/7390070755462326220'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/2007/09/o-wylizaniu-si.html' title='O wylizaniu się'/><author><name>Agata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13092565186378982722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='29' src='http://i95.photobucket.com/albums/l150/bow4rain/Agata.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-31177850.post-7507027554490907801</id><published>2007-09-01T19:08:00.000+03:00</published><updated>2007-09-01T19:26:44.801+03:00</updated><title type='text'>День знаний</title><content type='html'>Pamiętam swój pierwszy 1 września. Nie było gorąco, ale świeciło słońce, które sprawiło, że na pierwszym klasowym zdjęciu zalotnie zmrużyłam jedno oko (no bo z dwoma wyglądałabym jakbym jadła kwaśne jabłko – do tej pory dziwię się, skąd we mnie, zwykle nieśmiałej wśród nieznajomych osób, znalazło się tyle odwagi, aby tak bardzo wyróżnić się wśród innych). Do tej pory przed oczami mam długi rząd samochodów przy drodze, bo na małym szkolnym parkingu mieściło się tylko kilka. Wydawało się, że do szkoły idą wszyscy, każdy z bukietem lub pojedynczym kwiatkiem. Dziewczynki w białych rajstopach, chłopczyki z krawatami na gumce. Parę razy proszono, aby rodzice oddalili się na wyznaczone dla nich miejsce. Tradycją było podnoszenie do góry wszystkich kwiatków.&lt;br /&gt;Jednym słowem, duch tego ‘święta nauki’ był wszechobecny. A dzisiaj? Kilka osób z kwiatkiem w ręku, spotkanych po drodze i wsio. Mam nadzieję, że 3 września parada studentów pierwszego roku udowodni, że resztki  wielkiego święta gdzieś tam jeszcze istnieją.&lt;br /&gt;Zawsze lubiłam 1 września. Miło było spotkać ludzi, których dawno nie widziałam, pożartować, posłuchać uroczystych przemówień (i skomentować to na ucho koleżance;), pójśc gdzieś do miasta. 2 września nie był już taki wspaniały. Znowu zerkanie na zegarek, zielona piłeczka czy jeszcze jakieś reminiscencje lata.&lt;br /&gt;A więc zawsze myślałam, że fajnie byłoby, gdyby po 1 września wakacje trwały dalej, nie musiałabym wracać na lekcje. W tym roku zamiast lekcji będą wykłady, no ale przecież do szkoły nie wracam. A więc marzenia się spełniają, wystarcza dostać się na studia ;)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/31177850-7507027554490907801?l=unfaithful-to-rats.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/feeds/7507027554490907801/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=31177850&amp;postID=7507027554490907801&amp;isPopup=true' title='3 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/7507027554490907801'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/7507027554490907801'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/2007/09/blog-post.html' title='День знаний'/><author><name>Agata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13092565186378982722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='29' src='http://i95.photobucket.com/albums/l150/bow4rain/Agata.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-31177850.post-5789815832596418629</id><published>2007-08-28T20:35:00.000+03:00</published><updated>2007-08-28T20:53:46.737+03:00</updated><title type='text'>Jesienne nastroje</title><content type='html'>Powoli przychodzi jesień. Coraz więcej liści na drzewach jest koloru brązowego nawet gdy nie jestem w swych okularach słonecznych, które zabarwiają świat kolorem sepii. Wciągam chłodne powietrze, tak bardzo charakterystyczne dla wrześniowych poranków, a słońce ogrzewa moje bose stopy w sandałach, których nie chcę jeszcze zmienić na pantofle. Miasto jest tak bezczelnie piękne, że tylko kątem oka zauważyłam znienawidzone korki, które każdego roku o tej porze atakują stolicę. Od dzisiaj do akademików wracają studenci – czyżby to ich wina?&lt;br /&gt;Na przystanku niedaleko mego domu wsiadła liczna grupa młodych ludzi. Nie byłoby to dziwne, gdyby wszyscy oni nie byli tacy ładni. Mówię poważnie. Każdy chłopiec i każda dziewczyna wyglądała jak z katalogu mody. Niby nic szczególnego, ale tacy ludzie w naszych autobusach zawsze mieszają się z ofiarami mody, czyli tymi, którzy myślą, że wyglądają super, ale spójrzmy prawdzie w oczy: tak naprawdę te D&amp;amp;G, Armani, Nice i inne rzucające się w oczy nadruki nie dodają im atrakcyjności.&lt;br /&gt;A oni w swej piękności byli tacy naturalni. Rozmawiali po angielsku. Szkoda, a już uwierzyłam, że to studenci z całej Litwy (bo wsiedli na przystanku niedaleko akademików VU), którzy jadą zapoznać się z miastem. Chyba jednak minie jeszcze trochę czasu, zanim nasze dziewczyny zrozumieję, że można dobrze wyglądać bez tlenionych włosów, wysokich obcasów, miniaturowych spódnic, a chłopcy uświadomią sobie, że trochę więcej barw i różnorodności w szafie nie oznacza, że jesteś nie tej orientacji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Opona rowerowa jeszcze niezmieniona, więc nie mogę porządnie wywietrzyć wszystkich natrętnych myśli z głowy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I już nie lubię ‘Landing in London’ tak bardzo, jak kiedyś...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/31177850-5789815832596418629?l=unfaithful-to-rats.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/feeds/5789815832596418629/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=31177850&amp;postID=5789815832596418629&amp;isPopup=true' title='1 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/5789815832596418629'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/5789815832596418629'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/2007/08/jesienne-nastroje.html' title='Jesienne nastroje'/><author><name>Agata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13092565186378982722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='29' src='http://i95.photobucket.com/albums/l150/bow4rain/Agata.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-31177850.post-1725671686135147369</id><published>2007-08-11T23:59:00.000+03:00</published><updated>2007-08-12T00:00:27.931+03:00</updated><title type='text'>Mordy na kartkach</title><content type='html'>Może to pogoda, może ciśnienie – nie wiem, nie jestem w tym dobra – ale coś na mnie działa, na pewno. Rozleniwia, dusi każdy bardziej artystyczny pomysł. Przy komputerze mogę siedzieć do wczesnego rana, a nad książką zasypiam tuż po północy. Sterta nowych/pozyczonych/do połowy przeczytanych leży sobie na stole i przy łóżku, a ja czuję się podlej niż zdradzając własnego męża (oczywiście, znajomość tego uczucia znam tylko z książek – no proszę, czuję się eszcze podlej – one mnie życia uczą, a ja je zaniedbuję).&lt;br /&gt;Ale mimo wszystko nowe opowiadania, które chciałabym zapisać, wciąż chodzą po bruzdach mózgowych. Czasami myślę, że dobrze byłoby mieć osobistego sekretarza (bo sekretarka brzmi zbyt dwudziestowiecznie - wciąż mam przed oczami obraz facetki z kawą dla swego szefa w jednej, a z ołówkiem i notesem w drugiej ręce, a sekretarz sounds retro), który notowałby wszystko, co bym mu powiedziała. Ale z drugiej strony sama czasami boję się tego, co piszę, więc nie wiem, czy tekst pisany przez kogoś innego nie byłby zbyt powierzchowny.&lt;br /&gt;Nie przedstawiam, jak niektórzy autorzy potrafią usmiercić swych bohaterów. Chyba że to jakaś krótka nowelka, której pomysł narodził się niespodziewanie, a całość napisałeś przez parę dni. Ale gdy parę lat, dzień w dzień opisujesz czyjeś życie, tworzysz postać od podstaw, nadajesz mu cechy charakteru, mówisz, co lubi, a czego nie, a różne przygody i zdarzenia bierzesz z realnego życia, znasz jego sekrety i najskrytsze marzenia – jak po tym wszystkim zamachnąć się na to, chociaż tylko opisane, ale bardzo realistyczne życie? Przecież często prototyp bohatera, być może ktoś z rodziny albo znajomy autora, żyje naprawdę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pomysł dnia: jesteś wolnym człowiekiem i masz prawo publicznie jeść banana i nie przejmować się, z czym komuś to się skojarzy.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/31177850-1725671686135147369?l=unfaithful-to-rats.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/feeds/1725671686135147369/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=31177850&amp;postID=1725671686135147369&amp;isPopup=true' title='1 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/1725671686135147369'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/1725671686135147369'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/2007/08/mordy-na-kartkach.html' title='Mordy na kartkach'/><author><name>Agata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13092565186378982722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='29' src='http://i95.photobucket.com/albums/l150/bow4rain/Agata.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-31177850.post-2899364867261177095</id><published>2007-07-20T23:09:00.000+03:00</published><updated>2007-07-20T23:10:55.696+03:00</updated><title type='text'>Widziałam dyrektora na rowerze czy nie?</title><content type='html'>Sport to zdrowie.&lt;br /&gt;Wiedzą to wszyscy, jednak wielu twierdzi, że po pracy ma wystarczająco sił tylko położyć się na kanapie i utrzymać pilota od telewizora.&lt;br /&gt;Jednak jest też pewien procent entuzjastów sportu. Przyjeżdżają samochodami do Verkių parkas’a, próbują zaparkować jak nabliżej wrót, z dachu albo bagażnika wyjmują rowery i do najbliższej ławeczki udają, że sportują.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Małe dzieci potrzebują świeżego powietrza.&lt;br /&gt;Ten sam park, ławeczki z widokiem na miasto. Na jednej mężczyzna i kobieta, obok nich wózek z dzieckiem. Niech sobie dziecinka popatrzy, jak wyglądają kasztany, a my z tatą tymczasem sobie popalimy i wypijemy piwka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czas spędzony z przyjaciółmi jest bezcenny.&lt;br /&gt;Rozumiem, że żyjemy w strasznym świecie, gdzie młodzi nie mają możliwości spędzać lata u dziadków na wsi, biegać boso po łące i gładzić koni, ale czy to znaczy, że teraz wszyscy masowo mają spędzać czas w tych swoich ukochanych samochodach? Na każdym parkingu można spotkać przynajmniej jedną grupkę entuzjastów motoryzacji, czyli parę chłopców z przodu, parę dziewczyn z tyłu, otwarte drzwi, przy nich po buteleczce piwka, papierosy między palcem wskazującym i tym, którym mówimy, że mamy kogoś głęboko gdzieś. Jeszcze odpowiednia muzyczka i mamy scenariusz idealnego odpoczynku.&lt;br /&gt;Nagle pseudo – sportowcy z Verkių parkas’a podnoszą się w moich oczach. Ci przynajmniej mają lepszy gust w wyborze panoramy.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/31177850-2899364867261177095?l=unfaithful-to-rats.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/feeds/2899364867261177095/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=31177850&amp;postID=2899364867261177095&amp;isPopup=true' title='5 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/2899364867261177095'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/2899364867261177095'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/2007/07/widziaam-dyrektora-na-rowerze-czy-nie.html' title='Widziałam dyrektora na rowerze czy nie?'/><author><name>Agata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13092565186378982722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='29' src='http://i95.photobucket.com/albums/l150/bow4rain/Agata.jpg'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-31177850.post-1720637843482606755</id><published>2007-07-14T00:55:00.000+03:00</published><updated>2007-07-14T01:04:19.157+03:00</updated><title type='text'>Niech żyje bal...</title><content type='html'>Pamiętacie, że kiedyś na rozpoczęciu roku szkolnego wszystkich zebranych na dziedzińcu szkolnym proszono, aby podnieśli do góry kwiaty?&lt;br /&gt;Pamiętacie, że przed rozpoczęciem roku szkolnego zawsze grali ‘v mirie zhivotnych’?&lt;br /&gt;Pamiętacie, że gdy nie było lekcji, skakałyśmy w gumkę?&lt;br /&gt;Pamiętacie pierwsze jasełka?&lt;br /&gt;Czy oprócz ostatnich dzwonków, otrzymanych w maju, wesołych i uśmiechniętych, macie i te pierwsze, skrzywione i niezadowolone?&lt;br /&gt;Pamiętacie, że 1 września szkoła zawsze pachniała świerzą farbą?&lt;br /&gt;Pamiętacie jeszcze te dyskoteki za 3 lt?&lt;br /&gt;Pamiętacie stare brązowe komputery w klasie informatycznej?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A potem była nowa szkoła z krążącymi legendami o tym,&lt;br /&gt;że w ubikacjach nie ma drzwi,&lt;br /&gt;że na tablicach są firanki,&lt;br /&gt;że uczniowie w zimie siedzą w klasach w kurtkach,&lt;br /&gt;że na ścianach wiszą brzozy,&lt;br /&gt;że jedzie się tam nieskończenie długo,&lt;br /&gt;że bułeczki z cynamonem nie takie smaczne jak w starej szkole...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale wytrzymaliśmy i wszystkie remonty,&lt;br /&gt;i wielkie wymienianie okien, aby nie było tak przeraźliwie zimno,&lt;br /&gt;i doczekaliśmy się nowych ławek,&lt;br /&gt;i zmienili firmę w stołówce, co wróciło prestiż bułeczkom,&lt;br /&gt;i ogółem nie było źle...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://i95.photobucket.com/albums/l150/bow4rain/2006Mis.jpg"&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://i95.photobucket.com/albums/l150/bow4rain/2006Mis.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/31177850-1720637843482606755?l=unfaithful-to-rats.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/feeds/1720637843482606755/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=31177850&amp;postID=1720637843482606755&amp;isPopup=true' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/1720637843482606755'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/1720637843482606755'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/2007/07/niech-yje-bal.html' title='Niech żyje bal...'/><author><name>Agata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13092565186378982722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='29' src='http://i95.photobucket.com/albums/l150/bow4rain/Agata.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-31177850.post-4759947656414231484</id><published>2007-06-24T21:42:00.000+03:00</published><updated>2007-06-25T00:36:39.204+03:00</updated><title type='text'>Bez planów o teraźniejszości</title><content type='html'>Niedawno pisali, że policja złapała jakiegoś wielkiego spammera i dodali, że skrzynki pocztowe odetchną z ulgą. Figa – u mnie to gówno jak przychodziło, tak nadal przychodzi. Wiem, można zmienić adres i żyć szczęśliwie, ale z paru przyczyn przynajmniej na razie tego zrobić nie mogę.&lt;br /&gt;Tak więc ciągle otrzymuję propozycje, w jaki sposób mogę zadowolić swą dziewczynę, zwiększyć swe możliwości. Niektóre maile to nie tylko parę linijek tekstu, to nawet obrazki z kolorowymi tabletkami lub zegarkami, ponoć nawet Rolex’ami, za niedużą cenę (Gariunki przeprowadziły się do internetu?). Aha, jeszcze mam możliwość uzyskać wyższe wykształcenie bez uczęszczania na uniwersytet. No cóż, jak już mówiłam, świat przeprowadza się do internetu. W samą porę, bo większość ludności tkwi tutaj od dawna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak czasami myślę, że nawet taka bezduszna maszyna jak komputer jest podobna do człowieka. No bo przecież obcując z osobą znamy jej zalety i wady, wiemy, co lubi, a co nie. Tylko ja wiem, że mój komputer po naprawie ładując się wydaje już nie dwa, a tylko jeden sygnał, że internet trzeba włączyć tuż po tym, jak zniknie tabelka programy antywirusowej, bo później to zajmnie o wiele więcej czasu, że Teo odcina internet około 1h w nocy i wtedy komputer buntuje się i ‘zawisa’, więc najlepiej rozłożyć pościel i ten moment przeczekać bez zbędnego klikania, bo to tylko pogarsza sytuację, że monitor parę razy po włączeniu komputera wyłancza się i później trzeba regulować widok na ekranie. Wiem to wszystko i dlatego udaje się nam żyć w zgodzie, tylko od czasu do czasu walnięciem w klawiaturę albo myszką o dywanik przypominam mu, kto tutaj rządzi :)&lt;br /&gt;Kiedyś mój komputer mógł z dumą powiedzieć: Hi, I’m Pentium 4, 1.8 GHz, 256 of RAM, LCD screen, 14’. Myślałam, że każdy kolejny rok to dla niego to samo, co nic, że nie starzeje i wciąż zalicza się do młodych i silnych. A jednak już jest w sędziwym wieku, potrzebuje wymiany niektórych części i istnieje możliwość, że pewnego dnia dopadnie go skleroza i nawet nie będzie pamiętał, co na nim zapisałam...&lt;br /&gt;3 lipca obchodzi swe 5 urodziny.&lt;br /&gt;Tak na marginesie: ja też, tylko na torcie będzie trochę więcej świeczek. Metaforycznych, bo tortu ze świeczkami nie miałam już bardzo dawno. Ale wciąż mam tę pierwszą, taką różową w białe kropki. Wątpię, że wy mieliście inne - wtedy wszystkie świeczki były kolorowe w białe kropki.&lt;br /&gt;Nikogo nie zapraszam, ale wierzę, że obok będą ci, którym nie jestem tylko ‘Nu wiesz, taka jedna, nu jak jej tam... Agata, wo!’. Niczego nie planuję, ale coś się zorganizuje. Jedzenia nie zakazuję, ale soki żołądkowe pościć nie będą. Niech tylko będzie chęć, a pomysłów nie zabraknie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/31177850-4759947656414231484?l=unfaithful-to-rats.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/feeds/4759947656414231484/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=31177850&amp;postID=4759947656414231484&amp;isPopup=true' title='1 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/4759947656414231484'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/4759947656414231484'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/2007/06/bez-planw-o-teraniejszoci.html' title='Bez planów o teraźniejszości'/><author><name>Agata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13092565186378982722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='29' src='http://i95.photobucket.com/albums/l150/bow4rain/Agata.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-31177850.post-6581903134205456436</id><published>2007-06-23T18:34:00.000+03:00</published><updated>2007-06-23T19:27:28.751+03:00</updated><title type='text'>Noc Świętojańska</title><content type='html'>Dzisiaj nic nowego, tylko moje stare opowiadanie na konkurs, ale bardzo na temat :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rasa – imię litewskie, w tłumaczeniu – Rosa. Akcent pada na ostatnią literę ‘a’. Jedno z wielu imion litewskich pogańskiego pochodzenia, co podkreśla więzi dziewczyny z jej przodkami.&lt;br /&gt;Jonažolė – nazwa zioła, w tłumaczeniu – ziele Jana (czy coś podobnego ;). Akcent pada na pierwszą ‘a’.&lt;br /&gt;  &lt;br /&gt;Rasa zawsze lubiła Noc Świętojańską. Zawsze była ona dla niej jakimś tajemniczym świętem, ściśle związane z wróżbami i siłami nadprzyrodzonymi. Jednak w jej mieście Noc Świętojańska nie miała tak wielkiego znaczenia. Więc zawsze 22 czerwca wyjeżdżała do babci na wieś, która była jakby zapomniana czasem, z której wszyscy młodzi uciekali, ale która w Noc Świętojańską odżywała i zamieniała się w przystrojone miasteczko.&lt;br /&gt;    Rasa jadąc w pociągu wiedziała, że na wsi zbierze się dużo młodzieży, wszyscy tak jak ona przyjadą z dużych i nowoczesnych miast do swoich babć i dziadków do małej wioseczki i zastaną ich w gorących przygotowaniach do tak ważnego święta. Ale ważna była nie tylko sama noc, ale dzień i poranek. Więc Rasa w noc z 22 na 23 kładła się do snu pełna radosnych oczekiwań.&lt;br /&gt;    Jeszcze słońce nie wstało, a Rasa już była na nogach. Tylko w piżamie, z rozczochranymi włosami wybiegła w pole i szybko strzęsła trochę rosy ze zboża. Wymyła nią twarz i pobiegła z powrotem do domu. Po drodze jeszcze zdążyła zobaczyć swoją babcię, uginającą się w poszukiwaniu ziół, które ponoć w dzień przed Nocą Świętojańską mają cudowną moc. Najbardziej wartościowa z nich miała być „jonažolė”, która mogła wyleczyć dziewięćdziesiąt dziewięć chorób. Kątem oka zauważyła także gospodarza, który nagi obiegał swoje pola i tarzał się w rosie. Szczęściarz – pomyślała Rasa – teraz jego plony będą dobrze rosły. Cała zmarznięta, bo poranek, jeśli ktoś woli, późna noc - była bardzo chłodna. Szybko wśliznęła się do ciepłego łóżeczka. Teraz trzeba było tylko zasnąć i przyśnić chłopaka, który poda ręcznik, aby wytrzeć twarz – zgodnie z wróżbą to on będzie przyszłym mężem.&lt;br /&gt;    Wszystkie dziewczęta we wsi po takich porannych wędrówkach spały dość długo. A i nie spieszyły z wychodzeniem na podwórko, bo większości było wstyd przyznać, że nikogo nie przyśniły. A to oznaczało, że w tym roku nie spotkają swego życiowego towarzysza. Ale to nie była ostatnia wróżba dla panien. Mogły jeszcze wiązać wianki z dziewięciu lub dwunastu różnych ziół i rzucać je przez głowę na jakieś drzewo. Tutaj już można było regulować swój los – ile wianków zostanie rzucone, za tyle lat panna wyjdzie za mąż. Rasa sama nie wiedziała, ile razy ma rzucić. Ale długo nie męcząc siebie, z myślą, że to tylko zabawa, rzuciła kilka wianków za siebie, nawet nie licząc ile. Jeden zaś włożyła na głowę, żeby wyglądać świątecznie.&lt;br /&gt;    Jeszcze dawno temu babcia opowiadała Rasie, że Noc Świętojańska ma ogromne znaczenie dla ludzi. Wierzy się, że w tę noc różne złe duchy starają się zaszkodzić plonom i zwierzętom. Więc ludzie rozpalają wielkie ogniska, wierząc, że światło może uchronić pola od zaklęć różnych złych czarowników. Gospodarze nie wyprowadzają krów dopóki rosa nie spadnie, bojąc się, że wiedźmy zabiorą krowom mleko. Ale chyba najważniejszym jest rytuał szukania kwiatu paproci. Ponoć człowiek, który go odnajdzie, zostanie obdarzony siłami nadprzyrodzonymi, stanie się szczęśliwy, mądry, pozna wszystkie tajemnice, myśli innych ludzi i mowę zwierząt. Dowie się, gdzie są schowane różne skarby.&lt;br /&gt;   Koledzy Rasy postanowili wyruszyć na poszukiwanie tego cudownego kwiata. Dziewczyny zaś dały spokój i poprzestały na wróżbach z wiankami. Chłopacy zaś wyszukali jakąś starą książkę i dowiedzieli się, jakich obrzędów ma dokonać ten śmiałek, który odważy się szukać kwiatu paproci. Musieli działać pojedynczo, tylko między 11 i 12 godziną nocy. Przed tym musieli wyspowiadać się, szczerze się modlić idąc w głąb lasu i w żadnym wypadku nie oglądać się za siebie. Trzeba zajść na tyle daleko, żeby nie było widać żadnego domu, nie słychać było ani szczekania psa, ani pienia koguta. Gdy już śmiałek znajdzie takie miejsce, pod paprocią powinien położyć białą lub jedwabną chusteczkę, miseczkę ze święconą wodą, narysować na ziemi koło święconą kredą, zapalić świeczkę, klęczeć i modlić się. Modlącego się straszą różne duchy i wiedźmy. Śmiałek powinien czekać, aż pojawi się mały, podobny do gwiazdeczki lub diamenciku kwiat i upadnie na chusteczkę. Gdy już kwiat spadnie, trzeba go szczególnie chronić – najlepiej rozkroić skórę na ręce lub piersi i włożyć tam kwiat. Po przeczytaniu tego zdania paru chłopaków naprawdę chciało zrezygnować, ale nie chcieli okazać się tchórzami, więc popędzili do kościoła na spowiedź.&lt;br /&gt;    Tymczasem cała wieś szykowała się do nocnych zabaw dokoła ogniska, rozpalonego tylko świeżym ogniem. Ten ogień ma własności uzdrowicielskie i chyba jak ze wszystkiego tej nocy można z niego było wywróżyć swoją przyszłość.&lt;br /&gt;   Tej nocy Rasa dużo tańczyła i śpiewała i w końcu przysiadła na trawie, by odpocząć. Wyglądała odświętnie – biała lniana sukienka, wianek na głowie. Ten i jeszcze jeden wianek miał później posłużyć do jeszcze jednej wróżby – dwa wianki puszczone na rzece, które popłyną razem symbolizują szczęście parze, jeśli popłyną oddzielnie – dziewczyna i chłopak pokłócą się i rozstaną.&lt;br /&gt;    Tak rozmyślając, Rasa nawet nie zauważyła, jak podszedł do niej Jan. Dziś były jego, jak i wszystkich innych Janów i Janin imieniny, więc nie wypadało mu w niczym odmówić. Tym bardziej, że Rasa zapomniała go pozdrowić. Już wieczorem drzwi jego domu były ubrane w różne ziela i wszyscy składali mu życzenia – tylko Rasa zapomniała. Więc gdy Jan zaproponował skakanie przez ognisko, naturalnie nie odmówiła. Było wesoło, skakało dużo par. Wreszcie przyszła kolei i na Rasę z Janem. Taki wspólny skok dla skaczącej pary oznaczał rychły ślub. Ale Rasa bardzo wątpiła w prawdziwość tej przepowiedni.&lt;br /&gt;    Już prawie pod koniec zabaw chłopacy wrócili z lasu. Po ich zmęczonych, wystraszonych i nie bardzo mądrych minach można było odgadnąć, że kwiatu paproci nie znaleźli. Byli szczęśliwi, że nie zbłądzili i zdążyli powrócić przed zakończeniem święta.&lt;br /&gt;   Jednak wszystko, co dobre, szybko mija – następnego dnia Rasa musiała wyjeżdżać. Bardzo chciała zostać tutaj jeszcze chociaż parę dni, ale w mieście miała wiele spraw do załatwienia. Złożyła więc swoją ładną lnianą sukienkę i położyła ją do babcinej skrzynki, spakowała swoje rzeczy do torby, pożegnała dziadków i wyruszyła na stację kolejową. Jednak jak mile się zdziwiła, gdy zastała tam Jana. Okazało się, że mieszkają w tym samym mieście, więc wracali tym samym pociągiem, gdzie mieli szansę bliżej poznać się. Obiecali sobie, że wkrótce znowu się spotkają. Wysiadając z pociągu Rasa jeszcze zdążyła pomyśleć, że chyba te wszystkie wróżby Świętojańskie nie są bez znaczenia.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/31177850-6581903134205456436?l=unfaithful-to-rats.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/feeds/6581903134205456436/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=31177850&amp;postID=6581903134205456436&amp;isPopup=true' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/6581903134205456436'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/6581903134205456436'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/2007/06/noc-witojaska.html' title='Noc Świętojańska'/><author><name>Agata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13092565186378982722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='29' src='http://i95.photobucket.com/albums/l150/bow4rain/Agata.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-31177850.post-3194487964422664053</id><published>2007-06-19T20:53:00.000+03:00</published><updated>2007-06-19T21:46:26.847+03:00</updated><title type='text'>McKebab?</title><content type='html'>Nie można dla wszystkich krajów przeprowadzić jednakową kampanię reklamową i oczekiwać tego samego sukcesu. Bo w każdym państwie inne tradycje, inna mentalność, etc. Nawet na MTV Europe Music Awards Justin z przyjemnością wymawiał słowo 'Fuck', bo przecież Europa to nie pruderyjna Ameryka.&lt;br /&gt;Już od jakiegoś czasu wiadomo, że Litwa to kraj kebabowy. (Polacy chyba zresztą też, jeżeli nawet na wycieczce na  wieżę TV, gdzie za niemałą cenę podejmuje się nie po to, żeby za nieprzyzwoitą cenę zjeść nieprzyzwoicie mało, padło pytanie 'a czy tu jest kebab?'). O tym świadczy duża ilość różnych kawiarni/kiosków/restauracji z tym tureckim daniem. Nawet na dzień Europy, gdy każde państwo ma swoje stoisko, &lt;br /&gt;kolejka przy Turcji jest najdłuższa, chociaż to państwo nawet nie należy do UE.&lt;br /&gt;McDonald też dla każdego państwa nie proponuje jednakowych McDań. Pamiętam, próbowali Litwinom, ponoć uzależnionym kiełbasy, zaproponować McKiełbasę. Próbowałam. To było najgorsze McJedzenie w moim życiu. Chyba nie ja jedna tak myślałam, gdyż wkrótce ją wycofali.&lt;br /&gt;Litwini ogólnie nie lubią McDonaldu. Wolą własne potrawy, picę (fenomenalny sukces Čili) albo kebaby. No i od czasu do czasu coś chińskiego. &lt;i&gt;Wsio&lt;/i&gt;. McDonald to miejsce, gdzie zawsze można&lt;br /&gt;siedzieć do tej pory, aż tyłek będzie błagać o przechadzkę, latem rzucać się lodzikami z napojów, robić setki zdjęć, itd, bo zawsze jest dużo wolnych stolików i nikt ciebie ładnie nie wyprasza, jak to robią w innych miejscach, pytając, czy więcej niczego nie chcesz zamówić.&lt;br /&gt;Ale chyba McDonald próbuje McStrzałą trafić prosto w żołądek średniego statystycznego Litwina i proponuje McLavašas.  No bo przyznajcie, czy wam, gdy słyszycie nazwę tego cienkiego chleba gruzińskiego, przed oczami nie pojawia się kebab? Kiedyś, jeszcze nie w czasach kebabowych, gdy mama przyniosła lawasz, nie wiedziałam co z nim robić. Teraz zaś lawasz idzie w parze z kebabem,&lt;br /&gt;Staoil wciąż zachęca hot-dog'ami. &lt;i&gt;Da kakije&lt;/i&gt; hot-dogi! Teraz są modne kebaby :)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/31177850-3194487964422664053?l=unfaithful-to-rats.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/feeds/3194487964422664053/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=31177850&amp;postID=3194487964422664053&amp;isPopup=true' title='3 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/3194487964422664053'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/3194487964422664053'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/2007/06/mckebab.html' title='McKebab?'/><author><name>Agata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13092565186378982722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='29' src='http://i95.photobucket.com/albums/l150/bow4rain/Agata.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-31177850.post-7353650446231744084</id><published>2007-06-16T00:09:00.000+03:00</published><updated>2007-06-16T00:30:49.380+03:00</updated><title type='text'>Mała historia palenia</title><content type='html'>Ostatnio często słyszę albo widzę takie twierdzenia, jak ‘nie chcę, żeby moja/mój dziewczyna/chłopak palił’, ‘całować dziewczynę/chłopaka, który pali, to to samo, co lizać popielniczkę’, etc. Pojawiają się też komentarze, że palące dziewczyny to widok co najmniej nieestetyczny. Cieszę się, że pojawia się coraz więcej entuzjastów niepalenia, więc zmniejszy się śmiertelność na raka i inne choroby związane z tym nałogiem, zakaz palenia w kawiarniach pozytywnie wpłynie na zapach moich włosów, jednak większość tych entuzjastów musi przyznać, że to nie jest ich świadomy wybór, ale wpływ wieloletniej kampanii agitacyjnej przeciwko paleniu, praca tysięcy lekarzy, którzy ciągle podkreślają szkodliwość palenia, itd. Wielu może oburzyć się na te słowa, bo przecież na nich jakaś tam reklama socjalna nie działa. Jednak gdyby żyli kilkadziesiąt lat temu, być może sami z przyjemnością całowaliby się, w dwóch palcach trzymając cieniutki papieros.&lt;br /&gt;Pooglądajcie stare filmy. Palili wszyscy. Starsi, młodsi. No, może tylko uczniom palenie wciąż było zabronione, więc okupowali toalety. Wiadomo, nie ma co &lt;i&gt;gównem zajmować się&lt;/i&gt;, uczyć się trzeba :)&lt;br /&gt;Spójrzcie na jeszcze starsze filmy albo zdjęcia. Eleganckie kobiety z papierosem, mężczyzna z zapalniczką obok niej. Czy jego oburzało to, że kobieta pali? Nawet mu to nie przyszło do głowy, przypalenie papierosa było formą flirtu.&lt;br /&gt;Palenie dla przedstawicieli poszczególnych profesji było częścią pracy. Np. dziennikarze swe artykuły pisali w kłębach dymu, nikt nawet nie myślał, że kolegę obok warto zapytać, czy nie ma nic przeciwko temu, że zapali, bo tenże kolega paczkę papierosów ciągle miał obok swego kubka kawy, też niezbędnego elementu pracy. Tak więc i do tej pory na wydziale dziennikarstwa studenci dowiadują się, że ‘prawdziwy dziennikarz musi dużo palić, dużo pić i prowadzić aktywne życie płciowe’.&lt;br /&gt;Nie cofajmy się nawet w zbyt daleko, spójrzmy na lata młodości naszych rodziców. Palenie było czymś w rodzaju ‘oderwę się na chwilkę od pracy i odpocznę’, formą nawiązania lub podtrzymania znajomości w kąciku palenia.&lt;br /&gt;A te wszystkie reklamy Marlboro? Ci mężczyźni, silni i zdrowi, po ciężkiej pracy zaciągujący papierosa? Tylko później w internecie zaczęły krążyć historie, że wszyscy z tej reklamy zmarli na raka płuc w młodym wieku, przedtem wszyscy zachwycali się reklamami, facetami i oczywiście papierosami.&lt;br /&gt;Mieszkanie przedstawicieli bohemy albo klub, gdzie tacy się zbierali, zawsze był przesiąknięty zapachem tytoniu. Wielcy pisarze, artyści podczas tworzenia swych arcydzieł nieustannie sięgali po paczkę zgrabnych pałeczek.&lt;br /&gt;Nie, w żadnym wypadku nie agituję do palenia. Nie lubię obok czuć kogoś, kto widocznie zużywa więcej niż jedną paczkę i niezbyt często pierze swe ubrania. Nie rozumiem tych, którzy w zimie, gdy za oknem -20, mają chęć na dworze dobrowolnie siebie truć. Nie lubię, gdy w drodze do szkoły jakaś małolata nagle odczuje nieludzką potrzebę, aby zapalić, a wiatr niesie dym prosto w moje oczy i nos (mało im smrodu kanalizacji dookoła szkoły...). Jednak w paleniu dorosłych coś jest. Przynajmniej dla mnie. Tyle lat zamykałam palących dorosłych na balkonie, &lt;i&gt;cygaretki&lt;/i&gt; leżały sobie spokojnie na parapecie, nikt mi nie groził (jeżeli przyłapi na paleniu) aresztem domowym/biciem/zakazem oglądania telewizji (internet pojawił się później)/spotkań z przyjaciółmi - zawsze wiedziałam, że palenie szkodzi, nie warto tego próbować, ale nigdy papieros nie kojarzył mi się ze złem, grzechem śmiertelnym, itd. Istniał obok mnie, zarezerwowany dla dorosłych.&lt;br /&gt;Teraz, gdy bohema zanika (a różne subkultury wyrażają siebie w inny sposób, jak np. emo - kroją się), w kawiarniach jest zakaz palenia, próbować palić nawet nie ma sensu. Został tylko sam proces, trwający kilka minut, zepchnięty na zaplecze sklepów lub biur, wdychanie nikotyny, bo organizm jest uzależniony.&lt;br /&gt;No, poskromiliśmy palących, pora zabrać się za pijaków. 2008 – rok Trzeźwości.&lt;br /&gt;delfi.lt:&lt;br /&gt;Noriu priminti, kad Blaivybės metai galios ir susilaikiusiems. (Seimo vicepirmininkas Andrius Kubilius 5 Seimo nariams, kurie susilaikė balsuojant dėl 2008-ųjų metų paskelbimo Blaivybės metais)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/31177850-7353650446231744084?l=unfaithful-to-rats.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/feeds/7353650446231744084/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=31177850&amp;postID=7353650446231744084&amp;isPopup=true' title='3 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/7353650446231744084'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/7353650446231744084'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/2007/06/maa-historia-palenia.html' title='Mała historia palenia'/><author><name>Agata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13092565186378982722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='29' src='http://i95.photobucket.com/albums/l150/bow4rain/Agata.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-31177850.post-479445659538826958</id><published>2007-06-05T23:17:00.000+03:00</published><updated>2007-06-06T12:58:57.788+03:00</updated><title type='text'>Pewnego wieczoru...</title><content type='html'>Parę dni przed spotkaniem Wielkiej Ósemki w Niemczech, zebrali się tam młodzi ludzie, żeby pokazać, że ich też obchodzą losy całego świata.&lt;br /&gt;Dziewczyna z Rosji, m.in nie tylko mądra, ale i ładna (takie muszą brać udział w wyborach Miss, a nie te, które prymitywnego zdania po angielsku ułożyć nie mogą [credit: Ola] Kto tam coś mówił o kobietach w polityce? ;) twierdziła, że Stefan z Niemiec jest prawdziwym &lt;i&gt;kawalerem&lt;/i&gt; i jeżeli kobieta długo i argumentująco coś udowadnia, zgodzi się z nią. Czy tylko ja myślę, że on długo w polityce nie utrzyma się? ;)&lt;br /&gt;Respect dla tego shalunishki z ORT, który dla widzów podał następującą informację.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Stefan powiedział, że osiągnąć polityczne cele pomagają nie tylko dyplomatyczne sposoby. I zaczerwienił się znacząco.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W wesołym nastroju wyciągnęłam rower i szykowałam się do przejażdżki z szybkim objeżdżaniem nieświadomych mego zbliżania się osób, łamaniem zakazu jazdy na zielonym świetle, itd.&lt;br /&gt;Jednak widok zmiażdżonego samochodu (później okazało się, że to było Audi), z wywalonymi drzwiami, bez siedzenia kierowcy, obok wciśnięty w słup Ford Explorer zmusił mnie zwolnić i zatrzymać się, kiedy zielone światło zaczęło mrugać. Bo prawda jest taka, że większy i mocniejszy na drodze wygrywa, a osoba na rowerze w porównaniu z samochodem jest mrówką, rzuconą na tory przez K.P. Tetmajera.&lt;br /&gt;A przecież to miejsce, gdzie wydaje się, że nic złego stać się nie może. Droga ze słabym ruchem, szczególnie wieczorem, zakręt gdzieś w &lt;i&gt;Zabludzishki&lt;/i&gt;...&lt;br /&gt;Jeden zginął, miał 24 lata, 3 w szpitalu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.delfi.lt/news/daily/crime/article.php?id=13429982"&gt;http://www.delfi.lt/news/daily/crime/article.php?id=13429982&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/31177850-479445659538826958?l=unfaithful-to-rats.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/feeds/479445659538826958/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=31177850&amp;postID=479445659538826958&amp;isPopup=true' title='4 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/479445659538826958'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/479445659538826958'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/2007/06/pewnego-wieczoru.html' title='Pewnego wieczoru...'/><author><name>Agata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13092565186378982722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='29' src='http://i95.photobucket.com/albums/l150/bow4rain/Agata.jpg'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-31177850.post-4914460428081001886</id><published>2007-05-27T18:54:00.000+03:00</published><updated>2007-05-27T19:18:16.055+03:00</updated><title type='text'>Internetowo</title><content type='html'>Ktoś napisał, że aby inna strona internetowa stała się bardziej popularna niż delfi.lt, potrzeba cuda lub niezwykłej reklamy. Mimo wszystko alfa.lt staje się poważnym konkurentem, z największym procentem wzrostu wśród najpopularniejszych stron litewskich. Oczywiście, wielu do tej pory jeszcze jej nie kojarzy, a delfi.lt zna każdy (o tym świadczą wszystkie te niezbyt inteligentne komentarze do artykułów). Alfa podoba mi się z tego powodu, że jest tu mniej głupich tekstów i w komentarzach też można znaleźć informację, a nie tylko śledzić popisy znajomości niecenzurowanych słów języka rosyjskiego, jak to jest na delfi.&lt;br /&gt;Mimo wszystko delfi do tej pory pozostaje u mnie na pierwszym miejscu. Może trochę z sentymentu (pierwsza strona, na którą weszłam, gdy włączyli mi w domu internet, pierwszy (i na razie ostatni) homepage. Tutaj śledziłam wiadomości o pierwszym poważnym trzęsieniu ziemi na Litwie i stanie zdrowia papieża, czytałam, jak silny jest huragan w Kłajpedzie i różnych Zabłudziszkach), trochę z przyzwyczajenia (ctrl+space=homepage, moje palce do tej kompinacji w Opera są prawie tak samo przyzwyczajone jak do uniwersalnego ctrl+alt+del), tutaj sprawdzam wiedzę z litewskiego (2 zdania, 1 poprawne), czytam cytaty, oglądam ciekawe zdjęcia.&lt;br /&gt;Delfi ktoś pochwalił za idealny layout. Od razu pomyślałam, że alfa pod tym względem nie ustępuje (made by Gaumina), a niektórych rzeczy, jak np reklama w centrum artykuły, mogło by na delfi.lt nie być. Jednak po tym, jak zobaczyłam, co robi się np. na forbes.com, śmiało twierdzę, że reklamy na litewskich stronach prawie nie ma :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PS.: zastanawiacie się, dlaczego przy nazwie ‘Rimi’ uzywam ‘durna’? Oto przykład: czipsy, Estrella, mała paczka (czy wszyscy kupują tylko ogromne i dlatego ignoruje się konsumentów z mniejszym zapotrzebowaniem cholesterolu?), best before **.01.2007. Gdyby to zdarzyło się w Iki, miałabym na balkonie kilogram pomarańczy. A tutaj, w sklepie, gdzie tak lubią papier i autografy (każdy niepoprawnie zeskanowany produkt musi być wypisany na osobnej kartce i podpisany przez osobę z ochrony, wezwaną telefonicznie do kasy), nawet nie próbowałam kogoś o tym poinformować. Jeszcze kazaliby mi skargę do dyrektora pisać...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/31177850-4914460428081001886?l=unfaithful-to-rats.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/feeds/4914460428081001886/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=31177850&amp;postID=4914460428081001886&amp;isPopup=true' title='3 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/4914460428081001886'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/4914460428081001886'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/2007/05/internetowo.html' title='Internetowo'/><author><name>Agata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13092565186378982722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='29' src='http://i95.photobucket.com/albums/l150/bow4rain/Agata.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-31177850.post-1177580157154713715</id><published>2007-05-26T02:01:00.000+03:00</published><updated>2007-05-26T02:10:22.823+03:00</updated><title type='text'>Oczami innych</title><content type='html'>Nigdy nie myślałam, że ludzie będą mnie kojarzyć z kimś, kto jest zawsze w dobrym humorze, nigdy nie wpada w stany depresyjne, może ciągle gadać o wszystkim i o niczym, a takie coś jak ‘Agata i samobójstwo’ spotyka głośny śmiech.&lt;br /&gt;Fakt, nie jestem emo, gotem czy innym przedstawicielem kultury ‘smucę się i kroję się’. Jednak ostatnie uwagi różnych osób, nawet tych, którzy, wydawałoby się, nie muszą znać mego imienia, utwierdziły mnie w przekonaniu, że chyba staję się do tych ludzi podobna, a negatywne emocje drukują się na moim wielkim łbie, których nie może przykryć nawet grzywka.&lt;br /&gt;Niektórzy chyba mnie kojarzą z kimś bardzo szczęśliwym. No, ale przecież kryteria osoby szczęśliwej dla niektórych są bardzo proste: dobrze się uczy, nie narzeka na wszystkich i wszystko dookoła, nie konfliktuje z nauczycielem z wf-u, nie mówi, jakie to sznurki (czytaj: rodzice) nienormalne. ‘Mnie by twoje życie...’&lt;br /&gt;Okazuje się, że najśmieszniejsze teksty piszę wtedy, gdy mam ochotę walnąć w ten swój wielki łeb i odłaczyć się od świata przynajmniej na parę dni. Okazuje się także to, że mój organizm trwogę, ukrytą gdzieś między wątrobą i trzustką, może znieść najwyżej przez miesiąc. I także to, że mam zdradzieckie oczy, w których odzwierciedla się to wszystko, co akurat wrze we mnie.&lt;br /&gt;W domu ostatnio jestem tylko wieczorem/nocą (przy kompie) i noc/rano (śpię), później bywa COŚ. Rodzina widzi mnie rzadko, a ja wciąż sama sobie narzekam, że dzieje się zbyt mało. Chyba chcę uciec od myśli, że warto coś jeszcze przeczytać, pouczyć się. Słucham piosenek, których warto się wstydzić, ale które działają na mnie tak jakoś... kojąco. Przekonują, że jeszcze może być lepiej, coś, co powtarzam coraz ciszej i częściej innym niż sobie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/31177850-1177580157154713715?l=unfaithful-to-rats.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/feeds/1177580157154713715/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=31177850&amp;postID=1177580157154713715&amp;isPopup=true' title='1 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/1177580157154713715'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/1177580157154713715'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/2007/05/oczami-innych.html' title='Oczami innych'/><author><name>Agata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13092565186378982722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='29' src='http://i95.photobucket.com/albums/l150/bow4rain/Agata.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-31177850.post-1775550180511790102</id><published>2007-05-24T23:07:00.000+03:00</published><updated>2007-05-24T23:38:59.640+03:00</updated><title type='text'>Równouprawnienie</title><content type='html'>Mówią, że dziewczyny są bardzo krytyczne względem innych przedstawicielek swej płci. To one widzą, która jest ubrana modnie, która ma krzywe nogi i zbyt wielki tyłek. Mówią, że dla chłopców jest zupełnie obojętnie, jak wygląda jego kolega czy inny facet na ulicy. &lt;i&gt;Nu da...&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;Dzisiaj do autobusu wszedł chłopiec, ubrany w stylu hip-hop, czyli szerokie spodnie, 2 czapki na głowie (ciasna czarna i biała z daszkiem). Inny, który siedział obok, tzw. ‘normalny’, oglądał tego pierwszego od nóg do czapek, od czapek do nóg...&lt;br /&gt;No cóż, jak równość, to równość :)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/31177850-1775550180511790102?l=unfaithful-to-rats.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/feeds/1775550180511790102/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=31177850&amp;postID=1775550180511790102&amp;isPopup=true' title='1 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/1775550180511790102'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/1775550180511790102'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/2007/05/rwnouprawnienie.html' title='Równouprawnienie'/><author><name>Agata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13092565186378982722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='29' src='http://i95.photobucket.com/albums/l150/bow4rain/Agata.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-31177850.post-3037428100598035562</id><published>2007-05-24T00:47:00.000+03:00</published><updated>2007-05-24T00:50:00.462+03:00</updated><title type='text'>Sześć kółek</title><content type='html'>Vaizdelis z przejażdżki.&lt;br /&gt;3 rowerzystów: pierwszy z papierosem w ustach, drugi bez dodatków, trzeci z piwem w ręku.&lt;br /&gt;Sport to zdrowie, prawda?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/31177850-3037428100598035562?l=unfaithful-to-rats.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/feeds/3037428100598035562/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=31177850&amp;postID=3037428100598035562&amp;isPopup=true' title='1 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/3037428100598035562'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/3037428100598035562'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/2007/05/sze-kek.html' title='Sześć kółek'/><author><name>Agata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13092565186378982722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='29' src='http://i95.photobucket.com/albums/l150/bow4rain/Agata.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-31177850.post-1430290736597937097</id><published>2007-05-21T23:42:00.000+03:00</published><updated>2007-05-21T23:44:13.857+03:00</updated><title type='text'>Co akurat było na korze mózgowej...</title><content type='html'>Czasami myślę, czy w warstwach wyższych nie zaliczam się jeszcze do ateistów. Bo czy coniedzielne siedzenie i wpatrywanie się w buty, oglądanie nowych głośników, skupianie wzroku i myśli na czymś zupełnie innym, niż księdzu, wygłaszającym kazanie, jest pobożnym zachowaniem na Mszy Św.? Oczywiście, że nie. Nasuwa się myśl, że wtedy lepiej w ogóle nie chodzić do kościoła. Ale tego robić, po tylu latach juz nie mogę.&lt;br /&gt;Denerwuje mnie fakt, że wiara stała się tylko odmawianiem modlitw, powtarzaniem za księdzem, dyskusjami babć, jak za zmarłych trzeba zamawiać modlitwę, a jak nie. Katechetka, dobrze wyuczona do pracy z trudną młodzieżą, zarzuciłaby mi od razu, że przecież to tylko starzy ludzie, są msze specjalne dla młodych, itd, itp, na których poruszane są aktualne problemy. Nie wiem, może jestem jakąś szczególną młodą, ale 90% poruszanych, tzw aktualnych problemów mnie nie dotyczy. Gdy słyszę słowa, skierowane do młodzieży, zazwyczaj kręcę głową z niedowierzaniem i myślę, czy są jeszcze na świecie tacy głupi, naiwni, itd, którzy tego nie wiedzą. Kościół lubi rysować obraz zagubionej młodej owieczki, którą zepsuł współczesny świat, kolorowe czasopisma i bezbożna telewizja. Jeden ksiądz powie to wprost, krzycząc na cały kościół, drugi opowie jakiś żart i w taki sposób spróbuje przekonać głupich młodych. Nie powiem, druga wersja jest przyjemniejsza dla ucha i mózgu, zmusza oderwać wzrok od tych głośników (a wiecie, że w kościele Ducha Św. głośniki są dopasowane do koloru ścian? Są brązowe, kremowe, białe...), jednak myśl pozostaje ta sama.&lt;br /&gt;Kościół ciągle utrudnia wiarę. Niby wierzymy w jednego Boga, mamy do niego się modlić, jednak są poszczególni święci, do których mamy modlić się w poszczególch sprawach. Dobrze wyuczony katecheta chyba przytoczyłby przykład z dyrektorem i administracją: swe prośby kierujemy najpierw do pani wicedyrekor, a ona już zwraca się do dyrektora. Ale przecież Bóg jest wszechmogący. Czy modlitwa, skierowana od razu do Boga jest gorsza czy mniej efektywna?&lt;br /&gt;Dlaczego istnieją konkretne wskazówki, jak można zbawić cierpiącą w czyśćcu duszę? Dlaczego działa to tylko konkretnie dzień przed Zaduszkami, po modlitwie w kościele i przyjęciu Sakramentu Św.? Po co więc wspominać i modlić się za zmarłych w inne dni, jeżeli wszystko można załatwić za jednym razem? Gdy pierwszy raz usłyszałam o tym od nauczycielki religii, miałam dylemat moralny. Nie lubię chodzić do spowiedzi wtedy, gdy wymagają ode mnie okoliczności, wierzę, że potrzeba oczyszczenia musi przyjść sama. A co będzie, jeżeli coś zrobię nie tak? Nie wyznam wszystkich grzechów, zgrzeszę w drodze do przyjęcia Sakramentu? Przecież niosę odpowiedzialność za czyjąś duszę...&lt;br /&gt;J. Ivanauskaitė pytała, co robić, jeżeli widzisz, że ksiądz jest mniej inteligentny od ciebie. I to nie jest problem egoistów, bezbożników, czy innych ciemnych charakterów, jak by to zapewne określiły panie z pierwszych ławek. Rok liturgiczny kołem się toczy, więc i tematy powtarzają się. Tak łatwo przewidzieć, o czym będzie mowa w kolejnym kazaniu. Czasami tylko dodaje się jakiś aktualny temat polityczny czy idzie z czasem i opowiada o szkodzie pornografii w internecie.&lt;br /&gt;Dlaczego tak wielu ateistów to ludzie inteligenti, znają Pismo Św., wiedzą historię? Dlaczego Kościół traci, niczym Litwa, najmądrzejszych wyznawców? Nie twierdzę, że należy zmienić wszystkie zasady, niszczyć wartości, ale chciałabym iść do kościoła na spotkanie z Bogiem, a nie tylko na wspólne odmawianie modlitwy...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/31177850-1430290736597937097?l=unfaithful-to-rats.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/feeds/1430290736597937097/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=31177850&amp;postID=1430290736597937097&amp;isPopup=true' title='1 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/1430290736597937097'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/1430290736597937097'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/2007/05/co-akurat-byo-na-korze-mzgowej.html' title='Co akurat było na korze mózgowej...'/><author><name>Agata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13092565186378982722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='29' src='http://i95.photobucket.com/albums/l150/bow4rain/Agata.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-31177850.post-3892879346346602130</id><published>2007-05-13T02:56:00.000+03:00</published><updated>2007-05-13T02:57:12.230+03:00</updated><title type='text'>Koniec tego, co miało początek</title><content type='html'>Myśl, że w maju i na początku czerwca wciąż jeszcze będę chodzić na konsultancje, zdawać egzaminy, że czeka jeszcze bal maturalny – wszystko to niby dobry szpieg zaciera ślady tego, co przecież już się wydarzyło.&lt;br /&gt;Ukończyłam szkołę.&lt;br /&gt;Nie będzie już tak wielu rzeczy, na wspomnienia których aż serce ściska. Po prostu już nie będzie.&lt;br /&gt;Mimo tego, że zawsze miałam lekki wstręt do ludzi z mojego roku (uwaga na wyjątki!;), wydawało mi się, że młodsze pokolenie jest jeszcze gorsze. Taka stopniowa degradacja. To my coś robiliśmy w szkole, oni byli tak przy okazji.&lt;br /&gt;Ale ostatni rok szkolny uświadomił mi, że przecież w następnym roku, gdy nas już nie będzie, nic się nie zmieni. Po prostu inni będą nudzić się na historii, inni żartować na matematyce, kłócić się z panią z polskiego czy robić presy na niebieskich materacach na wf-ie. Chciałabym wierzyć, że byliśmy wyjątkowi. Może przez rok ktoś jeszcze będzie o nas pamiętał, nauczyciele na lekcjach opowiedzą jakiś żart z naszym udziałem w roli głównej.&lt;br /&gt;Pozostaje tylu mądrych, pomysłowych, ciekawych ludzi. Teraz ich kolej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rugsėjis. Jau ne vasara.&lt;br /&gt;Plevena&lt;br /&gt;Voratinklių šilkai ore,&lt;br /&gt;Bučiuoja mano skruostą.&lt;br /&gt;Ruduo. Tik mokykla jau&lt;br /&gt;Nebe mano.&lt;br /&gt;Žvilgsniu mažuosius mokinius paglostau...&lt;br /&gt;Skambutis nebe man,&lt;br /&gt;Kitiems nuaidi.&lt;br /&gt;Ir mano suolas nebevirkaus tuščias.&lt;br /&gt;O mano mokytojas,&lt;br /&gt;Kažkodėl pražilęs,&lt;br /&gt;Kitus vardu pašauks, žinau, visai nerūsčiai...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/31177850-3892879346346602130?l=unfaithful-to-rats.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/feeds/3892879346346602130/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=31177850&amp;postID=3892879346346602130&amp;isPopup=true' title='2 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/3892879346346602130'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/3892879346346602130'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/2007/05/koniec-tego-co-miao-pocztek.html' title='Koniec tego, co miało początek'/><author><name>Agata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13092565186378982722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='29' src='http://i95.photobucket.com/albums/l150/bow4rain/Agata.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-31177850.post-3043974734820383893</id><published>2007-05-07T01:00:00.000+03:00</published><updated>2007-05-07T01:06:59.880+03:00</updated><title type='text'>Piwo o ósmej</title><content type='html'>Pamiętna lekcja religii z katechetką, która zamieniała naszego księdza. Zapadł mi w pamięci jej monolog o konieczności ślubu.&lt;br /&gt;‘Przedstawcie, dziewczyny, że żyjecie razem chłopakiem bez ślubu. Wszystko dobrze, ale nagle dowiaduje się, że będziecie miały dziecko. On was zostawia. No i co macie robić? A po ślubie już nigdzie nie ucieknie’.&lt;br /&gt;U mnie od razu nasunęło się pytanie: a czy warto być z takim, którego przy tobie zatrzymuje jedynie przysięga małżeńska? Czy ślub ma być tylko gwarancją stabilnego życia?&lt;br /&gt;Często nawet ci, którzy pobrali się z wielkiej miłości, po paru latach nie biorą rozwodu jedynie dlatego, że mają wspólne mieszkanie i żadnej możliwości, aby je jakoś podzielić. A co z tymi, którzy już już zamierzali iść własnymi drogami, ale w przeddzień zapadnięcia tej decyzji dowiedzieli się, że dziecko jest w drodze?&lt;br /&gt;Jakie były początki tej pary, z którą spotkałam się przy zielonych kioskach o ósmej rano? Zawsze, czekając na autobus, oglądam tam różne bzdurki: tanie gumki za parę centów, kolorowe lizaki, małe zabawki, rajstopy, które porwą się zaraz po ich założeniu, neonowe nalepki, różne cukierki i napoje, które są jak loteria: uda się je otworzyć lub nie.&lt;br /&gt;Przychodzi para. On w dresie, ona ubrana jak średnia statystyczna porządna pracująca kobieta w naszym kraju. Szukają czegoś w kioskach, on w jednym, ona w drugim. On głośno woła ją i coś pokazuje. Ona mówi, że nie ma tyle. On jest głośno niezadowolony. Ona idzie do pierwszego kiosku i po chwili z okienka wyciąguje dużą butelkę taniego piwa w plastikowej butelce. Ma czerwone oczy. Co ją przy nim trzyma? Dlaczego jest skazana na porcję wstydu już o tak wczesnej porze?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/31177850-3043974734820383893?l=unfaithful-to-rats.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/feeds/3043974734820383893/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=31177850&amp;postID=3043974734820383893&amp;isPopup=true' title='2 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/3043974734820383893'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/3043974734820383893'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/2007/05/piwo-o-smej.html' title='Piwo o ósmej'/><author><name>Agata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13092565186378982722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='29' src='http://i95.photobucket.com/albums/l150/bow4rain/Agata.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-31177850.post-5858212354635623226</id><published>2007-05-01T19:42:00.000+03:00</published><updated>2007-05-01T19:51:41.618+03:00</updated><title type='text'>Reklamy</title><content type='html'>Hubba Bubba i inne malujące język gumy są smaczne. Smaczne dokładnie 5 minut, później gałki oczne latają jak szalone, poszukując miejsca, gdzie to ohydne ‘coś’ (bo to już nie jest ten smaczny, owocowy prostokącik, którego soczysty smak łaskotał podniebienie jeszcze chwilę temu) między zębami wyrzucić, a w ustach jeszcze jakiś czas odczuwa się nieprzyjemny smak. Ale przecież 5 min było fajnie :)&lt;br /&gt;Na papierkach, w których są owinięte kawałeczki Hubby Bubby, przedstawiony jest schemat, co należy z gumą zrobić po żuciu. Nie rzuca się w oczy, bo jest wciśnięty między kolorowymi literami firmy, całkiem inaczej, niż to było kiedyś, na klasycznych gumach Wrigley’s spearmint, doublemint i Juicy fruit bez cukru. Do tej pory pamiętam te trzy nazwy, akurat w takiej kolejności, ciągle reklamujące się w telewizji. Dopiero później pojawiły się różne Orbit, Dirol, Love is..., Minty &amp; co.&lt;br /&gt;Czasów bezgumowych już nie pamiętam, chyba przeminęły wraz z ostatnimi pieluszkami, których po użyciu nie wyrzucało się, ale prało. Ale mama, oglądając stare rosyjskie filmy, zawsze zauważa, że jeżeli pojawia się w nich Amerykanin, to obowiązkowo będzie żuł gumę. Bo za żelazną kurtyną guma do żucia, kiedy to nawet śmietana była nie zapakowana, ale nalewało się ją do woreczków (wątpię, że jednorazowych), była produktem deficytowym.&lt;br /&gt;Ten schemat z gumy jakiś czas był dla mnie niezrozumiały (kiedyś mało rzeczy wyrzucało się, jakiś bardziej kolorowy kartonik służył dzieciom do zabawy), później ciekawy, teraz elegancki. Te usta, ta kropka (nie jakaś niekształtna masa, którą to tak naprawdę wyrzucamy) i to przesłanie...&lt;br /&gt;&lt;a href="http://i95.photobucket.com/albums/l150/bow4rain/chewinggumthaiwrigleysdoublemint.jpg"&gt;&lt;img style="WIDTH: 320px; CURSOR: hand" alt="" src="http://i95.photobucket.com/albums/l150/bow4rain/chewinggumthaiwrigleysdoublemint.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ostatnio w telewizji i na stendach reklamowych pojawiło się więcej reklamy tzw. socjalnej, której celem nie jest zwabić nowych klientów. Takie reklamy często nie są przyjemne, budzą więcej emocji, są kontrowersyjne (np. ta słynna reklama z dziewczynką, która bije misia, naśladując zachowanie rodziców. Została zabroniona, gdyż rodzice dzwonili i twierdzili, że dzieci po niej zaczynają płakać. Szkoda, bo przecież była przeznaczona dla rodziców, którzy tak często krzyczą na dzieci, które jak ten milczący i nieruchomy miś niczego nie zrobili). Dobrze, że pojawił się jakiś nowy nurt w reklamie, bo te wszystkie Vanish &amp; co. już naprawdę denerwują. Czy naprawdę ludzie, którzy jadą na wakacje, biorą: białe kurtki, białe spodnie, białe spódnice, białych psów, w białe ubrania ubierają małych dzieci i na lotnisku spotykają ich ludzie z genialnym nowym proszkiem, otwierają na miejscu walizki, a na górze akurat leży coś białego z ogromną plamą?&lt;br /&gt;Na szczycie idiotycznych reklam jest ta z pastą do zębów i panną młodą. Jakie nieszczęście, zęby nie są koloru sukienki, chyba nie warto wychodzić za mąż! No jasne, jak można być w takim wypadku szczęśliwym? A gdyby sukienka była koloru krwisto czerwonego, co wtedy?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PETA to ma dobre pomysły :) &lt;div&gt;&lt;a href="http://i95.photobucket.com/albums/l150/bow4rain/peta.jpg"&gt;&lt;img style="WIDTH: 320px; CURSOR: hand" alt="" src="http://i95.photobucket.com/albums/l150/bow4rain/peta.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;a href="http://i95.photobucket.com/albums/l150/bow4rain/peta_sux.jpg"&gt;&lt;img style="WIDTH: 320px; CURSOR: hand" alt="" src="http://i95.photobucket.com/albums/l150/bow4rain/peta_sux.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;a href="http://i95.photobucket.com/albums/l150/bow4rain/PETA5.jpg"&gt;&lt;img style="WIDTH: 320px; CURSOR: hand" alt="" src="http://i95.photobucket.com/albums/l150/bow4rain/PETA5.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;Niektórzy reklamy PETA mają głęboko gdzieś...&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;a href="http://i95.photobucket.com/albums/l150/bow4rain/peta_rabbits.jpg"&gt;&lt;img style="WIDTH: 320px; CURSOR: hand" alt="" src="http://i95.photobucket.com/albums/l150/bow4rain/peta_rabbits.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Wstyd kupować kobietę (wcześniej czy później wszyscy się o tym dowiedzą). Dla mnie ta reklama jest odpychająca...&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;a href="http://i95.photobucket.com/albums/l150/bow4rain/mic_stoteles.jpg"&gt;&lt;img style="WIDTH: 320px; CURSOR: hand" alt="" src="http://i95.photobucket.com/albums/l150/bow4rain/mic_stoteles.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div&gt;Przy okazji rekomenduję jeden z najlepszych litewskich blogów &lt;a href="http://www.blogas.lt/zudykreklama/"&gt;http://www.blogas.lt/zudykreklama/&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/31177850-5858212354635623226?l=unfaithful-to-rats.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/feeds/5858212354635623226/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=31177850&amp;postID=5858212354635623226&amp;isPopup=true' title='2 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/5858212354635623226'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/5858212354635623226'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/2007/05/reklamy.html' title='Reklamy'/><author><name>Agata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13092565186378982722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='29' src='http://i95.photobucket.com/albums/l150/bow4rain/Agata.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-31177850.post-1648541370043667557</id><published>2007-04-27T23:23:00.000+03:00</published><updated>2007-04-27T23:26:15.677+03:00</updated><title type='text'>Let's smoke!</title><content type='html'>Czasami jakiś film leży i leży na dysku twardym, czeka, aż raczę go obejrzeć. Piraci leżą już nie wiem ile i może nadejdzie taki dzień, gdy kliknę na nich, zamknę oczy i szybko nacisnę kombinację Delete --&gt; Enter. Później otworzę jedno oko, prawym klawiszem wcisnę na Recycle Bin i wybiorę Empty Recycle Bin --&gt; Enter. Lubię wszystko robić do końca, dotyczy to również filmów, więc ściągnięty i nieoglądnięty film powoduje u mnie niechęć do samej siebie. Ale jak już czegoś nie ma, to po co się martwić? :)&lt;br /&gt;Black Dahlia chciałam zobaczyć już jakiś czas temu. Ostatnio widziałam dużo filmów ze Scarlett Johansson i cały czas chcę zrozumieć, co ta dziewczyna ma w sobie takiego, że przyciąga przed ekrany tylu ludzi i mnie również. Podczas weekend’u będzie w TV Good Woman, chyba się skuszę, dawno nie oglądałam filmu na kanapie przed telewizorem.&lt;br /&gt;Tym razem ten film miał być zabiciem czasu między przyjściem ze szkoły i wyjściem do sklepu. Ostatnio często wydaje mi się, że coś nie będzie warte uwagi i tylko zmarnuję drogocenny czas wolny, którego i tak jest ciągle zbyt mało. No, ale tym razem było to widowisko w dobrym guście, niezwykle przyjemne dla oka i nawet intrygujące.&lt;br /&gt;Tak sobie pomyślałam, że tego filmu nie można oglądać jedząc popcorn czy w ogóle coś żując. Do niego pasują raczej elegancko ułożone włosy i czerwona szminka. Chociaż nie palę, chciałam przynajmniej udawać, że trzymam w ręku takiego długiego papierosa. Dlaczego w filmie palenie wygląda tak elegancko i nawet niezwykle kobieco?&lt;br /&gt;To były czasy, gdy palili wszyscy i wszędzie. W biurze unosiła się mgła, zapałki miał każdy i każda. Dlaczego, mimo tego, że nie lubię, gdy zapachem papierosów przesiąknięte są moje włosy i ubranie, w filmie to wygląda ładnie i pociągająco?&lt;br /&gt;Czy New York, te samochody (przecież w tamtych czasach musiały być przywilejem) – czarne, blyszczące, mocne (siedzi jeden facet na samochodzie, przychodzi drugi, nie lekki, siada obok, a samochód nawet się nie ruszy: przed oczami mam teraźniejszy Suzuki, któremu wystarczy nogą mocniej w koło przywalić, a ten rusza się się jak galareta na talerzu), ci mężczyźni w brązowych kostiumach i w kapeluszach – czy to wszystko tylko wygląda tak cholernie elegancko? Dlaczego wciąż powraca się do tych czasów w filmach, na zdjęciach, w klipach? Dlaczego nawet lesbisjki film porno, oglądany przez Dwight’a, nie wygląda wulgarnie, ale nawet całkiem estetycznie?&lt;br /&gt;Co do treści, to myslę, że intrygi ‘ten zabił tego, bo ta była taka, że trzeba było zabić tą, żeby mieć coś’ jest zbyt dużo i zagadkę należało rozwiązywać krok po kroku, a nie zwalać wszystko na koniec.&lt;br /&gt;I jaki sens ma przyciskiwanie do ściany jednej kobiety, żeby zrozumieć, że chcesz przycisnąć zupełnie inną (przy okazji zerwać obraz i rozbić całą zastawę obiadową, wśród której był talerz, pozostawiony z szacunkiem dla zmarłego kolegi), żeby później przy pierwszej okazji znowu rzucić się na tę pierwszą, żeby w końcu ta druga zobaczyła cię z pierwszą, biegnąć wyjaśniać stosunki z drugą, potem znowu przyjść do pierwszej, usłyszeć od niej, że odczuwasz niezdrowy pociąg do zabitej, podobnej do pierwszej, zabić ją i wrócić do drugiej?&lt;br /&gt;Zapatrzona w ogólny obraz nie zdążyłam założyć się z samą sobą, która kobieta wygra: brunetka czy blondynka.&lt;br /&gt;Czy już mówiłam, jak bardzo lubię atmosferę tych lat?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/31177850-1648541370043667557?l=unfaithful-to-rats.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/feeds/1648541370043667557/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=31177850&amp;postID=1648541370043667557&amp;isPopup=true' title='2 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/1648541370043667557'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/1648541370043667557'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/2007/04/black-dahlia.html' title='Let&apos;s smoke!'/><author><name>Agata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13092565186378982722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='29' src='http://i95.photobucket.com/albums/l150/bow4rain/Agata.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-31177850.post-1597751052795315769</id><published>2007-04-10T22:06:00.000+03:00</published><updated>2007-04-10T23:43:35.150+03:00</updated><title type='text'>Ludzie ze statystyk</title><content type='html'>Każdego dnia ktoś umiera. Śmierć w XXI w. jest bliżej człowieka niż kiedykowiek. Na początku ubiegłego wieku było nie do pomyślenia, żeby widzieć, jak umierają ludzie w Iraku czy odległej Afryce. A teraz proszę bardzo: otwierasz podręcznik z geografii i widzisz wychudzonych małych murzynków, wokół których unosi się chmura much, a oni patrzą wytrzeszczonymi oczami prosto w obiektyw. Jak ktoś może fotografować taki moment? Czy można po prostu zrobić zdjęcie i odejść?&lt;br /&gt;W filmie &lt;i&gt;Constant Gardener&lt;/i&gt; Justin okazuje się w wiosce afrykańskiej, gdzie tubulców atakuje jakiś uzbrojony gang. Lekarz, który opiekuje się tą wioską i Justin uciekają do samolotu. Przy nim okazuje się mała murzynka, którą chce zabrać ze sobą do samolotu i w taki sposób uratować. Ale pilot mówi, że na pokład może zabrać tylko i wyłącznie tych, którzy tym samolotem przylecieli. Justin błaga go, ale ten odpowiada, że to nie pierwszy i nie ostatni taki napad, nie można uratować wszystkich, ta dziewczynka nie stanowi wyjątku. Odlatują bez niej.&lt;br /&gt;Przeraża nas śmierć bliskich. Boimy się jej, próbujemy nie myśleć, że kiedyś nie będzie z nami naszych rodziców, innych ukochanych osób. Śmierci z ekranu telewizora nie boimy się, jest czymś naturalnym. Tylko bardziej wrażliwych porusza widok nieruchomo leżącego ciała człowieka na ulicach Afganistanu bądź innego kraju, gdzie akurat trwa jakiś konflikt. Dla znajomych zmarłych kupujemy wianki, jesteśmy z nimi aż do momentu opuszczenia grobu do ziemi. Wiadomości nie musimy oglądać do końca, możemy przełączyć na inny kanał bądź w ogóle wyłączyć telewizor i w taki sposób odciąć się chociażby na chwilę od okropieństw tego świata.&lt;br /&gt;Kto, wsiadając do samochodu i zaprowadzając go myśli, że to będzie jego ostatnia podróż? Nie tak dawno temu proponowano przyjąć nową ustawę, która zabroniłaby stawiać wianki i świece przy drodze, w miejscu, gdzie ktoś tragicznie zmarł. Bo to rozprasza kierowców i powoduje kolejne wypadki. Ale czy naprawdę czyjeś serce kiedykolwiek ścisnął żal za tego człowieka, którego miejsce śmierci szybko przejechało się nucąc pod nosem melodię piosenki, płynącej z radia? Nie mamy czasu dla rodziny, przyjaciół, nawet dla samego siebie, a będziemy ubolewać nad śmiercią osoby, która zginęła w tym miejscu parę dni/miesięcy temu? Nierealne.&lt;br /&gt;Zginęła dziewczyna, kiedyś uczyła się w naszej szkole. Jeżeli artykuł na alfa.lt jest właśnie o jej wypadku, gwałtownie skręciła. Dlaczego?&lt;br /&gt;Każda osoba, której pan (bo pań to raczej nie ma) egzaminator z uśmiechem oświadcza, że zdała egzamin, zwiększa prawdopodobieństwo, że jutro na drodze ktoś zginie. Albo sama padnie ofiarą wypadku samochodowego. Co bardziej przyczynia się do zmniejszenia ludności na Litwie: śmiertelność na drogach, samobójstwa czy emigracja?&lt;br /&gt;Gdy tragicznie odchodzi osoba, z którą w jakiś sposób jestem powiązana, bardziej odczuwam fakt, że również mogę być procentem w statystyce zgonów. Tak nagle: wyszła z domu, jechała, nie dojechała. &lt;i&gt;Giltinė&lt;/i&gt; dopadła ją z powodu własnej nieostrożności lub jakiegoś nieopowiedzialnego kierowcy. Młoda była, szkoda jej. Współczujemy rodzinie.&lt;br /&gt;A była to Wielka sobota. Natępnego dnia w kościołach zaśpiewano: „Wesoły nam dziś dzień nastał!”&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/31177850-1597751052795315769?l=unfaithful-to-rats.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/feeds/1597751052795315769/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=31177850&amp;postID=1597751052795315769&amp;isPopup=true' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/1597751052795315769'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/1597751052795315769'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/2007/04/ludzie-ze-statystyk.html' title='Ludzie ze statystyk'/><author><name>Agata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13092565186378982722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='29' src='http://i95.photobucket.com/albums/l150/bow4rain/Agata.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-31177850.post-8333749241513054457</id><published>2007-04-06T21:29:00.000+03:00</published><updated>2007-04-06T21:43:35.048+03:00</updated><title type='text'>Feministycznie</title><content type='html'>Aby nie było po raz kolejny pesymistycznie, będzie feministycznie.&lt;br /&gt;Według badań jakiegoś tam uniwersytetu czy jakiejś tam instytucji (i skąd oni biorą pomysły na te swoje badania?), nasze zdolności mogą przyćmić stereotypy.&lt;br /&gt;A było tak. 3 grupy kobiet czytały 3 różne artykuły. W jednym z nich było o tym, że nasze możliwości ograniczają geny. Czyli np. jeżeli jesteś kobietą, dobrym inżynierem nigdy nie będziesz. O czym był drugi artykuł, nie pamiętam (od dawno wiadomo, że ludzie pamiętają tylko zwycięzców i looser’ów :), trzeci natomiast mówił, że wszystko zależy od indywidualnych cech jak kobiet, tak i mężczyzn.&lt;br /&gt;Później kobietki rozwiązywały zadania z matematyki :) Najgorzej wypadły te, które czytały o tym, że matematyczne zdolności kobietom nie są dane (artykuł nr. 1). Najlepiej te, którym dano artykuł nr 3.&lt;br /&gt;Widziałam kiedyś takie coś. Popycha kobieta wózek z dzieckiem, za nią idzie mała dziewczynka, lat 5-6 (okropne mam oko na wiek, szczególnie małych dzieci. Wolę mówić w wieku szkolnym lub nie. Ta do szkolnej ławki jeszcze nie pasowała), popycha wózek z lalką (a może nie z lalką, ja np. lubiłam w wózku wozić swojego królika :) No ale ja zawsze lubiłam robić to, czego ode mnie nikt nie oczekuje...)&lt;br /&gt;I tak sobie pomyślałam: czy tej dziewczynce naprawdę podoba się robić to, co robi, czy to tylko chęć bycia podobną do mamy? Chęć naśladowania tej, w której widzi autorytet?&lt;br /&gt;Przecież o tym kiedyś krzyczał (nazywajmy rzeczy po imieniu) ksiądz w kościele. „Seks! Seks! Seks! Goła kobieta reklamuje samochód, goła kobieta reklamuje czekoladę! (Niechaj mi ksiądz pokaże te reklamę...). I taki właśnie przykład ma młodzież!” Wtedy zrozumiałam, że za homoseksualizm też jest odpowiedzialna reklama...&lt;br /&gt;Więc jeżeli chłopczyka będziemy ubierać w sukienki i pleść warkocze, to po paru latach powie: „Mamo, tato, zwracajcie się do mnie nie per Wiktor, ale Wiktoria”? Ja znam lepszy przykład. Pewien chłopiec miał siostry, a te lubiły go ubierać w swoje sukienki. Na lekcjach szył, miał parę lalek. Nie, nie bawił się z nimi, nawet nie rozbierał, ale ubierał. Teraz projektuje stroje dla ważnych dam. Miał i chyba nadal ma dziewczynę.&lt;br /&gt; Nie jestem zwolennikiem wypadków, kiedy nawet w okularach nie mogę zrozumieć, czy istota za ladą w sklepie to mężczyzna czy kobieta. Jak dobrze, że w języku litewskich można zwracać się per „wy” :) Ale też denerwują mnie takie stwierdzenia, jak „dziewczyna i tak się zachowuje”. A już szczytem wszystkiego jest „i kto taką za mąż weźmie” :)&lt;br /&gt; Nie popieram skrajnego feminizmu, gdy w głowach kobiet kręci się plan „jak by tu zrobić, żeby to mężczyźni rodzili dzieci”, staram się nie znaleźć w pobliżu, gdy E. i J. dyskutują z W., kto rządzi tym światem. Cieszy mnie jednak fakt, że prawo głosu na wyborach kobiety w naszym kraju otrzymały wcześniej, niż w USA i rozumiem, że gdyby nie kilka odważniejszych „strażniczek ogniska domowego”, nie zastanawiałabym się teraz, gdzie by tu studiować, ale kto zechce się ze mną ożenić. I mimo tego, że wybór kierunku studiów to prawdziwy ból głowy, cieszę się, że ten wybór mam. Bo mieć wybór to ja naprawdę kocham :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;P.S.: a świnią może być jak i kobieta, tak i mężczyzna... ale co zrobić, jeżeli na dany moment znam więcej świń rodzaju męskiego?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/31177850-8333749241513054457?l=unfaithful-to-rats.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/feeds/8333749241513054457/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=31177850&amp;postID=8333749241513054457&amp;isPopup=true' title='1 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/8333749241513054457'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/8333749241513054457'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/2007/04/feministycznie.html' title='Feministycznie'/><author><name>Agata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13092565186378982722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='29' src='http://i95.photobucket.com/albums/l150/bow4rain/Agata.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-31177850.post-3347240922815861312</id><published>2007-04-03T22:01:00.001+03:00</published><updated>2007-04-03T22:24:51.378+03:00</updated><title type='text'>Przed powrotem na Ziemię</title><content type='html'>‘Tutaj w szpitalu ludzie pozostają ludźmi, wszystko jedno wszyscy są dobrzy, mimo wszystko... Gdy nie ma choroby, wszyscy są z różnymi swoimi ambicjami i kompleksami, a tutaj, gdy jest ciężko, wydaje się, że wszyscy są tacy dobrzy.. stają się tacy... ludzcy.’&lt;br /&gt;Może właśnie po to są na ziemi choroby, śmierć, abyśmy my, żywi i zdrowi, chociaż na chwilę przestali narzekać. W ciszy nocnej muzyka brzmi o wiele lepiej, każdy ton przenika wgłąb ciebie. Chyba tylko choroba pozwala zrozumieć granicę własnej wytrzymałości, obdziera ludzi z masek, które ubierają na codzień.&lt;br /&gt;Mówią: nie wytrzymałbym/łabym. A tak naprawdę człowiek może o wiele więcej, niż się wydaje...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;‘Mam koleżankę, Karolinę. Mama widziała ją z włosami, mówi, że wygląda jak laleczka. Nie widziałem jej z włosami...’&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Prieš parskrendant į Žemę (Before flying back to the Earth)&lt;/i&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/31177850-3347240922815861312?l=unfaithful-to-rats.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/feeds/3347240922815861312/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=31177850&amp;postID=3347240922815861312&amp;isPopup=true' title='1 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/3347240922815861312'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/3347240922815861312'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/2007/04/przed-powrotem-na-ziemi.html' title='Przed powrotem na Ziemię'/><author><name>Agata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13092565186378982722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='29' src='http://i95.photobucket.com/albums/l150/bow4rain/Agata.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-31177850.post-4974845571809168766</id><published>2007-03-27T21:40:00.000+03:00</published><updated>2007-03-27T21:41:08.899+03:00</updated><title type='text'>Indigo i gwiazdy</title><content type='html'>Są takie dzieci, których nazywają indigo. Mówią, że posiadają one aurę innego koloru niż wszyscy – ciemnego błękitu. Pierwszy raz o nich wspomniano w 1985 r.&lt;br /&gt;Indigo to dzieci, które denerwują dorosłych swą bezczelnością. Obce jest im dziecięce poczucie niższości wobec starszych, dorośli nie są ich autorytetem. To szczególnie irytuje konserwatywnych rodziców, którzy na pytanie ‘dlaczego?’ odpowiadają ‘bo ja tak mówię!’. Indigo z lekkim uśmiechem i niesamowitym spokojem parę razy może dalej zadawać to samo ‘dlaczego?’, jego silnego ducha nie załamie nawet przez rodziców wymierzona kara za takie bezczelne zachowanie, czyli pasem po tyłku. Te dzieci są przekonane, że wiedzą moga prześcignąć niejednego nauczyciela.&lt;br /&gt;Nauczyciele też nie mają z nimi łatwo. Szczególnie tacy, którzy boją się porażki, przyznać się do błędu, do swej niewiedzy. Czy znacie takiego nauczyciela, który lubi, gdy uczeń na jego lekcji twierdzi, że zna się na jego przedmiocie lepiej?&lt;br /&gt;Te dzieci ponoć nawet odporność mają zakodowaną gdzie indziej. To ma im pomóc przystosować się w każdej sytuacji, łatwo zmieniać miejsce zamieszkania.&lt;br /&gt;Indigo – dzieci przyszłości. Mądre, bezczelnie odważne, przekonane o swej racji. Przecież właśnie takimi mają być ludzie sukcesu nawet według teraźniejszych standartów. I nic nie prognozuje zmiany.&lt;br /&gt;A może, jak to zasugerował ktoś na forum – dzieci z problemami emocjonalnymi?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak z innej beczki:&lt;br /&gt;Britney nagra piosenkę z Justinem – stara miłość próbuje wydować padła gwiazdę z bagna. Parę lat temu, gdy chyba trwał jeszcze Onyx Hotel Tour, jakiś facet podał prognozę przebiegu kariery Britney. Pamiętam, że było tam dużo dzieci, rozwód z Kevinem, parę upadków, wzlotów i optymistyczny koniec z Justinem – gromadka dzieci (tych z Kevinem, tych z Cameron i tych wspólnych) i z prochów odrodzona kariera. Za parę lat przeczytam to od nowa – kto wie, może facet nie mylił się?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/31177850-4974845571809168766?l=unfaithful-to-rats.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/feeds/4974845571809168766/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=31177850&amp;postID=4974845571809168766&amp;isPopup=true' title='2 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/4974845571809168766'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/4974845571809168766'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/2007/03/indigo-i-gwiazdy.html' title='Indigo i gwiazdy'/><author><name>Agata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13092565186378982722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='29' src='http://i95.photobucket.com/albums/l150/bow4rain/Agata.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-31177850.post-5868267012073929395</id><published>2007-03-21T23:39:00.000+02:00</published><updated>2007-03-24T18:55:22.004+02:00</updated><title type='text'>Jennifer Hudson vs. R. Kelly</title><content type='html'>W Tokyo zakwitły Sakury, drzewa, które tak i nie zapuściły korzeni w ziemię litewską nad rzeką Neris.&lt;br /&gt;W Europie nieoczekiwanie spadł śnieg, a ludzie, którzy już od jakiegoś czasu żyli wiosną, klnęli na wszystko możliwe, gdy na śliskich ulicach samochody wykonywały przeróżne wariacje. Jak myślicie, co częściej pada z ust kierowców przed wypadkiem: przekleństwo czy ‘o Boże’?&lt;br /&gt;W Rosji po wybuchu w kopalni zginęło więcej niż 100 osób. Los niektórych wciąż jeszcze nie jest znany. Jak myślicie, co lepiej: wraz z innymi zapalać w cerkwi cienką woskową świeczkę za dusze zmarłych, czy samotnie czynić ten sam gest, tylko w innej intencji – za to, że po dwóch dobach pod ziemią ktoś jeszcze żyje i czeka, aż go uratują.&lt;br /&gt;Kiedyś człowiek żył szczęśliwie w swej niewiedzy. Nawet dwadzieścia lat temu ludzie szli na paradę, nie wiedząc, że lepiej pozostać w domu, bo dookoła pełno radioaktywnego pyłu.&lt;br /&gt;Teraz zewsząd przytłaczają nas wiadomości o tym, co się dzieje na całym świecie. Chciałabym, żeby to były tylko informacje o karnawałach w Ameryce Południowej i wystawach w Europie. Od czasu do czasu mógłby umrzeć ktoś sławny, kto miał niesamowite życie i doczekał sędziwej starości. Ale nie: dowiaduję się, że samoloty padają niby ludzie w okresie dżumy. Palą się domy, z których wyskakują ludzie. Mimochodem wspomina się o kolejnym morderstwie, napadzie, gwałcie. Tak na zakończenie wiadomości, kiedy to widzowie usiadają wygodniej na sofach, bo wiedzą, że nic nowego już nie usłyszą.&lt;br /&gt;Chciałabym móc uciec od tego świata gdzieś daleko. Włożyć w uszy słuchawki i czuć, że ktoś mnie wiezie tam, gdzie będzie lepiej, słońca nie trzeba będzie malować w wyobraźni na szarej (jak sweter z reklamy proszku Ariel) masie nade mną, która nie przypomina tych lekkich chmurek z kolorowych książek dla dzieci, z których pomocą rodzice uczą swe pociechy słów.&lt;br /&gt;‘The world’s greatest’ mieszam z ‘One last night’, bo nie wiem, czy chcę się smucić, czy cieszyć. Kto z szerokim amerykańskim uśmiechem zapewni mnie, że ‘it’s gonna be alright?’.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/31177850-5868267012073929395?l=unfaithful-to-rats.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/feeds/5868267012073929395/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=31177850&amp;postID=5868267012073929395&amp;isPopup=true' title='2 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/5868267012073929395'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/5868267012073929395'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/2007/03/jennifer-hudson-vs-r-kelly.html' title='Jennifer Hudson vs. R. Kelly'/><author><name>Agata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13092565186378982722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='29' src='http://i95.photobucket.com/albums/l150/bow4rain/Agata.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-31177850.post-5355679829469819274</id><published>2007-03-14T23:15:00.001+02:00</published><updated>2007-03-14T23:15:54.308+02:00</updated><title type='text'>Blogi</title><content type='html'>Wieczny problem zwolenników blogów – gdy wydaje się, że przeczytałeś wszystkie ciekawe od deski do deski i teraz wystarczy tylko od czasu do czasu sprawdzać aktualności, znajdujesz jakiś nowy, super ciekawy, z którego autorem chcesz wymienić się spostrzeżeniami na poruszone tematy. I znowu z tego powodu cierpią oczka, które z przyjemnością odpoczęłyby, koncentrując się na kojącej zieleni czy pływających rybkach (których nie mam – jeżeli patrzysz na poruszające się ryby na ekranie monitora, czy to też zalicza się jako relaks dla oczu?), mózg, od którego odbieram godziny snu i inne części ciała.&lt;br /&gt;Dlaczego czytając podręcznik z historii czy rozwiązując zadania z matemtyki nie odczuwam takiej samej przyjemności, jak sprawdzając, co nowego mają do powiedzenia ludzie, z którymi nigdy nie rozmawiałam na żywo?&lt;br /&gt;Odbyła się u nas konferecja blogowiczów. Ich grono rośnie, domagają się praw. Nie chcą pozwolić, żeby państwowa komisja językowa zabroniła słowo ‘blog’, a wprowadziła ‘pamiętnik internetowy’, jeden aktywista czeka na odpowiedź z sejmu, czy pozwolą mu brać udział w posiedzeniach (co kilka lat temu udało się jednemu blogger’owi z USA).&lt;br /&gt;Co mnie zdziwiło, to fakt, że nawet u osób, którzy cieszą się szacunkiem wśród blogowej rodziny, których adres figuruje nawet na popularnych stronach internetowych, mają tak mało komentarzy. Niewiele więcej niż u mnie, czasami nawet zero. Więc nie jest ze mną tak źle :)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/31177850-5355679829469819274?l=unfaithful-to-rats.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/feeds/5355679829469819274/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=31177850&amp;postID=5355679829469819274&amp;isPopup=true' title='1 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/5355679829469819274'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/5355679829469819274'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/2007/03/blogi.html' title='Blogi'/><author><name>Agata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13092565186378982722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='29' src='http://i95.photobucket.com/albums/l150/bow4rain/Agata.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-31177850.post-6296172000129780497</id><published>2007-03-13T21:13:00.000+02:00</published><updated>2007-03-13T21:16:48.747+02:00</updated><title type='text'>American rhapsody</title><content type='html'>W LA odbędzie się kara śmierci dla człowieka, który okradał i zabijał bogatych rosyjskich emigrantów. Nie powiem, że nie zasłużył, nawet nie będę filozofować, czy kara śmierci to źle czy nie.&lt;br /&gt;Ale wzrasta we mnie jakaś niechęć do Ameryki, do jej poczucia człowieczeństwa, wyznawanych zasad i wartości. Przecież taki werdykt przyjęła ława przysięgłych. Ludzie zwyczajni, przypadkowo wybrani przez komputer, bo nie byli sądzeni, nie mieli innych grzechów, które by ich automatycznie skreśliły z listy potencjalnych przysięgłych. Rozumiem, że to morderca, osoba, niegodna nazywać się człowiekiem, ale nigdy nie skazałabym nikogo na śmierć. Jeżeli on nie był człowiekiem, dlaczego i ja muszę nim nie być?&lt;br /&gt;7 letnia dziewczynka waży 222 kg. Mówi mamie, że chce jeść, więc ta przynosi jej hamburgery i 5 l gazowanych słodkich napojów. Co z tego, że dziecko nie chodzi, a nawet nie stoi – niech je dalej.&lt;br /&gt;To właśnie ten American dream, w poszukiwaniu którego wyruszyło tylu ludzi. To w niego wierzyli ci, którzy na pokładzie jakiegoś statku uśmiechają się do mnie ze starego zdjęcia w podręczniku z historii.&lt;br /&gt;Dlatego wybieram Europę, która mimo tego, że pozwala puszczać w radiu piosenki ze słowem ‘fuck’ i ‘shit’ w różnej odmianie, to i tak zdegradowała w o wiele mniejszym stopniu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;P.S.: człowiek, skazany na śmierć, pochodzi z Wilna.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/31177850-6296172000129780497?l=unfaithful-to-rats.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/feeds/6296172000129780497/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=31177850&amp;postID=6296172000129780497&amp;isPopup=true' title='1 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/6296172000129780497'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/6296172000129780497'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/2007/03/american-rhapsody.html' title='American rhapsody'/><author><name>Agata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13092565186378982722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='29' src='http://i95.photobucket.com/albums/l150/bow4rain/Agata.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-31177850.post-8420249199481425595</id><published>2007-03-12T21:16:00.000+02:00</published><updated>2007-03-12T21:20:39.926+02:00</updated><title type='text'>Pesymistyczny pesymizm pesymistki tymczasowej</title><content type='html'>Jak żyć, kochani, jak żyć, jeżeli film, obejrzany w wolny od pracy poniedziałek, nie pomaga rozluźnić się, ale jeszcze bardziej napina mięśnie ciała i ukazuje świat w ciemnych kolorach?&lt;br /&gt;Jak wierzyć w piękno życia, gdy nie widzisz jego przez zamazane szyby autobusu? A może tak lepiej, bo rzadziej oglądasz brązowo-zieloną trawę, niezebrane z niej papierki i resztę wszelkiego dobra, które każdy rzucał na prawo i na lewo, bo tonęły w śniegu i nikt tego nie widział. A teraz śniegu nie ma i od razu widać, kto gdzie nasr***.&lt;br /&gt;Wiosna uparcie wciska się w nozdrza, pobudza różne receptory. Wystawiam w uśmiechu twarz do słońca mimo możliwych krzywych spojrzeń ludzi, którym brak witaminy D obniżył poczucie humoru. A gdy słońca nie ma, wciąguję w siebie zapach mokrej ziemi, która przywołuje różne miłe wspomnienia.&lt;br /&gt;Jednak jednocześnie zdaję sobie sprawę, że ta upragniona wiosna tego roku nie jest już dla mnie, a przynajmniej już nie będzie tym, co zawsze. Będzie to koniec wiecznego dla mnie cyklu jesień-zima-wiosna-wakacje. Wsio. A ja juz nawet nie pamiętam, że może być inaczej...&lt;br /&gt;Nie tęsknię za wakacjami tak, jak zawsze, oddalam od siebie myśl, że już za parę miesięcy będzie oblane obowiązkowymi łzami zakończenie roku, egzaminy, podania na-to-co-dalej, bal maturalny, coś tam jeszcze przy okazji.&lt;br /&gt;A przecież już od jakiegoś czasu czuję, że jestem jak najbardziej przygotowana do nowego etapu, co więcej – potrzebuję wyrwać się z tego obłędnego koła, wlać się w nowe otoczenie i dalej ze wzlotami i upadkami toczyć marny byt ziemski...&lt;br /&gt;Czasami ludzie czują, że muszą coś zmienić. Nie chcą spalić wszystkie mosty, ale np. zmienić pracę. Często spotykają się z opinią, że są wariatami – mają jak u Pana Boga za piecem, a narzekają. Ja nie mam wyboru – piec będzie czynny tylko do maja. A potem będzie coś. Gdzieś wstąpię, będę coś studiować. Ale co? Wszyscy chcą to wiedzieć: ksiądz na spowiedzi, R. i N. na urodzinach, reszta bliżej niezidentifikowanego towarzystwa. Ja też, bardzo bardzo.&lt;br /&gt;Niech no będzie słońce, bo z takim smutkiem za oknem długo nie wytrzymam.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/31177850-8420249199481425595?l=unfaithful-to-rats.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/feeds/8420249199481425595/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=31177850&amp;postID=8420249199481425595&amp;isPopup=true' title='2 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/8420249199481425595'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/8420249199481425595'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/2007/03/pesymistyczny-pesymizm-pesymistki.html' title='Pesymistyczny pesymizm pesymistki tymczasowej'/><author><name>Agata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13092565186378982722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='29' src='http://i95.photobucket.com/albums/l150/bow4rain/Agata.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-31177850.post-7062158301190837580</id><published>2007-03-11T22:24:00.000+02:00</published><updated>2007-03-11T22:43:34.617+02:00</updated><title type='text'>Sny i inne przygody</title><content type='html'>Wiadomo – sen pozwala odpocząć, zregenerować siły, rozluźnić mięśnie. Powiadają, że właśnie podczas snu mózg sortuje informację na ‘niezbędną’, ‘potrzebną na jakiś okres czasu’, i, za przeproszeniem, tę ‘do dupy’, czyli niepotrzebną (szkoda, że często na kontrolną tak potrzebną informację wkłada się akurat do tej trzeciej ‘szuflady’, ale cóż, mózg chyba wie lepiej – jak na razie szczęśliwie żyję bez wiedzy, kto jest utleniaczem, a kto reduktorem, ale kiedyś z tym na chemii była tragedia). Podczas snu jasnowidze często widzą przyszłość, a nawet ‘zwyczajny śmiertelnik’ może dowiedzieć się, co go czeka (pamiętajcie, dzieci, że jeżeli we śnie dłubiecie się w nosie, to może oznaczać coś zupełnie innego, gdyż nos we śnie pełni funkcję narządów płciowych).&lt;br /&gt;Mówią, że snu nie pamiętają ci, którzy szybko wyskakują z łóżka, nie leniuchują trochę po przebudzeniu. Cieszę się z tego, bo gdybym pamiętała cały ten bezsens, co mi się śni... Nie, dziękuję :)&lt;br /&gt;Czasami sen męczy. Tak właśnie, jak dzisiaj zmęczył mnie. W głowie zamęt, szyja boli, reszta ciała też do niczego. Co takiego śniłam, że się tak zmęczyłam?&lt;br /&gt;Dzisiejszej nocy nie spali i mieszkańcy jednego domu w Žirmūnai. Dwoje ludzi, którym ogień zamknął wyjście z mieszkania, wyskoczyli przez okno. Z szóstego piętra. Mieli szaloną nadzieję, że przeżyją, czy raczej bali się śmierci w mękach, więc wybrali samobójstwo nie z wyboru?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dlaczego nie śledziłam, kto pierwszy podał myśl, że żaden dzień wolny od pracy zmarnować się może, jak np Wielkanoc, która zawsze przypada w niedzielę? Kto więc jest teraz moim ulubionym politykiem, a? Komu mam być wdzięczna za jutrzejszy dzień, kiedy to nie będę musiała przeklinać, próbując wstać z łóżka i o nieprzyzwoicie wczesnej porze stać na przystanku?&lt;br /&gt;Niech sobie ekonomiści konstatują, że ta ustawa przynosi dla państwa milionowe straty. Niech sobie pracoholicy krzyczą, że w taki sposób zostało pogwałcone ich prawo do pracy. Ja jestem wdzięczna za tę chwilę odpoczynku, za to, że niedziela dzisiaj nie jest taka nieprzyjemna jak zawsze (wiem, ‘Pamiętaj, abyś dzień święty święcił’, ale przecież dla każdego pracującego i uczącego się to właśnie sobota jest dniem świętym, nie niedziela. Nawet śp. G.Beresnevičius twierdził, że niedzieli nie lubi. Więc mówię ‘trudno’ i grzeszę dalej.)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Godzina 20. ileś tam. Przystanek. Facet w wieku +-50, typu ‘dżentelmem – alkoholik’&lt;br /&gt;- Przepraszam... A 62 autobus tutaj jedzie?&lt;br /&gt;- Niedziela, późno, raczej nie.&lt;br /&gt;- Źle... źle... Rozumie panienka, ja patrzę, ładna panienka, myślę, że panienka zgodzi się...&lt;br /&gt;(facet przekracza granicę przyzwoitej neutralności. Według anegdotu o blondynkach powienien ode mnie dostać w twarz)&lt;br /&gt;- ...zgodzi się udzielić informacji. To na pewno nie jedzie?&lt;br /&gt;- Chyba nie, nie wiem dokładnie, ale już zbyt późno. (Ile razy można uprzejmnie tłumaczyć, że nie?)&lt;br /&gt;- Źle... A ja muszę na stację...&lt;br /&gt;- To niech pan jedzie 53.&lt;br /&gt;- Tak?! O, to dobrze. Ale ja jeszcze, panienka, zajdę do sklepu. To na tym przystanku (pokazuje palcem)&lt;br /&gt;- Tak.&lt;br /&gt;- Oj, dziękuję, bla bla bla...&lt;br /&gt;Toż to ludzie mają problemy :)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/31177850-7062158301190837580?l=unfaithful-to-rats.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/feeds/7062158301190837580/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=31177850&amp;postID=7062158301190837580&amp;isPopup=true' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/7062158301190837580'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/7062158301190837580'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/2007/03/sny-i-inne-przygody.html' title='Sny i inne przygody'/><author><name>Agata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13092565186378982722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='29' src='http://i95.photobucket.com/albums/l150/bow4rain/Agata.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-31177850.post-65336155626526806</id><published>2007-03-04T20:21:00.000+02:00</published><updated>2007-03-05T00:17:33.243+02:00</updated><title type='text'>Poddaję się...</title><content type='html'>Była jedna prośba. Wtedy do końca tego nie zrozumiałam, a gdy mi wyjaśnili, o co chodzi, postanowiłam tego dokonać przed końcem ubiegłego roku. Nie zdążyłam zrobić nie tylko tego, ale i dużo innych rzeczy, z których chciałam ‘oczyścić się’ przed wkroczeniem w nowy 2007 rok. Ale skoro magiczna noc 31 grudnia wyglądała jak każdy inni dzień późnej jesieni, nie odczuwałam wielkiej chęci dokonania przednoworocznych obietnic.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale oto powstała nowa prośba. No, takiego wymagającego tłumu ludzi zignorować już nie mogę, a nuż się naród zbuntuje.&lt;br /&gt;Teraz wszyscy sobie siedzą wygodnie i szykują się, aż się skompromituję. Więc proszę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1. Mam fobię schodzenia z góry, szczególnie po deszczu lub gdy ziemia jest pokryta śniegiem. Boję się, że upadnę i będzie po mnie. Może na to miał wpływ incydent z dzieciństwa (którego nie pamiętam, ale o którym mi opowiadano), kiedy to mój wózek przewrócił się do tyłu. Albo ten niefortunny upadek, kiedy od bólu zemdlałam i widziałam przed oczami kolorowe koła. Na górę wchodzę za parę sekund.&lt;br /&gt;2. Była lekcja. W początkówce. Nauczycielka była wściekła na całą klasę (nie pierwszy i nie ostatni raz, zawsze mówili nam, że jesteśmy bandą niewychowanych dzieci) i zapytała (oczywiście retorycznie): ‘Czy ja mam wyjść?’. Wiedziałam, że przecież nie wyjdzie, ale takim sposobem chce nas uciszyć, wymusić posłuszeństwo i szacunek do własnej osoby. Mruknęłam pod nosem ‘no i dobrze’. Widocznie trochę za głośno, bo wychowawczyni zawróciła się i naprawdę wyszła. Oczywiście, znalazły się dziewczyny, które pobiegły panią uspokajać, przepraszać i zapewniać, że takie coś już więcej nie powtórzy się. Do tej pory podziwiam idiotyzm tej sytuacji – bohaterkami dnia okazały się te, które bardziej przyłożyły się do tego, że wychowawczyni była wściekła, niż ja. A mnie potępiła większa część klasy, najwięcej dziewczyny. Przez cały dzień byłam jak trędowata. Ze łzami w oczach musiałam przeprosić nauczycielkę. Czułam się jak na spowiedzi – mówisz tylko winy, nie masz prawa siebie usprawiedliwiać.&lt;br /&gt;3. Lubię zwierzęta, jednak muszę się do nich przyzwyczaić. Tak było od zawsze i ze wszystkimi, nawet z moim królikiem. Najpierw bałam się go wziąć na ręce, później to już raczej on bał się mnie... Ale żyliśmy w zgodzie :) Jednak nie o tym mowa. Mowa o papużce sąsiadów. Gdy miałam mniej niż 5 lat, mieszkaliśmy w innym miejscu i mieliśmy dobrych sąsiadów, na tyle dobrych, że do tej pory dzwonią, aby złożyć życzenia lub przychodzą z kasetą wideo ślubu córki. Kiedyś mieli papużki. Jedna postanowiła bezczelnie przekroczyć granicę mojej prywatności, a przecież nie znałyśmy się zbyt dobrze. No i dostała - książką po łbie. Nie wiem, czy przeżyła.&lt;br /&gt;4. Gdy większa część kobiecej audytorii zebranej przed telewizorem wzdycha nad jakimś przystojnym aktorem, nie podzielam ich fascynacji. Prawie zawsze podoba mi się ktoś, kto nie jest w tym filmie po to, żeby podobał się. A potem wstydzę się do tego przyznać, bo to tak jakby i nie wypada :)&lt;br /&gt;5. Lubię wąchać książki, najbardziej te nowe. Czasami nawet bardziej niż czytać. Bo np. taki kodeks praw człowieka pachnie o wiele lepiej niż się go czyta. Gdy inni nowy egzemplarz wynoszą na balkon, aby ‘przewietrzył się’, ja go łożę gdzieś w pobliżu, żeby swym aromatem skusił mnie zabrać go z sobą wieczorem do łóżka. W celu przeczytania, oczywiście :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Who’s next?&lt;br /&gt;Są ludzie, ktorych blogi czytam, ale którzy o moim istnieniu raczej się nie domyślają, więc ci odpadają.&lt;br /&gt;Są ludzie, których blogi czytam, którzy czytają mój, ale już to robili, więc też odpadają.&lt;br /&gt;Są ludzie, którzy czytają mój blog, ale własnych nie posiadają, więc odpadają.&lt;br /&gt;Kto nam pozostaje? Julia :)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/31177850-65336155626526806?l=unfaithful-to-rats.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/feeds/65336155626526806/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=31177850&amp;postID=65336155626526806&amp;isPopup=true' title='2 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/65336155626526806'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/65336155626526806'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/2007/03/poddaj-si.html' title='Poddaję się...'/><author><name>Agata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13092565186378982722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='29' src='http://i95.photobucket.com/albums/l150/bow4rain/Agata.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-31177850.post-7217397038300757663</id><published>2007-03-03T22:33:00.000+02:00</published><updated>2007-03-03T23:04:47.860+02:00</updated><title type='text'>Wielka analiza 'S@motności w sieci' i przy okazji całego mojego życia</title><content type='html'>Poniższy tekst został napisane w okresie bezkomputerowym, poprawki wniosłam dzisiaj.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pisanie bloga uzależnia jak i sam internet. Po jakimś czasie obserwując ludzi, czytając coś interesującego, zaczynam myśleć, jak to opiszę na białej kartce Word’a, a później włożę na blogger.com. Teraz nie mam komputera, a energia mnie rozpiera i wydaję się krzyczeć: ‘Chcę pisać!’ Papier i ołówek chyba jeszcze nigdy człowieka nie zawiedli, w przeciwieństwie od tej wstrętnej, ale jakże ubóstwianej maszyny, która w dzisiejszych czasach jest ‘n w jednym’.&lt;br /&gt;(skomplikowane technologie nie zawsze służą człowieczeństwu – wiecie chyba tę historyjkę, za której autentyczność ręczyć nie mogę. Polecieli Amerykanie i Rosjanie w kosmos, a tam długopis nie pisze. Co robić? Amerynie wydali miliony i stworzyli długopis piszący w kosmosie. A Rosjanie co? Po prostu wzięli ołówek :)&lt;br /&gt;Będąc computer &amp;amp; internetless, pustkę postanowiłam zapełnić nowo nabytą ‘S@motnością w sieci’. Bałam się, że po tylu pozytywnych recenzjach i opiniach różnych nie odnajdę w niej zupełnie niczego fascynującego. Tak jak to np. było z ‘Pasją Chrystusa’. Czułam, że powinnam zapłakać, zamknąć oczy z przerażenia, bo przecież ktoś na tym filmie umarł, ktoś zemdlał, ktoś przed seansem wypił &lt;i&gt;walerianki&lt;/i&gt;, ale nie mogłam. Tak już ze mną jest. Nienawidzę czuć presji, od dawna zauważyłam, że lubię robić to, czego ode mnie nie oczekują.&lt;br /&gt;To takie cholernie przyjemne uczucie – gdy kogoś zadziwiasz. Gdy nikt ciebie nie bierze nawet pod uwagę, jesteś gdzieś na marginesie potencjalnych zwycięzców, a ty bierzesz i wygrywasz.&lt;br /&gt;Robię to od początku moich dni, bo biegam wszędzie z muzyką w uszach, na przekór tym, którzy po moim urodzeniu oświadczyli, że jestem głucha i chodzić nigdy nie będę.&lt;br /&gt;‘S@motność w sieci’ jest niewąpliwie hołdem złożonym dla wiedzy. Podziwiam autora, który z taką precyzją, pewnością opisuje miejsca w różnych stronach świata. Czy on także był tam, gdzie Jakub, latał Deltą i TWA, szukał w samolocie gniazdka do podłączenia laptopu do internetu?&lt;br /&gt;Chciałabym być osobą obeznaną z nowymi technologiami wtedy, kiedy rodził się internet, albo przynajmniej gdy robił pierwsze kroki, kiedy pojawił się ICQ i nie było jeszcze tylu użytkowników, którzy mogliby mnie zapytać ‘Hi do you to see me dick? It are big’.&lt;br /&gt;Jednak mimo ogromnej mądrości z książki emanuje pesymizm, tytułowa samotność. I nie tylko w sieci. Czy można przynajmniej na chwilę nie zwątpić w sens życia, gdy czytasz, jak zbyt wcześnie odchodzą zbyt wspaniali i zbyt mądrzy ludzie? ‘Leaders are always lonely’ – i tutaj sprawdza się mądrość z ‘Lost’.&lt;br /&gt;Na zakończenie podstawówki wychowawczyni każdemu dała samodzielnie wykonane świadectwo. I każdemu wyznaczyła jakąś rolę. Nienawidziłam swojego, o wiele bardziej chciałam być ‘myszą biblioteczną’ jak koleżanka, niż ‘klasowym liderem’, co było wykaligrafowane na mojej kartce. To było jak bycie nikim. Zawsze sądziłam, że nauczycielka po prostu nie mogła niczego lepszego wymyślić i &lt;i&gt;machnęła&lt;/i&gt; pierwszy lepszy epitet.&lt;br /&gt;Rozumiem tych, którzy przy czytaniu tej książki zmoczyli obydwa rękawy swetra. Rozumiem także tych, którym łza w oku zakręciła się tylko w niektórych momentach lub w ogóle. Dla mnie to był fragment z matką i wieczorną modlitwą.&lt;br /&gt;Może gdy coś jest zbyt smutne, na łzy po prostu nie wystarcza już sił?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co ten Wiśniewski sobie myśli? Że stworzy takiego Jakuba i kobiety będą mogły spać spokojnie? Opisuje faceta o własnych inicjałach (czy tylko dla mnie to tak rzuca się w oczy?), mężczyznę idealnego, mądrego do granic możliwości, dobrego, z masą innych zalet i myśli, że tak łatwo można później patrzeć na tych wszystkich mądrych, sympatycznych i zabawnych, jednak wciąż niedorastających Jakubowi do pięt i nie porównywać ich z nim? A przecież i tak liczba małżeństw maleje z powodu zbyt wielkich wymagać ludzi wobec siebie.&lt;br /&gt;Książka tak bardzo dojrzała, powiedziałabym, dorosła, że aż zastanawiam się, czy trzeba się z niej spowiadać, a przecież swój obowiązek katolicki w Wielkanoc zamierzam spełnić. Chyba jednak fragment z modlitewnika o ‘nieodpowiedniej lekturze, która zakłóca delikatny umysł dziecięcy’, czy jakoś tam podobie, głęboko zakorzenił się w mojej poświadomości, mimo tego, że mój umysł chyba nigdy nie był na tyle delikatny, żeby np. po obejrzeniu Teletubbies, wskoczyć do kanalizacji, bo przecież te stworki też tak robią, jak to zrobiło pewne dziecko.&lt;br /&gt;Nie przedstawiam już swego życia bez internetu. Na zawsze zatarł on granice między kontynentami, pozwolił zaistnieć w sobie tym, którzy mają mało szans na wyjście z domu i normalne obcowanie. Jednak gdy zastąpi on ludziom chęć objąć ukochaną osobę, wtedy nastąpi prawdziwa samotność. Ale w sieci jej nie będzie, bo tam będą emotions. Samotność z całą swą siłą przygnębi człowieka po wyłączeniu komputera.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/31177850-7217397038300757663?l=unfaithful-to-rats.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/feeds/7217397038300757663/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=31177850&amp;postID=7217397038300757663&amp;isPopup=true' title='2 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/7217397038300757663'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/7217397038300757663'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/2007/03/wielka-analiza-smotnoci-w-sieci-i-przy.html' title='Wielka analiza &apos;S@motności w sieci&apos; i przy okazji całego mojego życia'/><author><name>Agata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13092565186378982722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='29' src='http://i95.photobucket.com/albums/l150/bow4rain/Agata.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-31177850.post-5731738820724996333</id><published>2007-02-26T19:49:00.000+02:00</published><updated>2007-02-26T20:22:43.557+02:00</updated><title type='text'>Nie tam, gdzie bym chciala byc</title><content type='html'>Wszystkie drogi prowadza do durnej Rimi. Zaszlam do istniejacego tutaj, nazwijmy go 'punktem z intrenetem', zobaczylam, ze kosztuje drozej, niz w odleglym o 5 minut spacerku innym 'punkcie z internetem', wiec dzielnie pomaszerowalam tam. Ale tego punktu juz niestety nie ma. Tak oto przedzierajac sie przez walacy w oczy snieg wrocilam do Rimi i siedze miedzy milosnikami CS i innych gier komputerowych. Zawsze podziwialam slang graczy, np: 'Mindė, mes Meksikiečiai?!' 'As tai gyvas', 'Ne, as su granata ištaškiau', 'Sisis!'.&lt;br /&gt;Nie bede uzalac sie nad tym, ze czuje na plecach wzrok tych, ktorzy nie moga znalezc stabilnego miejsca na polozenie swego tylka i nie czuje sie w pelni odizolowana od swiata, zeby otwierac wszystkie te strony, ktore otwierac lubie (poprosze bez zboczonych aluzji).&lt;br /&gt;No, ale internet jest, nawet szybszy niz u mnie, klawiatura wyjatkowo przyjemna, czarna, wiec nie widac tego brudu, ktory jest wszechobecny na tych wszystkich klawiaturach w miejscach publicznych, monitor duzy i plaski. Wiec nie jest do konca tak zle :) Ale wy, ktorzy to czytacie w zaciszu domowym, z muzyczka w tle, z kubkiem herbaty czy kawy w reku - pamietajcie, jaki skarb macie w domu  ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W sobote, kiedy to komputer po prostu przepalil sie, bylo nawet wesolo. Pisalam sms'y o swej wielkiej rozpaczy, ciagle zartowalam i usmiech nie schodzil mi z twarzy. Mialam 2 nowe ksiazki, 1 niedoczytana, naladowany telefon, mp3 player i radio. Czy potrzeba czlowiekowi do szczescia czegos wiecej?&lt;br /&gt;W niedziele tez poczulam dziwna satysfakcje. No bo przeciez bez tego burczacego pudelka mozna zyc. Mozna isc po chodniku, czerpac radosc z mrozu i slonca, sluchac muzyki. Taka prawdziwa wolnosc, prymitywna, jednak prawdziwa.&lt;br /&gt;Ale oto poniedzialek i cywilizacja daje o sobie znac. Przeciez na komputerze i w internecie sa wszystkie moje slowniki, sciagi, ktore pomagaja przygotowac sie do sprawdzianu z 'Noce i dnie', powiescie, o ktorej mam tylko troche zielonego pojecia, muzyka, ktora pomaga stworzyc odpowiednia atmosfere, ludzie, ktorych chce o cos zapytac, itd.&lt;br /&gt;Bez komputera i internetu zyc mozna. Trudno, ale mozna. O wiele gorzej zyc bez ludzi, ktorzy zaproponuja byc twoim Czlowiekiem-od-komputerow, doradza, czy Czlowiek-od-komputerow-z-gazety nie poprosil za duzo, pociesza, napisza: 'Uwierz-lomki tylko w pierwsza noc'. I od razu wierzysz, ze bedzie lepiej :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Komputer ma byc w domu spowrotem w ostatni dzien zimy.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/31177850-5731738820724996333?l=unfaithful-to-rats.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/feeds/5731738820724996333/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=31177850&amp;postID=5731738820724996333&amp;isPopup=true' title='2 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/5731738820724996333'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/5731738820724996333'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/2007/02/nie-tam-gdzie-bym-chciala-byc.html' title='Nie tam, gdzie bym chciala byc'/><author><name>Agata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13092565186378982722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='29' src='http://i95.photobucket.com/albums/l150/bow4rain/Agata.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-31177850.post-7513432865916986004</id><published>2007-02-22T01:18:00.000+02:00</published><updated>2007-02-22T01:51:38.372+02:00</updated><title type='text'>'Ja już nie mogę znieść myśli o Tobie, jak jabłoń obciążona owocami…'</title><content type='html'>Nie dla mnie uporządkowane, zaplanowane życie. A szkoda. Chciałabym powiedzieć sobie ‘od dzisiaj idę w porę spać i wstaję żwawa rano’. Jednak im więcej planuję, tym gorzej wszystko wychodzi. Tracę panowanie nad własnym ciałem i umysłem i to mnie denerwuje. Robię błędy, za które potem siebie nienawidzę. Cicho klnę nad aparatem ksero, kiedy kopiuję egzamin z angielskiego, za brak posiadania którego ledwo nie zapłaciłam oceną niedostateczną.&lt;br /&gt;Jednocześnie zmysły zaostrzają się i wszystko przeżywam bardziej intensywnie. Czerpię radość z przerw, bo na lekcjach ledwo mogę wytrzymać, odliczam minuty lub zajmuję się zupełnie niezwiązanym z tym, co w tej chwili pada z ust nauczyciela (metaforycznie, oczywiście, żadnych aluzji do pana Lachowicza).&lt;br /&gt;Zatopiona w lekturze, za pomocą player’a całkowicie odgrodzona od społeczności autobusu lub trolejbusu, w którym akurat jadę, nagle czuję zapach perfum i koniecznie muszę rozejrzeć się dookoła i znaleźć osobę, która pobudziła moje receptory. Zniewalający jest zapach dobrych męskich perfum: mocny, witalny.&lt;br /&gt;Patrzę na uśmiechnięte twarze i często zatrzymuję na nich wzrok dłużej, niż pozwalają na to normy przyzwoitego zachowania. Zawsze wydaje mi się, że mniej idealne twarze uśmiechają się o wiele bardziej szczerze niż te, których właściciele doskonale zdają sobie sprawę, że swym wyglądem potrafią wzbudzić zachwyt.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Patrzę na zdjęcia Jurgi Ivanauskaitė przed i w czasie choroby i nie mogę oprzeć się wrażeniu, że właśnie u kresu życia wyglądała lepiej. Może i z podkrążonymi oczami, ale zawsze uśmiechnięta i taka niezmiernie pogodna. Zazdroszczę jej optymizmu, odnalezionej wiary, spokoju, w jakim wytrwała do końca. Twierdziła to, co było myślą przewodnią ‘Wielkiej podróży krasnoludków’, książki, którą wujek z ciocią podarowali mi na szóste urodziny. Szukając Boga w odległym Tybecie, odnalazła go tutaj, gdzie się urodziła i spędziła większość swego życia. Paradoks? Być może. Zresztą jak większość wszystkiego, co się dzieje w naszym Życiu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ja już nie mogę znieść myśli o Tobie, jak jabłoń obciążona owocami…&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/31177850-7513432865916986004?l=unfaithful-to-rats.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/feeds/7513432865916986004/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=31177850&amp;postID=7513432865916986004&amp;isPopup=true' title='7 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/7513432865916986004'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/7513432865916986004'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/2007/02/ja-ju-nie-mog-znie-myli-o-tobie-jak.html' title='&apos;Ja już nie mogę znieść myśli o Tobie, jak jabłoń obciążona owocami…&apos;'/><author><name>Agata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13092565186378982722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='29' src='http://i95.photobucket.com/albums/l150/bow4rain/Agata.jpg'/></author><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-31177850.post-4545917667833836753</id><published>2007-02-16T23:11:00.000+02:00</published><updated>2007-02-16T23:25:59.565+02:00</updated><title type='text'>W Dniu Niepodległości</title><content type='html'>Dzisiaj, w dniu wielkiej apatii, padła propozycja zapić do stanu potępianego przez społeczeństwo. Związać włosy w koński ogon, na głowę założyć opaskę, przytrzymującą nieposłuszne kosmyki (bo przecież przyjaciółka, która według reguł niepisanych powinna te włosy trzymać, nie będzie w stanie wykonać swych obowiązków) i w drogę!&lt;br /&gt;Bo co jeszcze robić, ja was pytam, kiedy jest tak zimno, że nie chcesz wychodzić z ciepłej kawiarni i spacerować po starym mieście, gdzie na ulicach ustawione ogniska tylko pozornie ogrzewają przechodniów, a podawana gorąca herbata wcale nie zachęca przystanąć i oglądać koncert na placu katedralnym?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Grając w siatkówkę, kiedy nie wychodzi mi podanie bądź &lt;em&gt;pas&lt;/em&gt;, szanowny spec Wiktor czy któryś inny z szajki drużyny szkolnej uprzejmie raczy poinformować, że trzeba zrobić całkowicie nie tak, jak zrobiłam to ja. Co z tego, jeżeli doskonale wiem, jak robić trzeba, ale w praktyce to mi po prostu nie wychodzi?&lt;br /&gt;Tym razem nie będzie o siatkówce i elicie wuefowej.&lt;br /&gt;Co z tego, jeżeli wiesz, jak ma wyglądać twoje życie, ale nie wiesz, jak dobrnąć do celu? Skąd wiesz, czy wypowiedziany kąśliwy komentarz nie sprawi, że pluniesz na to wszystko i zaniechasz wszystkiego, do czego dążyłeś?&lt;br /&gt;Gdy nie powodzi się raz, machasz ręką i mówisz sobie, że następnym razem będzie lepiej. Jednak po kolejnym nieudanym podaniu denerwujesz się i czujesz, że jesteś do niczego. Piłka, wydawałoby się, zawsze leci nie tam, gdzie lecieć powinna.&lt;br /&gt;I co z tego, że można podawać nie tylko z dołu, ale i z góry? Czy wiesz na pewno, że ta inna droga będzie miała mniej przeszkód?&lt;br /&gt;W ubiegłym roku moja piłka na chwilę zatrzymała się na siatce. Zamarłam i obserwowałam, czy spadnie na inną stronę. Spadła, wygrałam. Ale to było tylko jedno podanie. Czy wygram set? To się dopiero okaże.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/31177850-4545917667833836753?l=unfaithful-to-rats.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/feeds/4545917667833836753/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=31177850&amp;postID=4545917667833836753&amp;isPopup=true' title='2 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/4545917667833836753'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/4545917667833836753'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/2007/02/w-dniu-niepodlegoci.html' title='W Dniu Niepodległości'/><author><name>Agata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13092565186378982722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='29' src='http://i95.photobucket.com/albums/l150/bow4rain/Agata.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-31177850.post-3173535337649501336</id><published>2007-02-10T22:02:00.000+02:00</published><updated>2007-02-04T22:39:04.225+02:00</updated><title type='text'>Let's go shopping!</title><content type='html'>Byłam na poszukiwaniu dżinsów. Wielkie przeceny. I co z tego? Ubrania zrzucone w jednej wielkiej kupie (chce się dodać g****), jeżeli znajdziesz coś, co na pierwszy rzut oka ci odpowiada, to okaże się, że spodnie w biodrach są za duże, w kolanach – za małe, a długość na 1.80 m.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pamiętam jeden epizod z dzieciństwa. Obok sklepu ‘Viskas sodininkams’ na przystanku Rygos był sklep z noszoną odzieżą. Wtedy nawet nie kojarzyłam, co to takiego, więc poprosiłam babcię, żeby tam wejść.&lt;br /&gt;Zachodzimy: ciemno, po środku wielkie stoły, na nich rozrzucone ubrania, przy nich kobiety, szybko odbierające to, co im potrzebne. Brrr…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czy taka Bershka w okresie wyprzedaży czymś się różni od tego sklepu z pierwszych lat niepodległości? Owszem, lampy w sklepie świecą jaśniej i w tle gra popularna muzyka :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie denerwuje was, kiedy chłopiec nosi torebkę swej dziewczyny? Mnie tak.&lt;br /&gt;Widzę przed sobą osobę, w spodniach, w niebieskim sweterku, krótkie czarne włosy, MAŁA TOREBKA na ramieniu. Neurony w moim mózgu kojarzą tę informację i tworzą połączenie pt. ‘dziewczyna’. I kogo ja widzę, gdy przechodzę obok? Faceta!&lt;br /&gt;Ok, są tacy, których nawet bez okularów z odległości 10 m. nigdy nie weźmiesz za kobietę. Ale torebka z &lt;em&gt;materiału&lt;/em&gt; na ramieniu takiego solidnego faceta to już lekka przesada.&lt;br /&gt;Aha, i takiego dzisiaj widziałam ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Maxima. Serduszka i wszystko, co w sklepie było czerwone, złożone w jednym miejscu. Mój mózg, zmęczony parogodzinnym kierowaniem oczu w celu upatrzenia czegoś przyzwoitego na przykrycie ciała poniżej pasa, odbiera niepokojący sygnał: ‘Czerwony kolor, czerwony jak krew, która mnie karmi, którą przysyła serce, serce, którego zdeformowanych kształtów jest tutaj nielogicznie dużo. Aaa… walentynki. AAA!!! To już we środę!’&lt;br /&gt;Nie jestem zagorzałym fanem walentynek, jednak urodziny babci, której nadano imię na cześć patrona zakochanych, św. Walentego, zobowiązują do oklejania mebli w serduszka i nadmuchiwania balonów w kształcie tego niezbędnego narządu :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;P.S.: Edyta, chyba Opatrzność na tobą czuwa i ta choroba to sposób, abyś nie zobaczyła czegoś okropnego: pełno jest wszędzie czerwonej koronkowej bielizny. Nawet dla mężczyzn ;)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/31177850-3173535337649501336?l=unfaithful-to-rats.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/feeds/3173535337649501336/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=31177850&amp;postID=3173535337649501336&amp;isPopup=true' title='2 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/3173535337649501336'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/3173535337649501336'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/2007/02/lets-go-shopping.html' title='Let&apos;s go shopping!'/><author><name>Agata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13092565186378982722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='29' src='http://i95.photobucket.com/albums/l150/bow4rain/Agata.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-31177850.post-5061197195003713053</id><published>2007-02-04T19:48:00.000+02:00</published><updated>2007-02-04T20:00:47.514+02:00</updated><title type='text'>Someone to call a f*****</title><content type='html'>Ten kawałek pisaniny miał być wystukany na klawiaturze i opublikowany jakiś czas temu (obiecałam to Julii w trolejbusie, a to już poważna obietnica ;), ale incydent z telefonem spowodował, że takie coś wydało mi się wtedy trochę nie na miejscu. Ale skoro big reunion (on a dancefloor ;) już się odbył, więc jest to, co następuje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czasami, gdy z nikim o niczym nie rozmawiam, nie rzucam jakichś kąśliwych uwag, nie robię niczego, co zmusiłoby innych do bicia głową o twarde powierzchnie ze śmiechu, nie odbieram swego telefonu od Wiktora, nie uśmiecham się słuchając dyskusji Edyty, Eryka i Ryszarda, nie mówię, jak bardzo denerwuje mnie &lt;em&gt;ten, który patrzy&lt;/em&gt;, nie jestem zajęta niczym innym, to sobie myślę.&lt;br /&gt;Myślę o wszystkim i o niczym. Myślę o tym, co by było, gdyby… (wstawić cokolwiek). Myślę, że jestem brzydka, niedobra, niegrzeczna, niekulturalna, niefajna i nikt tak naprawdę mnie nie lubi i wszystkim byłoby o wiele lepiej, gdyby mnie nie było. Myślę, że fajnie byłoby być kimś zupełnie innym. Myślę, że fajnie byłoby nie mieć skłonności do myślenia. Myślę, ilu osób szczerze zapłakałoby na moim pogrzebie, gdybym teraz nagle umarła (świat jest straszny, terroryści nie śpią). Myślę, że warto napisać testament. Myślę, że mimo samodzielności boję się samotności. Myślę, że ten chłopiec, który stoi tuż obok w autobusie, bardzo przyjemnie pachnie…&lt;br /&gt;I tak sobie też myślę o ludziach, z którymi codziennie się spotykam (i ci, którzy zapewne mnie bardzo nie lubią, ale są zbyt wielkoduszni, by mi to otwarcie powiedzieć). Myślę, za co ja ich tak naprawdę podziwiam (bo za coś podziwiać przecież muszę, inaczej ich bym tak nie lubiła :). Niech się nikt nie obraża za to, co zaraz usłyszy, bo na pewno nikogo obrazić nie chciałam. Wszyscy są czymś podobni, jednakowo kochani :), ale celem dzisiejszego tematu jest pokazać te różnicę, które lubię.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Maria&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Wszystko zaczęło się od szkolnej gazetki, którą postanowiłam wydawać w klasie (a jednak zawsze ciągnęło mnie do papieru…). Byłam ja i Irena, dołączyła Maria. Irena później została z Martą, Jolą &amp; co, ja z Marią.&lt;br /&gt;Marię podziwiam za odwagę wyznania swych poglądów. Nie musi udawać, że coś lubi tylko dlatego, że to się  podoba innym. Wierna temu, w co wierzy. W przeciwieństwie od Agaty, która dopiero się uczy nie poddawać wpływowi innych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;/strong&gt;&lt;strong&gt;Julia&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Nie, nie obwiniam Julii za to, że gdy dołączyła do zespołu redakcyjnego, kolejny numer nigdy już się nie ukazał. Być może winowajcą był jej komputer, na którym cała redakcja chciała pograć i porysować (Paint! :D), a było to w tych ciemnych czasach, gdy komputer mieli nieliczni.&lt;br /&gt;Julię podziwiam za to, że jest, wydawałoby się, bez wad. Dobre dziecko, dobra koleżanka, dobra uczennica. Lubi odnaleźć kogoś w klasie i uśmiechnąć się (za co, nie wątpię, tak ją lubi Armacki). Nie wpada w tak dużo głupich sytuacji jak Agata, bo lepiej od niej wie, kiedy i co wypada zrobić.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Edyta&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Dziwne dobrego początki :) Taka inna niż moi dotychczasowi znajomi, taka obeznana ze światem muzyki i w ogóle z tym, co dla mnie było ciemnym lasem, ale pociągało. Była czymś bardzo podobna do mnie i taka bardzo inna. Odebrałam koleżankę z ławki u Ani. Chyba mi tego do końca nie wybaczyła.&lt;br /&gt;Podziwiam ją za to, że umie znaleźć wspólny język ze wszystkimi. Na dyskotece potrafi tak po prostu podejść i zatańczyć. Podziwiam za marzenia, których Agata kiedyś się bała. Umie bezlitośnie skrytykować to, co jej się nie podoba (bursztynowe drzewko ;) ale umie współczuć, pocieszyć, zrozumieć.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Wiktor&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;Zaczęło się od tego, że Maria, patrząc na listę zwycięzców kolejnej olimpiady, narzekała, że &lt;em&gt;ten&lt;/em&gt; znowu ją wyprzedził.&lt;br /&gt;Wiktora podziwiam za to, że z nami może wytrzymać, dzielnie znosi po szyi spływającą krew, zabierany telefon, żarty na jego temat. Tyle w nim wewnętrznego spokoju (co nawet nie uszło uwadze mojej mamy). Podziwiam za to, że mimo chęci zrobienia wszystkiego mnie na przekór, daje się czasami przekonać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Są też i inni, bez których byłoby źle i smutno żyć. Ale akurat o tych najczęściej mówię ‘my’. To wyłącznie moja opinia. Wszystkie wasze cechy, które ja  chciałabym posiadać, a nie posiadam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mama: dobrze, że ty jesteś inna.&lt;br /&gt;Ja: po prostu trafiłam na odpowiednich ludzi.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/31177850-5061197195003713053?l=unfaithful-to-rats.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/feeds/5061197195003713053/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=31177850&amp;postID=5061197195003713053&amp;isPopup=true' title='2 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/5061197195003713053'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/5061197195003713053'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/2007/02/someone-to-call-f.html' title='Someone to call a f*****'/><author><name>Agata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13092565186378982722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='29' src='http://i95.photobucket.com/albums/l150/bow4rain/Agata.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-31177850.post-4904310382263895898</id><published>2007-02-04T18:11:00.000+02:00</published><updated>2007-02-04T18:23:24.813+02:00</updated><title type='text'>Sobotnia Niedziela</title><content type='html'>Dzisiaj MUSI być sobota. Przecież wczoraj byliśmy w szkole, więcej musiał to być piątek, a dzisiaj na kursach, więc jest sobota. A jutro do kościoła :)&lt;br /&gt;Niech nikt więcej nie śmie krytykować mojego &lt;em&gt;śpisu&lt;/em&gt; taksówek w telefonie :P Bo zawsze, gdy taksówka potrzebna &lt;em&gt;na gwałt&lt;/em&gt;, zaledwie jedna z siedmiu przyjedzie wcześniej niż za godzinę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Hitem studniówki był pan z muzyki i jego nowy &lt;em&gt;imitz&lt;/em&gt; bez wąsów i lekarka, która leczy wodą i Bogiem.&lt;br /&gt;Mama do łez śmiała się z Jadzi i jej koleżanki. Dodała, że ostatnia część była nieciekawa i &lt;em&gt;Ich człowiek&lt;/em&gt; był o wiele brzydszy niż &lt;em&gt;Nasz Człowiek&lt;/em&gt;.&lt;br /&gt;Mama: nie mam okularów, mów, kto idzie, z kim trzeba przywitać się.&lt;br /&gt;Ja: z tą nie rozmawiam, nie warto.&lt;br /&gt;Mama: ucz się od jednej dziewczyny z mojej pracy, wita się nawet z największymi wrogami – to najlepsza taktyka.&lt;br /&gt;Może to tylko przypadek, a może i nie: niedawno tej dziewczynie zaproponowali nowe stanowisko, zwiedzi kawałek świata ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ofiarami wieczoru padły:&lt;br /&gt;prawa noga: 2 razy została potraktowana czyimś obcasem:&lt;br /&gt;sukienka: nie jestem przyzwyczajona do materiału, który tak bardzo krępuje ruchy ;)&lt;br /&gt;korale: staruszki nie wytrzymały takiego skakania w różne strony :)&lt;br /&gt;Rany się zagoją, siniaki znikną, resztę się zaszyje. Zostaną miłe wspomnienia i, miejmy nadzieję, znośne miny i nierozmazany makijaż na zdjęciach i wideo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zagadka dnia:&lt;br /&gt;Obrączka na lewym ręku – wdowiec czy protestant?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/31177850-4904310382263895898?l=unfaithful-to-rats.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/feeds/4904310382263895898/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=31177850&amp;postID=4904310382263895898&amp;isPopup=true' title='1 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/4904310382263895898'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/4904310382263895898'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/2007/02/sobotnia-niedziela.html' title='Sobotnia Niedziela'/><author><name>Agata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13092565186378982722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='29' src='http://i95.photobucket.com/albums/l150/bow4rain/Agata.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-31177850.post-4039704910665866969</id><published>2007-02-02T23:41:00.000+02:00</published><updated>2007-02-02T23:44:20.591+02:00</updated><title type='text'>Jutro będzie futro</title><content type='html'>Ubiorę sukienkę, jakiej jeszcze nigdy nie miałam na sobie.&lt;br /&gt;Założę na nogi pantofle, które stały obok, gdy moczyłam nogi w fontannie przy piramidach Luwru i pyliły się na polach Elizejskich.&lt;br /&gt;Pod pachę wezmę Człowieka, który przyczynił się do małych łez, wielkich kłótni i ogólnego zamieszania.&lt;br /&gt;Do ręki wezmę torebkę, którą mogłabym i nie brać.&lt;br /&gt;Uzbroję się w sentymentalnie ironiczny nastrój.&lt;br /&gt;I wyjdę na mróz, by za parę minut dotrzeć na Druskio 11.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Głos sentymentalny mówi: ech, jedna z ostatnich okazji być razem z tymi, z którymi spędziłam większość swego życia…&lt;br /&gt;Głos ironiczny mówi: no, kolejna parada mody wileńskiej – ciekawe, ile będzie sukienek z materiału?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/31177850-4039704910665866969?l=unfaithful-to-rats.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/feeds/4039704910665866969/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=31177850&amp;postID=4039704910665866969&amp;isPopup=true' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/4039704910665866969'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/4039704910665866969'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/2007/02/jutro-bdzie-futro.html' title='Jutro będzie futro'/><author><name>Agata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13092565186378982722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='29' src='http://i95.photobucket.com/albums/l150/bow4rain/Agata.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-31177850.post-2305119951858687122</id><published>2007-02-01T20:54:00.000+02:00</published><updated>2007-02-01T20:58:25.395+02:00</updated><title type='text'>TT (telefony &amp; talenty)</title><content type='html'>Telefony komórkowe wywołują raka mózgu. Po 10 latach intensywnego korzystania z nich. Ale co ma się na myśli, mówiąc ‘intensywnie’?&lt;br /&gt;Czy rozmawiając 2 minuty dziennie mogę sobie do tych 10 lat dodać jeszcze tyle?&lt;br /&gt;A ci, którzy telefonu nie odrywają od ucha – odjąć 5?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Babcia lubi od czasu do czasu powtarzać słowa, które dawno powiedział pewien jej znajomy: ‘Pani, od samochodów umrzemy’.&lt;br /&gt;Człowiek ten myślał prosto: pojawi się niewiadomo ile samochodów i udusimy się od ich spalin. Jednak przykłady takich miast, jak np. Tokio, Pekin, itd. wskazują na to, że nawet dusząc się żyć można. Fakt, nie założysz białego ubrania (bo w końcu dnia będzie szare), kupisz sobie parę chust, którymi zakryjesz usta i nos, ale funkcjonować wciąż będziesz. Ale przecież coś w tym jest, ten cały dwutlenek węgla, topniejące lodowce, zmieniający się klimat, huragany…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak myślicie, na nas zakończy się nasza cywilizacja, czy jeszcze trochę pobędzie?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy zbliża się jakaś ważna szkolna impreza, człowiek może poczuć się niezwykle dowartościowany: ciągle podbiegają do ciebie różne osoby, które twierdzą, że dobrze rysujesz, piszesz wiersze, scenariusze. Dobrze spełniałeś się jako dziennikarz w szkolnej gazetce i w ogóle jesteś taki no… fajny :)&lt;br /&gt;Gdybym nie wiedziała, jakie podstępne plany i ile zmarnowanych godzin kryje się za tymi komplementami, chyba bym już z dumy latała pod sufitem.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/31177850-2305119951858687122?l=unfaithful-to-rats.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/feeds/2305119951858687122/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=31177850&amp;postID=2305119951858687122&amp;isPopup=true' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/2305119951858687122'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/2305119951858687122'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/2007/02/tt-telefony-talenty.html' title='TT (telefony &amp; talenty)'/><author><name>Agata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13092565186378982722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='29' src='http://i95.photobucket.com/albums/l150/bow4rain/Agata.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-31177850.post-6744123592871012467</id><published>2007-01-29T20:31:00.000+02:00</published><updated>2007-01-29T20:33:45.318+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='polityka'/><title type='text'>Dlaczego nie będę głosować na AWPL</title><content type='html'>A bo dlatego, że Akcja Wyborcza Polaków na Litwie posuwa się do, moim zdaniem, niemoralnych chwytów.&lt;br /&gt;Przywykłam już do tego, że w czasie wyborów skrzynka pocztowa jest zapychana wszelkiego rodzaju papierzyskiem agitującym mnie głosować za jedną lub drugą partię. Bardzo popularne są kalendarzyki. Do tej pory znajduję je pozasuwane w szufladach. Czasami, szczególnie w poszczególnych instytucjach, można zjeść np. panią profesor Prunskienė (porażająca była jej reklama agitacyjna. ‘Ty za kogo?’, pyta jeden wieśniak. ‘Za Prunskienė, wszyscy za niej’, odpowiada inny. ‘Jak wszyscy, to i ja’. A nas pan Lachowicz jeszcze w klasie 8 uczył, że trzeba myśleć samym. Ale nie każdy miał okazję uczyć się u tego zacnego nauczyciela ;). W ubiegłym roku nowinką były kubki i obsadki, dostarczane do domu. O ich jakości i sympatyczności mówić nie będę.&lt;br /&gt;Za pracę Litwie! Ładnie brzmi, prawda? O wiele ładniej niż późniejsze skandale z kupionym dyplomem, wyjaśnienie, kto słowo ‘ojczyzna’ kojarzy tak, jak należy. Bo może np. pan Uspaskich składając przysięgę ‘będę pracował ojczyźnie’ tak naprawdę mówił o Rosji, nie o Litwie?&lt;br /&gt;No ale cóż, nie dla mnie, blondynki bez ukończenia szkoły średniej, osądzać tak szanownych panów z budynku przy fontannie. Ja mogę tylko powiedzieć, jak bardzo denerwują mnie osoby, które z ulotkami agitującymi za AWPL czyhają na Polaków, wychodzących z kościoła. Bo przecież taka babcia na pewno pójdzie głosować za POLAKÓW, nie kojarząc nawet zbytnio, co oni jej obiecują, a czego nie, szczególnie jeżeli i ksiądz na mszy przy okazji przypomni, że głosować to obowiązek chrześcijański.&lt;br /&gt;Wychodzi taka babcia z kościoła, przejęta nowym ciężkim obowiązkiem, załamuje ręce (bo przecież po litewsku nie rozumie, dzieci w polityce rozczarowali się, z dziadkami, jak wiadomo, dość krucho), a tu jej jak anioł z nieba jakiś facet ze zmarzniętymi rękoma wsuwa ulotkę! AWPL! Super, spać można spokojnie.&lt;br /&gt;A jak wiadomo, babcie stanowią liczny procent społeczeństwa. Więc po co są potrzebni świadomi wyborcy, jeżeli wystarczą babcie, wystraszone ‘pomstą nieba’ (nie wierzyłam, że taki termin w dzisiejszym Kościele jeszcze istnieje, ale jednak).&lt;br /&gt;A może tak i lepiej – po co czytać programy partii, gazety, śledzić, ile kto skradł pieniędzy, jeżeli i tak znowu wdepniemy w to samo bagno?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mimo wszelkich narzekań, nie tracę wiary w lepsze jutro, w nowe pokolenie, z którego wykorzeni się dawne tradycje, poziom w państwie wzrośnie. A jeżeli i nie, to spakuję manatki – przecież gdzieś tam w Anglii posada zmywacza naczyń zawsze się znajdzie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na deser zabawa w skojarzenia.&lt;br /&gt;[19:43:24] Agata napisał(a): wiesz co&lt;br /&gt;[19:43:35] Agata napisał(a): latem musimy TO zrobic :D&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co Agata miała na myśli?&lt;br /&gt;Odpowiedź w komentarzach.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/31177850-6744123592871012467?l=unfaithful-to-rats.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/feeds/6744123592871012467/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=31177850&amp;postID=6744123592871012467&amp;isPopup=true' title='2 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/6744123592871012467'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/6744123592871012467'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/2007/01/dlaczego-nie-bd-gosowa-na-awpl.html' title='Dlaczego nie będę głosować na AWPL'/><author><name>Agata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13092565186378982722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='29' src='http://i95.photobucket.com/albums/l150/bow4rain/Agata.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-31177850.post-9009575347903045838</id><published>2007-01-26T22:40:00.000+02:00</published><updated>2007-01-26T23:24:34.038+02:00</updated><title type='text'>Šuns balsas į dangų neina</title><content type='html'>Jakiś czas temu ludzie z psami zbierali się przy starym dobrym kinie Lietuva.&lt;br /&gt;‘Psi głos nie idzie do nieba’, czworonodzy i ich właściciele nie mogli niczego zmienić, kino miało być zburzone, bo miejsce w samym środku starówki było zbyt dobrze nagrzane. Z punktu widzenia ekonomicznego, budynek bezsensowny, bo przecież na tym kawałku ziemi można wybudować coś wielkiego i zgarnąć jeszcze większe pieniądze. A tak to co, jakieś dużego zysku nie przynoszące niekomercyjne kino.&lt;br /&gt;I nagle naród, który woli być pasywny niż zabrać głos i głośno powiedzieć ‘nie’, z żalu ścisnęło serce. Na akcję przyszło więcej ludzi, niż przewidywano, o tym pisały gazety, psie mordki filmowały telewizyjne kamery. Jednak wszyscy rozumieli, że to koniec.&lt;br /&gt;Nie wiem, kto pierwszy wpadł na ten pomysł, ale komuś nad głową zapaliła się żarówka (jak w kreskówkach) i tak oto powstała petycja, którą podpisało więcej niż 7000 osób. Wśród nich nr. 3799, Agata B.&lt;br /&gt;Poruszył mnie taki masowy brak obojętności.&lt;br /&gt;Sprawa wędruje z instytucji do instytucji, zobaczymy, co z tego wyniknie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dlaczego też podpisałam się? Z sentymentu do tego miejsca, mego pierwszego kina. Ale też dlatego, że nadjadły mi już ta wojna o Ziemię.&lt;br /&gt;Podpala się domy przy Europie, żeby władze w końcu dały pozwolenie na budowę nowych wieżowców. Ten, kto miał kiedyś w tym miejscu choćby skrawek gruntu i udało mu się go teraz odzyskać, jest milionerem.&lt;br /&gt;Ponoć ktoś podpalił także Profsajungų Rūmai, bo biały dom na górze zajmuje zbyt dobre miejsce. Bo za widok z ostatniego piętra nowego domu mieszkalnego wielu zapłaciłoby więcej, niż sam pałac przynosi dochodu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chociaż z Wilnem jestem związana silniej niż sama tego chciałabym, coraz częściej myślę o tym, że wolałabym mieszkać przynajmniej 10 km za miastem, mieć dom na wzór starych sycylijskich willi, na którego ganek latem wynosiłabym kwiaty doniczkowe. Do pracy jeździłabym zbyt głośno śpiewając jakieś dobre piosenki. Lubię patrzeć na miasto z jego budynkami, ulicami, kolorowymi reklamami, nocnymi światłami, ale przecież zieleń dobrze robi na oczy, które powoli zaczynają upominać się o silniejsze okulary.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Za tydzień, dzieci, zaczyna się nasze wielkie odliczanie. Czy dokonamy tego, czego dokonał wielki wódz Napoleon Bonaparte I podczas swego studniowego panowania? Czyli dokładnie niczego? Skreślą nas czy wzniosą na piedestały?&lt;br /&gt;To się dopiero okaże.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/31177850-9009575347903045838?l=unfaithful-to-rats.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/feeds/9009575347903045838/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=31177850&amp;postID=9009575347903045838&amp;isPopup=true' title='2 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/9009575347903045838'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/9009575347903045838'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/2007/01/uns-balsas-dang-neina.html' title='Šuns balsas į dangų neina'/><author><name>Agata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13092565186378982722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='29' src='http://i95.photobucket.com/albums/l150/bow4rain/Agata.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-31177850.post-174576887160915827</id><published>2007-01-25T20:15:00.000+02:00</published><updated>2007-01-25T20:51:28.096+02:00</updated><title type='text'>Cywilizacja</title><content type='html'>3 jednakowe kartki A4. Dużo ładnych zdjęć laptop’ów. Ceny mniejsze niż cyfrowy aparat fotograficzny. Na pierwszy rzut &lt;em&gt;blondyńskim&lt;/em&gt; okiem nawet charakterystyka niezła. Mało tego, torebka i myszka gratis.&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Sabaka zaryta&lt;/em&gt; musiała być pod małymi literkami. I była.&lt;br /&gt;179 lt/miesiąc przez 3 lata, jakiś konkretny plan w bezprzewodowym internecie Omnitel’u.&lt;br /&gt;Ja wolę niezależność. I prawo zmiany sieci, gdy obecna zaczyna szwankować. I mówię, że nie warto.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Teraz, żeby przejść z punktu A (dom) do punktu B (rodno trolejbusów), będę musiała pokonać 4 semafory. Czy tylko mi się tak wydaje, czy odległość między jednym a drugim będzie wynosić tyle, co 2 długie autobusy?&lt;br /&gt;A więc:&lt;br /&gt;1 semafor przed Kotryną&lt;br /&gt;1 semafor za Kotryną&lt;br /&gt;1 semafor przed przystankiem Automobiliai&lt;br /&gt;1 semafor za przystankiem Automobiliai&lt;br /&gt;1 semafor przed Žemynos&lt;br /&gt;1 semafor przed Čiobiškio&lt;br /&gt;1 semafor przed Rygos&lt;br /&gt;1 semafor przed Matulaičio&lt;br /&gt;1 semafor przed Šaulių Sąjunga&lt;br /&gt;1 semafor przed Mada&lt;br /&gt;1 semafor przed Spaudos Rūmai&lt;br /&gt;1 semafor przed Sietyno&lt;br /&gt;1 semafor przy Norfie&lt;br /&gt;A więc, 13 semaforów. Niewiele więcej przystanków. Tyle wynosi moja droga do szkoły.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/31177850-174576887160915827?l=unfaithful-to-rats.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/feeds/174576887160915827/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=31177850&amp;postID=174576887160915827&amp;isPopup=true' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/174576887160915827'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/174576887160915827'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/2007/01/cywilizacja.html' title='Cywilizacja'/><author><name>Agata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13092565186378982722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='29' src='http://i95.photobucket.com/albums/l150/bow4rain/Agata.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-31177850.post-7747698088000069897</id><published>2007-01-23T23:04:00.000+02:00</published><updated>2007-01-23T23:17:49.472+02:00</updated><title type='text'>Statystyka</title><content type='html'>&lt;em&gt;Szeroką Światową Sieć&lt;/em&gt; mam od grudnia miesiąca Anno Domini 2003.&lt;br /&gt;Ileż to filmów wyświetliło się na moim 14 calowym monitorze LCD.&lt;br /&gt;Ileż różnych bzdurek napisało się przez różne &lt;em&gt;skajpy&lt;/em&gt;, &lt;em&gt;mirki&lt;/em&gt;, &lt;em&gt;ajsikju&lt;/em&gt;, &lt;em&gt;gege&lt;/em&gt; (Word sugeruje &lt;em&gt;geje&lt;/em&gt; zamiast &lt;em&gt;gege&lt;/em&gt;, hmm…, nie pamiętam takich ;)&lt;br /&gt;Tak dla porównania: historia skajpu Edyty ładuje się najdłużej :)&lt;br /&gt;Ileż to mailów wysłało się do różnych osób.&lt;br /&gt;Ileż to mailów otrzymało się od znajomych i tych nie bardzo ;)&lt;br /&gt;Ileż to spamu niepotrzebnego obciążyło skrzynkę pocztową.&lt;br /&gt;Ileż wszystkiego przeczytało się w delfi.lt&lt;br /&gt;Ileż informacji załadowało do mózgu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dysk C mam o pojemności małej, zaledwie 37 GB. Ale to całkiem nie przeszkadza, żeby za te parę lat ściągnąć wszelkich dóbr na 816.285.374 KB :)&lt;br /&gt;Inni ode mnie zabrali 111.294.971 KB&lt;br /&gt;W internecie przebyłam 17.565.597 sec&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To właśnie nazywam maksymalną korzyść za minimalną cenę ;) Jak doić, to doić do końca.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/31177850-7747698088000069897?l=unfaithful-to-rats.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/feeds/7747698088000069897/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=31177850&amp;postID=7747698088000069897&amp;isPopup=true' title='2 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/7747698088000069897'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/7747698088000069897'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/2007/01/statystyka.html' title='Statystyka'/><author><name>Agata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13092565186378982722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='29' src='http://i95.photobucket.com/albums/l150/bow4rain/Agata.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-31177850.post-4398119370254102183</id><published>2007-01-22T23:38:00.000+02:00</published><updated>2007-01-22T23:41:17.511+02:00</updated><title type='text'>If u had a bad day...</title><content type='html'>No jasne, idealnie cały czas być nie może.&lt;br /&gt;Jeżeli kontrolna ze stereometrii poszła gładko, nowy temat musi być jednym wielkim ‘nic nie rozumiem’.&lt;br /&gt;Ale przecież gdyby życie było przez cały czas bez zmartwień, niepowodzeń, szybko znudziłoby się.&lt;br /&gt;Od czasu do czasu dobrze jest dostać od życia w kość.&lt;br /&gt;Jeżeli nie będę w to wierzyć, zdurnieję.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/31177850-4398119370254102183?l=unfaithful-to-rats.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/feeds/4398119370254102183/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=31177850&amp;postID=4398119370254102183&amp;isPopup=true' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/4398119370254102183'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/31177850/posts/default/4398119370254102183'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://unfaithful-to-rats.blogspot.com/2007/01/if-u-had-bad-day.html' title='If u had a bad day...'/><author><name>Agata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13092565186378982722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='29' src='http://i95.photobucket.com/albums/l150/bow4rain/Agata.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry></feed>
